Rok 2020 trzeba już sobie podarować – Życie w cieniu koronawirusa

Koronawirus w pewnym sensie oczekiwany, ale wpadł nagle. Wstrząsnął wszystkim, światem artystycznym także. Zrobił to mocno, szybko i radykalnie. Odzew świata artystycznego na lockdown, zwany też zamknięciem, odwołanie koncertów i de facto normalnego stylu życia, spotkał się z natychmiastową reakcją, już chyba następnego dnia zaczęły się odbywać pierwsze koncerty online. Po części żeby publiczności jakoś zrekompensować odwołane w ostatniej chwili koncerty, trochę z szoku, nieliczni po prostu dla promocji własnej twórczości. No i dobrze, ale dla mnie ta forma dość szybko się przejadła, chałupnicza twórczość, choć w muzyce i sztuce zwyczajna i mocno rozpowszechniona wydawałoby się, jednak w masie niestety nie może przynieść świetnych efektów, nawet najlepszy muzyk niekoniecznie wie jak swój koncert zrealizować, niekażdy musi stać się nagle youtuberem.

Dość szybko spontaniczny zryw został zmonetyzowany przez duże wytwórnie i trzymających władzę, nie widzę tego inaczej. Mamy zatem do czynienia ze starodawnym konfliktem artyści a władza, który w dobie pandemii zaczyna być wyraźnie widoczny. Po tym pierwszym zrywie przyszły myśli o kryzysie ekonomicznym, bo szybko okazało się, że zamknięcie może potrwać bardzo długo, wiele tygodni lub nawet miesięcy, że bez grania koncertów, bez wystaw, bez możliwości normalnego działania przeważająca większość artystów zacznie po prostu biedować.

Dla większości obywateli będzie to być może szokująca informacja, ale tak, wielu artystów utrzymuje się z pracy rąk własnych i własnego umysłu, od akcji do akcji, bez stałego źródła utrzymania, na ogół na umowach śmieciowych, które nawet w momencie świetnej koniunktury i pełnego zdrowia są słabym rozwiązaniem, żadnych zabezpieczeń, ubezpieczeń z nich nie ma, a o niezwykle długich okresach oczekiwania na przelew każdy działający w ten sposób może opowiadać długie i smutne historie. Więc co teraz? Państwo i rząd jak wiemy, raczej dużo mówią i zanim coś zrobią ogłaszają sukces, bo sukces musi być, huczne zapowiedzi ministra jednego i siódmego o pomocy dla artystów przybierają karykaturalne formy, wszyscy z rozrzewnieniem słuchamy i czytamy opowieść z pierwszej ręki jak taka pomoc wygląda chociażby w Niemczech (2 tys euro bezzwrotnie do ręki omalże natychmiast po zgłoszeniu, dalsze kilka tysięcy na działalność do prostego rozliczenia pół roku później itd.). Niestety nie dorównamy tutaj nawet do połowy średniego eurpoejskiego poziomu.

Logicznie i prawnie patrząc artyści są jedną z najgorzej traktowanych grup społecznych przez Państwo, de facto bez systemu ubezpieczeń, programów socjalnych, biznesowo także o bardzo niejasnym charakterze, przecież nie każdy artystka/artysta musi być biznesmenem, żeby się móc utrzymać. Nie po to chyba się artystów latami szkoli w akademiach, konserwatoriach i uniwersytetach, żeby potem ich zostawić na lodzie (to samo w sobie oczywiście jest tematem na wiele dyskusji i artykułów). Zatem w sytuacji faktycznego kryzysu robi się dla nas naprawdę podbramkowo.

Powoli niektóre miasta i samorządy biorą sprawę w swoje ręce, pewnie te bardziej świadome realnego znaczenia kultury dla życia społeczeństwa. Do tej pory słyszałem o kilku miastach, dziś doszły mnie słuchy, że Katowice także coś szykują, ale co i jak jest owiane tajemnicą. Ilość odwołanych koncertów, festiwali, wystaw, warsztatów, spotkań jest bezprecedensowa, z prawie każdym dniem okres się wydłuża, za moment musimy się spodziewać już odwoływania imprez jesiennych, większość letnich festiwali już się odwołała lub próbuje ciągle jeszcze przesunąć termin imprezy na jak najodleglejszy. Na rynku zostały chyba ostatnie niedobitki i niepoprawni optymiści.

Ogólna opinia jest taka, że rok 2020 trzeba już sobie podarować, przejść czym prędzej do wymyślania jakiegoś planu B i C, żeby w ogóle chociażby w świadomości publiczności przetrwać. Straty finansowe będą bez precedensu, nie tylko dla organizatorów i artystów, ale także dla wszystkich branż powiązanych, od techniki po gastronomię i hotelarstwo. To tylko powiększa wizję kryzysu. I można się spodziewać, że najwięksi sobie jakoś poradzą, bo być może udało im się zaoszczędzić coś na czarną godzinę, ale małe imprezy, kluby i galerie będą musiały się zamknąć, przedsięwzięcia często tworzone przez długie lata przestaną istnieć. Liczne zbiórki, zrzutki i inne akcje samopomocowe pomogą tylko na raczej krótki czas. I na takim polu muszą działać obecnie artyści, takie perspektywy się rysują. Dodałbym do tego jeszcze mniejsze zainteresowanie ze strony obywateli, publiczności, którzy sami wpadając w kryzys w oczywisty sposób na kulturę i rozrywkę będą mogli poświęcić jeszcze mniej czasu, uwagi i pieniędzy.

Wszystko jest ze wszystkim powiązane, w tych dniach czuję to coraz mocniej. Bardzo trudno tutaj o optymizm. Jedno co na pewno z czasem stricte pozytywnego wypłynie, to zupełnie nowe formy działania, bo życie nie znosi próżni a jednostki kreatywne prędzej czy później wpadną na świeży sposób radzenia sobie z nawet najtrudniejszą sytuacją. I nawet jeśli to nie będzie dotyczyło wszystkich, bo wiele osób na pewno będzie musiało szukać zajęcia gdzie indziej, przebranżawiać, kanalizować swoją kreatywność w inną stronę, to suma sumarum to samo w sobie może być ciekawe. Ale na efekty trzeba będzie jeszcze długo czekać.

Artyści tak jak wszyscy czekają na koniec pandemii, na szczepionkę. A potem mozolnie i w wielu wypadkach od zera będziemy budować być może lepszy, choć trochę bardziej sprawiedliwy świat.

Wojciech Kucharczyk
Wojciech Kucharczyk

Artysta audiowizualny, muzyk, działacz kulturalny. Kurator sceny festiwalu Tauron Nowa Muzyka w Katowicach.