Intensywny tydzień rodzica…

Przeglądam bloga i widzę, że w ciągu ostatniego tygodnia wyjątkowo się obijałem. Nieliczne wpisy wskazują na to, że w ostatnich dniach niewiele się działo. Nuda. No aż chce się cytatem z „Rejsu” zapełnić tę pustkę…

Postanowiłem więc sprawdzić, czy faktycznie nic się nie działo i przygotowałem krótki przegląd trwającego wciąż tygodnia. I tak:

– W dniu szkolnego zebrania młodzian trzepnął kolegę z klasy. Może podświadomie wypełnił swój obywatelski obowiązek, motywując mnie do uczestnictwa w nim.

– Od poniedziałku członkowie naszej małej grupy tanecznej odbyli w sumie cztery wizyty u dentysty, podczas których doszło do jednego zasłabnięcia. Nie będę pisał, kto zasłabł, bo jeszcze padną oskarżenia o seksizm.

– Młodszy obywatel miał zostać zaszczepiony w środę z samego, więc we wtorek już o 16.22 paniom z przychodni przypomniało się, że zużyły naszą szczepionkę. Zadzwoniły więc, że nie mają naszej szczepionki. Mogły dodać „i co nam państwo zrobią”, zamiast tego podały irracjonalne uzasadnienie. „Bo data ważności mijała za dwa tygodnie, a nie wiedziałyśmy, czy państwo przyjdą”. No tak, bo zapisujemy się na szczepienia dla jaj. Na szczęście mama młodzieńca stanęła na głowie i dała radę ogarnąć szczepionkę tak, by była na rano.

– „Noc to pora walki” śpiewał Zbeer. Dla naszych chłopaków noc jest porą akcji wszelakich: śpiew, zabawa, spacery, rozgrywki piłkarskie. Zastanawiam się, czy sąsiedzi z dołu już się wyprowadzili, czy może ogłuchli, że dotąd nie wezwali żadnych służb.

– Banany znikają w tempie wskazującym na to, że prowadzimy małe zoo. Nie jest to prawdą, co potwierdza jedyna niekonsumująca tych owoców istota, czyli żółw.

– W Dniu Matki oprócz prezentów od młodzieży, wykorzystano chwilę nieobecności, by złożyć mamie biurko. Choć przez pewien czas przemieszczanie się było utrudnione, to warto podkreślić, że podczas składania mebla ani razu nie wspomniano o kobietach lekkiego obyczaju, ani o ich matkach czy zstępnych. Brawo ja.- Fascynująca korespondencja reklamacyjna. „Brakuje śrubek do montażu, które zgodnie z instrukcją powinny być w zestawie”. „A jakich konkretnie śrubek brakuje, proszę opisać”. „Tych, które zgodnie z instrukcją, mają służyć do montażu podstawy”. „Aha”.

– Zamiast przeczytać książkę, której recenzja miała tu trafić, zdążyłem tylko spożyć intelektualną ucztę w postaci „Morderczych kaczek” Tomasza Siwca. Może niepotrzebnie zreferowałem historię starszemu z chłopaków (odniosłem wrażenie, że tak uważała jego mama), ale co się pośmialiśmy, to nasze.

– Ponowne otwarcie siłowni i natychmiastowa przebieżka do jednej przypomniała mi, jak zareagował na mój widok i zachowanie jeden z przedstawicieli obsługi, gdy spotkał mnie po jednym z bezsennych maratonów, zainicjowanych przez chłopaków. „Zbawienne są te krótkie drzemki, które ucinam sobie mrugając”.

– Najmłodszy uważa, że czas na próbę pobicia rekordu własnej ciepłoty ciała, więc już nie tylko noce, ale i dnie, pełne są gier i zabaw ruchowych, polegających na uniknięciu ciosów rozkołysanej głowy.

Innych rzeczy nie zamieszczam, bo już po przejrzeniu powyższej listy dochodzę do wniosku, że albom leń i nie chciało mi się pisać, albo faktycznie ojcostwo zmienia postrzeganie. Bo naprawdę miałem wrażenie, że poza pracą, to nic właściwie się nie działo…

Blog Złego Ojca na Facebooku

Default image
Zły Ojciec
Zły Ojciec, postać anonimowa, bo jak zły to po co rzucać nazwiskami. Jedni mówią, że pisze teksty humorystyczne, inni że do bólu prawdziwe. Upewnia czytelników w jednym, może dzieci nie są dla wszystkich, ale nudno to z nimi nie jest. Publikuje blog, którego fragmenty przytaczamy na Śląskiej Opinii ku Waszej uciesze, albo przestrodze.