
Człowiek w centrum kadru. Cztery dekady fotografii
– Kiedy w 1996 r. przyszedłem do działu foto „Dziennika Zachodniego”, Józef był już na emeryturze, ale ciągle wpadał do redakcji. „Dziennik Zachodni” to było jego życie. Można powiedzieć, że on tu nigdy nie pracował, on tu po prostu żył. – tak starszego redakcyjnego kolegę wspominał po jego śmierci w kwietniu 2021 roku Arkadiusz Gola, wieloletni fotoreporter Dziennika Zachodniego.
Od 29 maja w Łaźni Muzeum Śląskiego w Katowicach można oglądać wystawę „Józef Makal. Cztery dekady, jedno spojrzenie” – retrospektywę, która jest zarazem próbą odbudowania pamięci o jednym z najważniejszych dokumentalistów regionu.
Józef Makal urodził się w 1927 roku w Kępnie. Pracę zaczynał w Centralnej Agencji Fotograficznej, następnie pracował w tygodniku „Co Dalej”, ale na dłużej osiadł w „Dzienniku Zachodnim”, z którym był związany przez cztery dekady aż do emerytury. Jego zdjęcia prezentowano na wystawach od Japonii po Brazylię i Stany Zjednoczone. Był wielokrotnie nagradzany, w tym w konkursie World Press Photo. Szacuje się, że w ciągu kariery zawodowej wykonał od dwóch do trzech milionów fotografii. Liczba ta może robić wrażenie, ale jej właściwy ciężar ujawnia się dopiero w zestawieniu z losem archiwum: większość jego dorobku zaginęła.




Fotografowie pracujący w komunistycznej Polsce podlegali strukturalnym ograniczeniom: cenzurze tematycznej, niedostępności sprzętu, odcięciu od obiegu międzynarodowego, ale też trudności w archiwizowaniu zdjęć. Dziś to dla nas nieoczywiste, ale jeszcze do niedawna wszelkie archiwa redakcyjne przepadały przy przeprowadzkach lub po prostu z powodu braku miejsca na archiwizowanie wszystkiego. Dlatego tak ważne jest to co przetrwało.
Historia Makala jest właśnie między innymi historią o kruchości dokumentu czy dziennikarskiego warsztatu i o tym, jak instytucje kultury mogą tą kruchość przezwyciężyć. Ekspozycja jest efektem odnalezienia przez rodzinę zaginionego archiwum i przekazania do zbiorów Muzeum Śląskiego tysięcy cennych negatywów. Stało się to po śmierci fotografa.
Twórcy wystawy nie ukrywają problemu, od którego wszystko się zaczęło. Specjalny wstęp zatytułowany „Negatywy” wprost mierzy się z kwestią rozproszonej spuścizny – bo zanim powstała ekspozycja, trzeba było najpierw odtworzyć, co w ogóle przetrwało. Część biograficzna, „Zakazy fotografowania mnie nie obowiązywały”, opiera się na pamiątkach i dokumentach z rodzinnych zbiorów. Obok nowych powiększeń z odzyskanych negatywów na ścianach znajdą się historyczne odbitki z Muzeum Śląskiego, Pałacu Schoena w Sosnowcu i kolekcji prywatnych.
Łatwo byłoby zaszufladkować Makala jako fotografa przemysłowego Śląska. Region, w którym pracował, przez dekady definiowały kopalnie i huty – i fotoreporter największej lokalnej gazety mógł po prostu dokumentować to co widzi. Jednak było inaczej.
– Choć Józef Makal pracował w silnie uprzemysłowionym regionie, to przemysł stanowił w jego pracy jedynie tło dla ludzkich historii – mówi kurator dr Kamil Myszkowski. Fotografował gesty i przerwy w pracy, dzieci na podwórkach i kobiety na ulicy. Ale był też w pierwszym rzędzie przy wielkich wizytach – Castro, de Gaulle’a, Schmidta, Gagarina, Kiepury. Uchwycił Religę z papierosem. Odwiedził każdą kopalnię w Polsce, w tym podczas górniczych protestów. Potrafił być wszędzie – i wszędzie stawiał w centrum człowieka.
Ta wystawa to coś więcej niż przegląd dorobku. To próba naprawienia wyrwy – po kimś, kto przez lata był pamięcią wizualną regionu, a sam omal nie wypadł z tej pamięci zupełnie. Fotografia prasowa ma wbudowany mechanizm znikania. Powstaje na zlecenie, jest używana raz, a potem trafia do archiwum – jeśli w ogóle.
Tytułowe cztery dekady były pełne wydarzeń związanych z transformacją ustrojową, a więc widzimy Polskę przed, w trakcie radykalnych zmian i w nowej rzeczywistości.
Wystawę można oglądać w Łaźni Muzeum Śląskiego, ul. T. Dobrowolskiego 1 w Katowicach, do 8 listopada 2026 roku. Kuratorem jest dr Kamil Myszkowski.
Tekst powstał we współpracy z Muzeum Śląskim w Katowicach.









