
Zabytkowa willa ze Świętochłowic na sprzedaż. Kiedyś była miejscem kaźni
Przy ulicy Katowickiej 35 w Świętochłowicach znajduje się zabytkowa willa, w której przez wiele lat mieścił się Ośrodek Pomocy Społecznej. Jak informuje portal Nasze Świętochłowice, obecnie budynek jest przedmiotem przetargu na sprzedaż. Potencjalni inwestorzy będą mogli nabyć go za 1,4 miliona złotych. Waro wspomnieć, że pierwszy przetarg zakończył się brakiem zainteresowania. Wtedy miasto chało za budynek otrzymać 1,6 miliona złotych. Nowy przetrag ma odbyć się 16 lipca 2026 roku o godzinie 11:00. Budynek jest wpisany do Gminnej Ewidencji Zabytków – możemy się z niej dowiedzieć, że przed Ośrodkiem Pmocy Społecznej, w willi mieścił się Miejski Sztab Wojskowy.
Co ciekawe, willa ma trudną historię. O mrocznych dziejach budynku mówiła Zbigniewowi Rokicie w książce Aglo pierwsza pokomunistyczna prezydentka Świętochłowic, Krystyna Rawska.
– Jest rok 1990, odbieram telefon od szefowej Ośrodka Pomocy Społecznej. Słyszę: „musisz tu przyjechać, odkryłam coś strasznego”. Ja w te pędy. Na miejscu zobaczyłam co się stało. […] Pod piwnicą było jeszcze jedno piętro, o którym nikt nie wiedział. Nie było schodów, więc zeszliśmy po drabinie. Stanęłam pośrodku korytarza, po obu stronach były cele, w celach przy ścianach prymitywne prycze, szmaty, na ścianach resztki krwi – czytamy w „Aglo” Zbigniewa Rokity.
Była prezydent Świętochłowic wyjaśnia Zbigniewowi Rokicie, że w budynku po II wojnie wiatowej mieścił się Urząd Bezpieczeństwa. Podziemia willi były miejscem kaźni. Miało to związek z tak zwaną Tragedią Górnośląską, czyli – jak definiuje Instytut Pamici Narodowej – „represjami wobec niewinnej ludności cywilnej Górnego Śląska po zakończeniu działań frontowych, podejmowanych głównie ze względów narodowościowych”. W budynku przy Katowickiej 35 katowano więźniów. Poźniej transpotowano ich do budynku miejskiej łani, który znajdował się po drugiej stronie ulicy (obecnie stoi tam dyskont spożywczy). Następnie żywi trafiali do Obozu na Zgodzie, matrwych transpotrowano na pobliski cmentarz ewangelicki. Warto wspomnieć, że od lutego do listopada 1945 r. przez obóz w Zgodzie przeszło ok. 6 tys. osób, głównie Ślązaków i Niemców, a liczbę ofiar obozu szacuje się na 1,8 tys. do 2,5 tys.
Pomysł sprzedaży budynku o tak mrocznej historii nie podoba się części mieszkańców Świętochłowic.
– Głęboko oburzający jest fakt, że władze miasta wystawiły na przetarg budynek o mrocznej przeszłości, w którego piwnicach znajdowały się miejsca kaźni więźniów. Prywatyzacja obiektu za stosunkowo niską kwotę jest przejawem braku szacunku dla pamięci zbiorowej oraz lokalnej tożsamości historycznej – mówi w rozmowie ze Śląską Opinią Artur Pankiewicz, świętochłowicki aktywista społeczny. – Szał neoliberalnej prywatyzacji ma swoje granice i ja je w tym momencie jasno widzę w odróżnieniu od miasta – dodaje.
Działacz podkreśla, że cierpienie tych ludzi jest bezcenne, a pamięć zbiorowa obozu koncentracyjnego w mieście bardzo silna. – jestem ciekaw czy ktoś w ogóle sobie zdaje sprawę z władz , że tam ginęli ludzie i wycenianie tego w tym układzie jest absurdem – mówi.
Oczywiście budynków o podobnie trudnej historii na Górnym Śląsku jest więcej. Wiele z nich pełni obecnie funkcje użyteczności publicznej. Jednym z nich jest na przykład budynek stojący naprzeciwko gmachu Sejmu Śląskiego, czyli dawny Gmach Urzędów Niezespolonych. Podczas II wojny światowej działała tam niemiecka tajna policja państwowa, czyli Gestapo. Po wojnie w gmachu zagościli między innymi funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej, urzędnicy kuratorium oraz działacze Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Później budynek stał się Wydziałem Humanistycznym Uniwestytetu Śląskiego, później działał tam Sąd Apelacyjny, a obecnie urzęduje tam Polskie Towarzystwo Badań nad Filmem i Mediami. Z kolei Tragedią Górnośląską związany jest także gmach ZUS-u w Chorzowie przy ul. Dąbrowskiego 45. Po II wojnie światowej częściowo zajął go Urząd Bezpieczeństwa Publicznego.
– Do tego typu obiektów podchodzi się bardzo różnie, bo problem nie dotyczy tylko budynków. Na przykład teren obozu na Zgodzie w większości zajmują teraz ogródki działkowe z salą na imprezy. Moim zdaniem zabytki to nie tylko budynki o walorach artystycznych, ale także miejsca, w których działy się ważne rzeczy. Trudno mi sobie wyobrazić, by taki obiekt został sprzedany i zaadaptowany na przykład na salon masażu. – mówi w rozmowie ze Śląską Opinią Henryk Mercik, miejski konserwator zabytków w Rybniku. – Znamy przypadek willi w Chorzowie przy ulicy Katowickiej, gdzie po przenosinach parafii ewangelickiej powstała agencja towarzyska, co wywołało powszechne oburzenie. W przypadku miejsc związanych z cierpieniem i totalitaryzmami wchodzimy w jeszcze delikatniejszą sferę. Choć nikt nie zabroni sprzedaży, uważam, że miasta posiadają wiele innych obiektów, które można wystawić na rynek. Własność i funkcja publiczna najlepiej chronią taki obiekt przed wykorzystaniem uznanym za niegodne. Należałoby się dziesięć razy zastanowić przed sprzedażą i poszukać dla niego funkcji publicznej – myślę, że byłaby ona dość prosta do znalezienia – dodaje.
Architekt podkreśla, że obiekty historyczne nie są zwyczajnym towarem, ponieważ ich ochrona leży w szeroko rozumianym interesie społecznym. Jego zdaniem, budynki o tak trudnej przeszłości powinny być chronione dwutorowo: zarówno ze względu na ich wartość architektoniczną, jak i status miejsca pamięci.
– Uważam, że taki budynek powinien być chroniony podwójnie: jako miejsce zdarzeń oraz jako zabytek o wartościach artystycznych. Ustawowa definicja zabytku mówi, że jest on świadectwem minionej epoki lub zdarzeń, posiada wartość historyczną, artystyczną lub naukową, a jego zachowanie leży w interesie społecznym. Ten obiekt spełnia te warunki podwójnie. Na poziomie samorządu potrzebna jest wrażliwość, aby nie tracić kontroli nad takimi miejscami. W każdym przypadku wolałbym, aby nadal funkcjonował tam Ośrodek Pomocy Społecznej niż na przykład restauracja organizująca imprezy, biorąc pod uwagę przeszłość tego miejsca. Mnie osobiście taka sytuacja razi – dodaje Henryk Mercik.








