Wakacje są na pewno szansą, wyjazdy, spotkania z przyjaciółmi. Ale przede wszystkim szansą jest rodzina. Planujmy wspólne aktywności, nie tylko na weekend i na wakacje, ale na co dzień. O tym, jak uratować młodych ludzi, którzy są samotni i smutni w rozmowie z Olgą Kostrzewską - Cichoń opowiada Jarosław Tarnowski, pedagog resocjalizacji, terapeuta, specjalista terapii środowiskowej, kierownik Zespołu Interwencji Kryzysowej MOPR w Zabrzu. Na czym polega praca Zespołu Interwencji Kryzysowej MOPR w Zabrzu? Jako Zespół Interwencji Kryzysowej jesteśmy częścią Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Zabrzu. To istotna różnica, patrząc na przykład na instytucje typu MOPS. W naszych strukturach nie ma wyłącznie tych zajmujących się na przykład zasiłkami z pomocy społecznej, ale są jeszcze te, które zajmują się sprawami nazwijmy to „niepieniężnymi”. To ma swoje plusy. Mamy na przykład możliwość bezpośredniej współpracy z pracownikami socjalnymi, którzy zajmują się rodzinami w sytuacjach przemocy, niewydolności wychowawczych. Łatwiej nam dotrzeć do tych rodzin z informacją, że jest miejsce, gdzie mogą uzyskać pomoc, szukać rozwiązań w kryzysach. Ale co dokładnie robicie? Pomagamy w sytuacjach kryzysu. Ten kryzys jest szeroko rozumiany, bo dla kogoś może to być pożar domu, dla kogoś innego to będzie rozpad związku, a dla innej osoby będzie to ciężka choroba lub kwestie związane z samookaleczeniami, a nawet myśli samobójcze, kwestie kryzysu psychicznego, depresje, sytuacje związane z lękami. Zakres spraw, którymi się zajmujemy jest duży. Czy są to sytuacje nagłe, gwałtowne, czy raczej narastające latami problemy? Najczęściej są to rzeczy gwałtowne, które ludzie przeżywają jako coś, z czym nie są w stanie sobie poradzić. Osoby, które do nas trafiają najczęściej mają zawężone pole postrzegania sytuacji. My jesteśmy po to, żeby im przywracać zobiektywizowaną sprawną percepcję. Jesteś kierownikiem tego zespołu. Na czym polega Twoja praca? Jestem kierownikiem, ale poza tym, że planuję i organizuję pracę moich pracowników, interwentów, terapeutów, zajmuję się pracą interwencyjną, pomocą psychologiczną, terapią. Myślę, że najwięcej czasu spędzam na bezpośredniej pracy z klientami. Taka praca u podstaw. Ostatnio w jakich sytuacjach pomagasz najczęściej? W przypadkach poczucia bezradności, beznadziei, bezsilności. Tego jest dużo, ale co ważne, u nas ci ludzie odnajdują światło, które może ich wyprowadzić z tej sytuacji, którą czują jako nie do zniesienia i nie do zmiany. Cierpią? Bardzo cierpią. Wydaje im się, że ta sytuacja tylko ich dotyczy, że to jest na tyle silne, że sobie z tym nie poradzą. Rzeczywiście mają prawo tak czuć, ale my jesteśmy po to, by tę percepcję zmieniać. Dobrze się tego słucha. Ostatnio dużo spływa do nas informacji o tym, jak wiele osób znajduje się w jakimś tunelu beznadziei. To wszystko wina pandemii? Z naszych obserwacji wynika, że dotyczy to głównie osób niepełnoletnich. To ściśle wiąże się z sytuacją pandemii, tego że dzieci nie miały tych kontaktów społecznych na terenie szkoły. Osobiście zetknąłem się po raz pierwszy z sytuacją, że dzieci tak długo nie chodziły do szkoły. Teraz, po czasie, gdy trafiają do nas dzieci i młodzież okazuje się, że to przyniosło duże straty jeśli chodzi o podstawowe potrzeby tych młodych ludzi. Przede wszystkim chodzi o kontakt społeczny, przebywanie w środowisku, w którym można porozmawiać, przyjaźnić się. Co jest niezwykle istotne, a czego zabrakło, w takim środowisku zachodzą interakcje dające informację zwrotną o sobie. Tego nie można mieć w czasie zajęć online, budząc się chwilę przed lekcją i włączając komputer, często bez kamerki i obserwować lekcje z takiego dystansu. W momencie, kiedy masz problem to przychodząc codziennie do szkoły musisz się z tym problemem zmierzyć. Tu w młodych każdego dnia problemy narastały, nie rozwiązywano ich. Oni nie mieli szansy na codzienne mierzenie się z problemami, prawda? Tak. Zawsze mieliśmy sporo pracy i zawsze były kryzysowe sytuacje. Ale faktycznie pandemia zmieniła wiele. W czasie zamknięcia zatraciła się odległość między domownikami. Nagle na małej przestrzeni znalazła się cała rodzina. Rodzice pracowali lub nie, dzieci uczyły się lub starały się uczyć. Wszystko na kilkudziesięciu metrach. Napięcie wzrastało, komasowało się w czterech ścianach. I następował wybuch? Tak. Nie było możliwości resetu i odreagowania tego wszystkiego. Nie można było wyjść do kina, na basen, z przyjaciółmi. Stresującą sytuację odreagowuje się na człowieku, który jest najbliżej i jest najsłabszym w tym miejscu. Faktycznie najczęściej skupiało się to na dzieciach. Nie mówię o przemocy, bo to oczywiście kwalifikuje się do założenia Niebieskiej Karty, mówię o jakiś słownych przepychankach, nieprzyjemnych emocjach, które kumulowały się i po czasie trudno było wyjść z tej sytuacji. Ludzie, którzy dziś do nas przychodzą wspominają lockdown jako sytuacje niezwykle trudną do zniesienia. Co się działo w głowach tych ludzi, w emocjach? Albo co się nie działo? Nie było aktywności w stylu: bodziec – reakcja. Możliwości odreagowania tu i teraz, co jest charakterystyczne i ważne przede wszystkim dla dzieci i młodzieży. Tak samo, jak dzieciom trudno jest przyjąć atrakcyjną, ale odłożoną w czasie nagrodę, tak samo przy odreagowaniu stresu i złości jest ważne, by miały możliwość odreagować na to tu i teraz, a nie kumulować to w sobie. I co w takiej sytuacji i w takich emocjach robicie? Jak pomagacie wrócić dzieciom na właściwe tory? To bardzo ważne pytanie, bo co to znaczy wrócić na właściwe tory? Mając do czynienia z dzieckiem, zawsze mamy do czynienia także z rodzicem. To rodzic kładzie wcześniej trakcję kolejową, żebyśmy jako zespół, widząc dziecko na konsultacji nawet na chwilę, pomogli mu wrócić na te tory, czyli do odpowiednich norm i reguł. Ale ta świadomość torów musi być w świadomości tego dziecka oraz jego rodziców. I co? Jest? (Uśmiech) Motywujemy rodzica, jeśli nie było tej trakcji lub jeśli ona została uszkodzona, to żeby ją przywrócić, naprawić, zrobić jakąś renowację. Mamy takie zasady pracy, że najpierw przyjmujemy na konsultacje rodzica. Niektórzy pracując z dzieckiem i rodzicem osobno rozmawiają z jednym i drugim. Ja mam taką zasadę, że w pewnym momencie na rozmowie powinny znaleźć się wszystkie strony zainteresowane sprawą. Mam wrażenie, że wszyscy się wtedy lepiej słyszą. Najważniejsze, by wszystkie strony: rodzic - dziecko - terapeuta, czasem nawet cała rodzina, czyli wszystkie strony zaangażowane w sprawę,były w tym samym czasie w tym samym pomieszczeniu, by się usłyszeli. To działa? Działa. Mam jedną ważną zasadę. Gdy na spotkaniu są wszystkie strony, nie mówię nic krytycznego wobec rodziców, żeby nie obniżać ich autorytetu, żeby ciągle ten autorytet rodziców wzrastał. Do dziecka to by mi nawet do głowy nie przyszło czegoś krytycznego powiedzieć, bo pracuję na zasobach, ale jeżeli mam jakieś wskazówki lub jakieś uwagi dla rodziców, to zapraszam ich na inne spotkanie. I wtedy mówię to, co chce powiedzieć wyłącznie rodzicom, na przykład o tej trakcji kolejowej. (uśmiech) A co jeśli rodzice sami w ostatnim czasie mocno się wykoleili, na przykład przez pandemię? Ważne, by zadbali najpierw każdy o siebie, w sensie poprawy kondycji psychicznej. Potem o relacje, jako para. Być może to wystarczy, aby dzieciom żyło się lepiej w rodzinie. Rodzina, to system naczyń połączonych. Jak rodziny podchodzą do Waszych metod pracy? 3 lata temu stworzyliśmy w zespole regulamin dotyczący przyjmowania osób poniżej 18 roku życia i tam wyraźnie podkreśliliśmy, że w procesie uczestniczy rodzic. Co pewien czas rodzic włączany jest w spotkania lub przychodzi, by uzyskać informację zwrotną. To działa. Rodzice starają się, mimo, że nie zawsze ta obecność jest dla nich łatwa do zorganizowana, starają się być obecni. Idą wakacje. To dobry czas, by być razem…