Między pamięcią a przyszłością. Dwie rozmowy o Polsce, Ukrainie i odpowiedzialności

Ostatnie tygodnie przyniosły kolejny kryzys w relacjach polsko-ukraińskich. Decyzja prezydenta Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek wojskowych imienia UPA uruchomiła reakcję polskiej strony, a następnie kolejne odpowiedzi i kontrreakcje. Zamiast rozmowy pojawiły się symbole, emocje oraz medialne i strzeliste gesty. Cieszę się, że polska strona nie odpowiedziała tym samym, po ostatnim akcie tego swoistego dramatu i nagle nie zaczęła zwracać stronie ukraińskiej swoich medali, dodatkowo eskalując konflikt. Liczę na to, że na konferencji w Gdańsku pojawi się jednak prezydent Ukrainy i nie padną tam słowa miałkie ani prowokacyjne, lecz pojednawcze, na które tak wielu Polaków czeka tak długo.

Po stronie ukraińskiej rozpoczął się swoisty „flash mob” oddawania polskich odznaczeń. To gest, który trudno uznać za próbę rozwiązania problemu, raczej za działanie, które eskaluje spór i próbuje z prowodyra obecnego konfliktu uczynić ofiarę. Reakcje ludzi pokazują, jak bardzo Polacy i Ukraińcy są podobni: my nie mogliśmy zaakceptować zniewagi nadania jednostce wojskowej imienia UPA, oni nie mogli zaakceptować zniewagi wymuszania na nich określonej pamięci historycznej. To przerodziło się w ciąg bardziej emocjonalnych, mniej racjonalnych reakcji, na które w rozsądnej i dojrzałej polityce nie powinno być miejsca.

Reklama

Jednocześnie zdecydowanie nie możemy zapominać, że obecny konflikt rozpoczął się od konkretnej decyzji władz ukraińskich. Po niej do Polski przybyli przedstawiciele ukraińskiej administracji, a przez kilka tygodni trwały rozmowy i konsultacje. Był to czas wystarczający, aby wrócić do Polski z propozycją rozwiązania lub własną inicjatywą. Tak się jednak nie stało.

Rozmawiając o tej sytuacji z Ukraińcem Arturem Koldomasovem oraz Białorusinem Iwanem Szyłłą, usłyszałem dwie różne perspektywy, które jednak prowadzą do podobnych wniosków.

Iwan Shyla, przedsiębiorca pochodzący z Grodna, od lat mieszkający w Polsce, zwraca uwagę przede wszystkim na logikę polityki i komunikacji. – Gdy pojawia się publiczne ultimatum, bardzo trudno się z niego wycofać – mówi.

Jego zdaniem decyzja o nadaniu nazwy związanej z UPA była błędem, ale jeszcze większym problemem okazało się przeniesienie sporu do przestrzeni publicznej. – Prezydent jednego państwa nie może publicznie mówić prezydentowi drugiego państwa, jak ma się zachować. Wtedy bardzo trudno znaleźć wyjście.

Reklama

Jednocześnie Iwan nie usprawiedliwia strony ukraińskiej i podkreśla, że – to nie był najlepszy krok. Trzeba było pomyśleć, jakie będą skutki.

Zwraca również uwagę na fakt, że Ukraina buduje swoją współczesną tożsamość w opozycji do dziedzictwa sowieckiego. – Dla wielu ludzi to wybór między Armią Czerwoną a UPA. To nie znaczy, że to dobre rozwiązanie, ale tak działa pamięć zbiorowa. Potrzebuje prostych symboli.

Najważniejsze słowa padają jednak później, gdy wspólnie z Ivanem dochodzimy do tego samego wniosku, że to co widzimy obecnie to nie jest dialog. To są dwa monologi nastawione na własnych odbiorców, wyborców a niekiedy nawet i wyznawców.

I rzeczywiście trudno oprzeć się wrażeniu, że zarówno decyzja ukraińska, jak i odpowiedź polska były przede wszystkim skierowane do własnych elektoratów.

Podobnie sytuację opisuje Artur Koldomasov, ukraiński analityk polityczny, działacz społeczny i prezes zarządu Fundacji Alians 24/08. Jego zdaniem obecny kryzys nie jest pojedynczym incydentem. – To nie jest kwestia jednego orderu. To kolejny symptom problemu, który narastał od lat.

Artur podkreśla, że przez lata zaniedbano budowę trwałych mechanizmów dialogu między Polską a Ukrainą. – Relacje polsko-ukraińskie zawsze były trudne. Wymagają cierpliwości, systemowej pracy i trudnych rozmów.

Szczególnie mocno wybrzmiewa jego krytyka ukraińskich instytucji. – Ambasada Ukrainy w Polsce powinna była temu zapobiec. Powinna budować relacje, a nie tylko reagować na kryzysy. I dalej stwierdzając – Ukraińskie państwo nie doceniło poziomu skomplikowania tych relacji.

To niezwykle ważna uwaga. Dzisiejszy kryzys nie jest wyłącznie skutkiem jednej decyzji. Jest również efektem wieloletniego niedostrzegania polskiej wrażliwości historycznej oraz braku odpowiedniego przygotowania politycznych decyzji.

Jak mówi Artur – To problem systemowy. Ambasada, ministerstwo i administracja prezydencka powinny były przewidzieć takie konsekwencje.

Szczególnie trafnie opisuje również reakcję części ukraińskich polityków. – To wygląda jak polityczny flash mob. Wszystko robi się dla lajków, reakcji i emocji, a nie dla rozwiązania problemu.

Jednocześnie obaj rozmówcy podkreślają, że rzeczywistość społeczna wygląda inaczej niż polityczne spory.

Artur mówi – Czytamy wiadomości i wydaje nam się, że relacje Polski i Ukrainy w zasadzie się skończyły. Tymczasem wychodzimy na ulice polskich miast i okazuje się, że życie toczy się tutaj dalej w miarę normalnie.

Polacy i Ukraińcy nadal pracują razem, prowadzą organizacje społeczne, przyjaźnią się, zakładają rodziny, budują firmy i realizują wspólne projekty. Jak mówi – Na poziomie międzyludzkim świat nadal działa.

Iwan dodaje – trzeba mieć więcej sojuszników, a nie więcej wrogów.

Nie oznacza to jednak, że mamy zapomnieć o historii. Relacje polsko-ukraińskie mają wiele rozdziałów, zarówno pięknych i tragicznych. UPA dokonała ludobójstwa na polskich obywatelach i Ukraińcy powinni to w końcu oficjalnie uznać i przeprosić.

Jednak tak samo jak Polacy mają prawo oczekiwać przeprosin od Ukraińców, tak samo Ślązacy mogą oczekiwać przeprosin od państwa polskiego. Jako Ślązak nie potrafię nie myśleć o Tragedii Górnośląskiej o tysiącach ludzi zamordowanych, deportowanych i prześladowanych po 1945 roku. O państwie, które przez dziesięciolecia odmawiało Ślązakom prawa do własnej tożsamości i własnego języka, który z takim trudem tworzą i rozwijają.

Jeżeli oczekujemy od Ukrainy przeprosin za Wołyń, najpierw sami powinniśmy pokazać przykład i przeprosić za Tragedię Górnośląską.

Święty Augustyn pisał: Słowa uczą, przykłady pociągają.

Jeżeli chcemy, aby Ukraina zdobyła się na odwagę zmierzenia z własną historią, Polska również powinna zdobyć się na podobną odwagę wobec własnych błędów.

Podczas obu rozmów zgodziliśmy się z Arturem i Ivanem, że nasze sfery polityczne potrzebują zmiany nie tylko pokoleniowej, ale przede wszystkim mentalnościowej.

Ivan zauważa, że polityka oparta na prostych emocjach i łatwych komunikatach dominuje po obu stronach. Artur dodaje – Historia jest emocjonalna, subiektywna i skomplikowana.

Nie da się budować przyszłości wyłącznie na historycznych sporach i politycznych emocjach. Dotyczy to wszystkich sił politycznych obecnych dziś zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie.

Potrzebujemy liderów, którzy będą gotowi słuchać, a nie tylko przemawiać, którzy będą szukać konsensusu rozumianego jako identyczne zrozumienie naszej historii, bo nie historia nie jest jedna. Przy obecnym poziomie „monologizacji” debaty trudno jednak dostrzec chęć rzeczywistego dialogu. Dziś mamy dwa monologi. A potrzebujemy jednej, szczerej rozmowy.

Mimo wszystkich trudności zarówno Artur, jak i Ivan pozostają umiarkowanymi optymistami. Ivan przypomina – Polska i Ukraina są sąsiadami. Tak czy inaczej trzeba współpracować.

Artur dodaje – Nie musimy zgadzać się we wszystkim. Musimy nauczyć się konstruktywnie i pragmatycznie z tym żyć.

Być może właśnie to powinno być najważniejszą lekcją obecnego kryzysu: nie to, kto wygrał spór, ani kto komu oddał order, lecz czy potrafimy wyjść z niego silniejsi, jako społeczeństwa i jako sąsiedzi.

Dlatego liczę na zakończenie eskalacji i wzniesienie się obu stron ponad konflikt oraz skupienie na współpracy.

A co z medalami? Stwórzmy w polskim parlamencie izbę pamięci, w której zostaną one zaprezentowane wraz z opisem tej niefortunnej sytuacji, czekając, aż ich właściciele będą gotowi założyć je ponownie, świadomie i z przekonaniem.

Bo jak powiedział Artur Koldomasov: Po wszystkim nadal musimy być dobrymi sąsiadami.

Mikołaj Buszman
Mikołaj Buszman

Ślązak, Polak i Europejczyk. Członek stowarzyszenia Regios, socjolog, menedżer projektów oraz społecznik zaangażowany politycznie.

Newsletter Śląska Opinia

Zapisz się na nasz newsletter i zacznij dzień od najważniejszych informacji — bez krzyku i bez chaosu. Od poniedziałku do soboty o 7:00 rano w Twojej skrzynce czekać będzie poranne podsumowanie kluczowych wydarzeń ze świata, Polski i regionu.