Prawie 30 miliardów złotych na ratowanie górnictwa. Tak rząd chce dopłacać do upadających kopalń

O dotowaniu wydobycia w kopalniach mówi się już od jakiegoś czasu, ale światło dzienne ujrzał właśnie dokument, który może rozjaśnić szczegóły dotyczące tego, jak rząd chce dopłacać do upadających zakładów. Z projektu rozporządzenia w sprawie pomocy dla górnictwa kamiennego w Polsce wynika, że kwota przeznaczona na pomoc dla branży w latach 2022-2031 ma wynieść prawie 30 miliardów złotych, a dokładnie: 28,82 mld (maksymalnie, według założeń).

W poniedziałek (17 stycznia) opublikowano projekt rozporządzenia dotyczący pomocy dla górnictwa kamiennego w Polsce. Szerzej rozpisano w nim, jak rząd chce dopłacać do upadających kopalń. Przedstawiciele Ministerstwa Aktywów Państwowych zapowiedzieli, że jeszcze w styczniu 2022 roku planują zwrócić się do Komisji Europejskiej z wnioskiem o notyfikację systemu wsparcia. „Został on przekazany do Komisji Europejskiej w dniu 26 maja 2021 roku, w celu prenotyfikacji. Beneficjentami systemu wsparcia będą Polska Grupa Górnicza, Tauron Wydobycie i Węglokoks Kraj. W dniu 2 grudnia 2021 r. zostały zakończone rozmowy dotyczące prenotyfikacji. Obecnie przygotowywany jest wniosek notyfikacyjny do KE, którego przekazanie planuje się w styczniu 2022 roku”, czytamy w komunikacie. Chodzi o tzw. górniczą umowę społeczną, której zapisy powstawały przez kilka miesięcy we współpracy ze stroną społeczną reprezentowaną przez związki zawodowe oraz przedstawicieli wymienionych spółek i rządu. Teraz światło dzienne ujrzały m.in. szczegóły dotowania wydobycia w zakładach. Z dokumentu wynika, że ratowanie górnictwa ma pochłonąć prawie 30 miliardów złotych. Dokładna kwota ma wynieść (maksymalnie) 28 mld 821 mln złotych. Co ciekawe, zaakceptowanie systemu ma zapewnić nie tylko bezpieczeństwo energetyczne, ale również – jak czytamy – „utrzymać spokój społeczny”. Zwłaszcza, jeśli chodzi o sytuację w woj. śląskim, bo to ten region dotkną zmiany.

Jak czytamy, firmy będą mogły liczyć na takie formy wsparcia jak: dopłaty do redukcji zdolności produkcyjnych kopalń, zawieszenie spłaty i docelowe umorzenie części zobowiązań górniczych firm wobec ZUS i PFR czy możliwość podwyższenia ich kapitału za pomocą emisji skarbowych papierów wartościowych. „Zasady dopłat do redukcji zdolności produkcyjnych opierają się na z góry określonym mechanizmie, który będzie brał pod uwagę koszty kwalifikowane oraz przychody kwalifikowane przedsiębiorstwa. Za koszty kwalifikowane będą uznawane zapłacone koszty produkcji węgla związane z bieżącą produkcją z uwzględnieniem skutków finansowych kosztów lat ubiegłych (…), jako przychody kwalifikowane wskazano zrealizowane przychody ze sprzedaży węgla oraz pozostałe przychody uzyskane w ramach prowadzonej działalności”, czytamy w projekcie rozporządzenia.

Warto podkreślić, że aby zapisy miały szansę realizacji, umowa społeczna najpierw musi spotkać się z przychylną opinią Komisji Europejskiej, a to – jak wskazują eksperci – może nie być takie proste. Dodatkowo, nawet sami związkowcy mają wątpliwości, co do przebiegu rozmów z unijnymi urzędnikami. Już teraz alarmują, że potrzebny jest plan awaryjny i domagają się realizowania tych zapisów umowy społecznej, które nie wymagają akceptacji KE, pod groźbą protestów. „Docierają do nas sygnały, że na nowo przeliczana jest żywotność kopalń, a my nie zgadzamy się na zmiany dat likwidacji zakładów zawartych w porozumieniu”, mówi dla „Śląskiej Opinii” Rafał Jedwabny z Wolnego Związku Zawodowego Sierpień ‘80 w Polskiej Grupie Górniczej (cała rozmowa ze związkowcem w tym temacie w czwartek, 20 stycznia, w naszej audycji „Śląska Opinia o górnictwie”).

Zgodnie z ustaleniami, likwidacja węgla kamiennego w Polsce miałaby nastąpić w 2049 roku. W kuluarowych rozmowach mówi się jednak o chęci skrócenia tego okresu do 2030, 2035 lub 2040 roku. Na to nie chce się zgodzić strona społeczna. Pozostając w temacie branży górniczej, przypomnijmy również, że ostatnio nowelizacja o funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego została zawetowana przez Senat. Zgodnie z harmonogramem Sejmu, wnioskiem o odrzucenie ustawy posłowie mogliby się zająć najwcześniej 26 i 27 stycznia. Do sprawy z pewnością będziemy jeszcze wracać.

Obrazek domyślny
Bartosz Wojsa

Dziennikarz, wydawca strony głównej w „Super Expressie”.