Z cyklu: „jak nie prowadzić negocjacji”

Starszy z chłopaków potrafi czasem wykonać manewr, przypominający zachowanie dzika, który z rozpędu wali głową w sosnę. Do momentu zderzenia, wszystko wygląda naprawdę nieźle. Tak było niedawno przy śniadaniu, gdy mama przypomniała mu, że miał o czymś ze mną porozmawiać.

Tato, chciałbym dostawać kieszonkowe. Pięć albo dziesięć złotych. We wtorki.

Zanim podejmę decyzję, mam kilka pytań: dlaczego taka kwota, co będziesz chciał robić z pieniędzmi i czemu wypłata ma być we wtorki?

Z boku padła podpowiedź, że może dlatego, iż tego dnia był wtorek, ale młody miał zupełnie inne uzasadnienie.

Pięć albo dziesięć złotych, bo lubię te kwoty. Zbierał będę na jakiś zestaw lego, a pieniążki chcę otrzymywać we wtorki, bo we wtorki chodzę na basen, więc to już z tego powodu jest świetny dzień.

Zadumałem się. Jako że nie spałem od kilku godzin („spałem” to też określenie na wyrost) przez kieszonkowego terrorystę, a na dodatek od ponad godziny pracowałem zdalnie, mój wzrok był raczej pusty. Oczy skierowane były na mego rozmówcę, co najwyraźniej mu się nie spodobało.

Co się tak gapisz? – warknął, a ja miałem już gotową odpowiedź na temat kieszonkowego.

Default image
Zły Ojciec
Zły Ojciec, postać anonimowa, bo jak zły to po co rzucać nazwiskami. Jedni mówią, że pisze teksty humorystyczne, inni że do bólu prawdziwe. Upewnia czytelników w jednym, może dzieci nie są dla wszystkich, ale nudno to z nimi nie jest. Publikuje blog, którego fragmenty przytaczamy na Śląskiej Opinii ku Waszej uciesze, albo przestrodze.