2300 nadmiarowych zgonów. Tyle pochłonęła jedna fala upałów latem 2025 roku w zaledwie 12 europejskich miastach. Ponad 80 procent ofiar miało więcej niż 65 lat. Europa pracuje nad Europejskim Planem Adaptacji do Klimatu (ECAP). Ale te liczby pokazują, kto jest z tej ochrony wykluczony.
Badanie opublikowane w „Sustainable Cities and Society” objęło 205 miast powyżej miliona mieszkańców i zmierzyło, kto poradzi sobie z nadchodzącymi upałami, a kto nie. Ryzyko rozkłada się na trzy składowe: ekspozycję na zagrożenie klimatyczne, wrażliwość społeczną i zdolność adaptacyjną. Temperatura zabija rzadziej niż bezradność. Bangkok i Dżudda należą do najgorętszych miast na świecie, a jednak nie trafiają do grupy najwyższego ryzyka. Mają pieniądze, infrastrukturę i możliwość działania.
Hyderabad w Pakistanie jest chłodniejszy, ale bardziej zagrożony niż jakiekolwiek inne miasto w badaniu. Nie ma czym odpowiedzieć na upał. Jego zdolność adaptacyjna oceniona została na 0,97. Kano w Nigerii osiąga maksymalny wskaźnik społecznej bezbronności równy 1,0. Ponad 95 procent miast z grupy najwyższego ryzyka leży w Azji Południowej, Azji Południowo-Wschodniej i Afryce Subsaharyjskiej. To nie jest przypadek geograficzny. To jest wynik historyczny.
Europa wygląda na tym tle spokojnie. I właśnie to jest pułapką. Bukareszt i Madryt osiągają wskaźniki ryzyka 0,39, Londyn 0,05. Te 2300 zgonów to mapa nierówności: kto ma klimatyzację, a kto nie, kto mieszka przy parku, a kto na betonowym osiedlu. Dostęp do klimatyzacji waha się w przebadanych miastach od 4 do 92 procent. Udział terenów zadrzewionych od 0 do 32 procent. W obrębie jednego kontynentu. Często jednego miasta.
Europejskie programy adaptacyjne modernizują centra miast. Zieleni przybywa tam, gdzie grunt jest drogi. Klimatyzacja staje się wyznacznikiem statusu, nie prawem. Europa wydaje dużo i celuje źle. Autorzy badania wskazują Ahmedabad: refleksyjne dachy w najuboższych dzielnicach, mierzalny efekt zdrowotny, niskie nakłady. Precyzja zamiast prestiżu. Badanie ostrzega też przed pułapką klimatyzacji bez transformacji energetycznej: więcej emisji, więcej nagrzewania przestrzeni publicznej, rozwiązanie problemu jednostki kosztem problemu zbiorowego.
Warszawa uzyskuje wskaźnik ryzyka 0,30 i trafia do grupy około 200 miast, które będą coraz częściej doświadczać intensywnych fal upałów. Polskie miasta mają strukturalny deficyt terenów zielonych. Efekt miejskiej wyspy ciepła uderza mocniej w dzielnice biedniejsze, w starsze budownictwo, w tych, których nie stać na klimatyzację. To nie jest problem przyszłości. To jest problem najbliższego lata.
Ochrona przed upałem, która zatrzymuje się na progu lepszej dzielnicy, nie jest ochroną. Jest przywilejem z nową nazwą.









