Śmierć pod ziemią. W 2020 roku zginęło kilkunastu górników


W 2020 roku, niestety, nie brakowało wielu poważnych wypadków w kopalniach. Pod ziemią na przestrzeni dwunastu miesięcy zginęło łącznie 16 górników. To mniej niż w dwóch ostatnich latach, ale niebezpieczeństwo pracy w zakładach górniczych wciąż jest duże. Wyższy Urząd Górniczy przygotował coroczne zestawienie, z którego możemy dowiedzieć się, w jakich zakładach dochodziło do wypadków, co było ich przyczyną i jakie były tego skutki dla załogi pracującej z węglem.

Pierwszy wypadek śmiertelny w 2020 roku, jak wynika z raportu WUG, miał miejsce 4 lutego o godz. 7:15 w kopalni Piast-Ziemowit. Był to nieszczęśliwy wypadek. „Według wstępnych ustaleń, przyczyną wypadku było najprawdopodobniej uderzenie górnika w głowę żerdzią do kotwienia, którą wykonywał nieokreślone czynności w rejonie stacji zwrotnej, będącego w ruchu przenośnika taśmowego”, podaje Wyższy Urząd Górniczy. Drugi wypadek, będący wynikiem pierwszego tak poważnego wstrząsu w tamtym roku, miał miejsce 7 lutego o godz. 12:15 w KGHM Polska Miedź – „Rudna”. Wówczas w zakładach górniczych w Polkowicach doszło do samoistnego wstrząsu, w wyniku którego ucierpieli pracownicy. Czterech górników przebywających w wyrobiskach odniosło lekkie obrażenia, a jeden górnik – w wyniku oddziaływania skutków wstrząsu – zginął. „Trzech poszkodowanych wycofało się samodzielnie. Poszkodowanych: górnika (wypadek śmiertelny) i górnika strzałowego ratownicy uwolnili spod gruzowiska skalnego. Akcję zakończono o godz. 14:01”, opisuje WUG. 

Trzeci wypadek, w wyniku którego zginęła jedna osoba, miał miejsce 11 lutego o godz. 1:08 w odkrywkowym zakładzie górniczym Drahle III. Przyczyną tego zdarzenia był wypadek górnika przy pracy. Czwarte zdarzenie miało miejsce 16 marca o godz. 10:43 w KWK Bobrek-Piekary. Był to zawał i wypadek zbiorowy, w wyniku którego śmierć poniosła jedna osoba. Akcja ratownicza była szeroko opisywana w mediach, jednak mimo błyskawicznych działań służb nie udało się uratować zasypanego ślusarza. Lekarz stwierdził jego zgon w wyniku urazu wielonarządowego oraz ostrej niewydolności krążeniowo-oddechowej. Piąty wypadek miał miejsce w zakładzie górniczym „Janina” – 4 maja o godz. 10:50. Jak podaje WUG, „według wstępnych ustaleń, przyczyną wypadku górnika było doznanie urazu głowy”. Do tej pory nie ustalono, jak dokładnie doszło do zdarzenia. Szósty wypadek zdarzył się w KWB Turów 12 maja o godz. 9:00. Przyczyną śmierci jednego z górników było uderzenie pracownika spadającą bryłą nadkładowa nieusuniętą z osłony przekładni koła czerpakowego koparki.

Ślusarz zginął również w wypadku przy pracy 7 lipca o godz. 9:33 w zakładzie górniczym „Lubin”. Podczas pracy śmierć poniósł też górnik z kopalni ROW, ruch Marcel, do czego doszło 8 sierpnia o godz. 9:30. Wstrząsający wypadek miał także miejsce 1 września o godz. 9:44 w kopalni Borynia-Zofiówka. „Przyczyną było wypadnięcie pracownika z piętra klatki i upadek na dno szybu, które zaistniały prawdopodobnie po nadaniu sygnału alarmowego i zatrzymaniu klatki na głębokości około 460 m”, podaje Wyższy Urząd Górniczy. 10 września, godz. 9:09, to dzień, w którym doszło do wstrząsu w KGHM Polska Miedź, zakład górniczy „Rudna”. Pod ziemią zginął wtedy nadsztygar, uderzony i przysypanymi bryłami skalnymi opadłymi ze stropu. W wyniku opadu brył skalnych zginął też górnik z kopalni ROW, ruch Rydułtowy. Do zdarzenia doszło 15 września o godz. 16:33 i – jak ustalono – jego przyczyną było niezabezpieczenie stropu. Kolejny wypadek przy pracy w kopalni miał miejsce 7 października o godz. 1:20 w KWK Knurów-Szczygłowice. Jak podaje WUG, jego przyczyną było najprawdopodobniej uderzenie w głowę górnika, przemieszczającą się bryłą węgla odspojoną od przodka. Nie wiadomo, dlaczego do tego doszło. 

Kolejny górnik zginął 19 listopada o godz. 10:55 w kopalni Granitu „Barcz 1”. Mężczyzna spadł z wysokości około 70 m na dno wyrobiska, a przyczyną tego było m.in. „prowadzenie prac na wysokości bez środków ochrony indywidualnej przed upadkiem z wysokości, niezachowanie należytej ostrożności podczas pracy i poruszania się na krawędzi wyrobiska, tolerowanie przez osobę sprawującą nadzór nad pracownikiem odstępstw od przepisów i zasad BHP”. Podobne uchybienia były przyczyną wypadku, do którego doszło 26 listopada o godz. 10:21 w CZOK Ruch II Pompownia Siemianowice. Górnik wówczas zginął, wpadając do szybu. Dwa ostatnie śmiertelne wypadki jeszcze nie zostały dokładnie zbadane. Miały miejsce 16 grudnia o godz. 13:19 w kopalni surowców mineralnych Ruda oraz 23 grudnia o godz. 4:36 w kopalni Murcki-Staszic. Zarówno w pierwszym, jak i drugim wypadku, zginął jeden górnik.

Łączna liczba śmiertelnych wypadków w kopalniach w 2020 roku, według statystyk Wyższego Urzędu Górniczego, wyniosła 16 ofiar. To mniej niż w 2019 i 2018 roku, kiedy zginęło kolejno 23 i 21 pracowników. Wypadki śmiertelne to jednak nie jedyne, które mają miejsce w kopalniach. Gdy spojrzymy na wypadkowość w górnictwie od 1 stycznia do 31 grudnia 2020 roku, możemy odkryć, że do statystyk trzeba doliczyć jeszcze 12 wypadków ciężkich i 1854 wypadki łącznie. Spośród wszystkich wypadków w 2020 roku ujętych w raporcie WUG, aż 1531 miało miejsce w górnictwie węgla kamiennego. 223 wypadki zdarzyły się w górnictwie rud miedzi, 42 w górnictwie odkrywkowym, 35 w górnictwie otworowym i zakładach wykonujących roboty geologiczne oraz 20 wypadków w rubryce „pozostałe górnictwo”.   

Z raportów WUG można wyczytać niepokojącą tendencję. Paradoksalnie, choć wstrząsy i tąpnięcia zdają się największym zagrożeniem dla górników, nie one były główną przyczyną wypadków śmiertelnych w kopalniach w 2020 roku. Zdecydowaną większość stanowią przypadki naruszeń, niedopilnowania zasad panujących w zakładach, często przy cichym przyzwoleniu osób nadzorujących, w końcu nieostrożność i pogwałcenia regulaminu BHP. Śmierć pracowników to wielka tragedia, a górnicy codziennie ryzykują życiem, zjeżdżając na dół, by zarabiać na utrzymanie swoich rodzin. System, chroniący ich przed wypadkami, ale również własną niedbałością czy naruszeniami przełożonych, o których wiele się w górnictwie mówi, powinien być nieustannie usprawniany. Przyczyny zdarzeń śmiertelnych i wypadków w kopalniach potwierdzają, że bezpieczeństwo, ochrona i profilaktyka, ale także edukacja i odpowiednie przeszkolenie pracowników powinny być na pierwszym miejscu. 

Anna Swiniarska-Tadla, rzeczniczka Wyższego Urzędu Górniczego, w rozmowie ze „Śląską Opinią” przyznaje, że analizy tego typu zdarzeń z 2020 roku trwają. – Jesteśmy na etapie przygotowań takiego raportu podsumowującego, mamy od tego departament warunków pracy, który co roku – po nowym roku – dokładnie analizuje niebezpieczne zdarzenia w kopalniach na podstawie przeprowadzonych kontroli, okoliczności i badań, podkreśla. Stan bezpieczeństwa w górnictwie to dokument, który jest opracowywany w pierwszym kwartale bieżącego roku. To duża praca zbiorowa, zawierająca mnóstwo danych, których analiza mogłaby dać odpowiedzi na pytanie, czemu w kopalniach wciąż dochodzi do wielu wypadków z naruszeniem zasad BHP. Na razie Wyższy Urząd Górniczy woli powstrzymać się od zabierania stanowiska w tej sprawie. – Odpowiedzi na to pytanie można by udzielić, gdy dojdzie do analizy i materiał zostanie w pełni zebrany, mówi nam Anna Swiniarska-Tadla. Już teraz widać niebezpieczną tendencję, ale jakie wnioski będą mieć eksperci? Do sprawy, wraz ze szczegółową analizą, zapewne jeszcze wrócimy. 

Obrazek domyślny
Bartosz Wojsa

Dziennikarz, wydawca strony głównej w „Super Expressie”.