Pellet po 2500 zł za tonę. Rząd sam zafundował Polakom opałowy dramat

1300–2500 zł za tonę pelletu w styczniu 2026 roku. Te liczby najlepiej obrazują opałowy kryzys, który państwo samo sobie zgotowało. Pellet luzem kosztuje 1300–2127 zł, workowany po 15 kg nawet 2500 zł, a ceny rosną nieprzerwanie od jesieni 2025. Gdy mróz trzyma całą Polskę, surowca brakuje, a rynek reaguje nerwowo. Dokładnie tak, jak w kryzysie węglowym z 2022 roku: skokowy popyt, ograniczona podaż, ceny szybujące w górę.

Trzeba to powiedzieć wprost: główny winowajca to polityka państwa. Rozporządzenie Ministra Klimatu i Środowiska z 30 maja 2025 roku zakazało spalania pełnowartościowego drewna w energetyce zawodowej, wypychając elektrownie i ciepłownie z modelu opartego na drewnie okrągłym, które stanowiło jedną trzecią zużywanej biomasy. Efekt? Energetyka rzuciła się na drobnicę i odpady drzewne. Dokładnie ten sam surowiec, z którego produkuje się pellet.

Reklama

Presję dodatkowo zwiększa program „Czyste Powietrze”, który masowo dopłaca do kotłów na pellet i drewno. Branża meblarska produkuje mniej, ceny drewna rosną, a dostępność odpadów drzewnych spada. Efekt jest prosty: więcej pieców, mniej surowca, rosnące ceny i gospodarstwa domowe w pułapce.

Reakcja ministra energii Miłosza Motyki, choć słuszna, ale jest spóźniona. Dobrze, że mówi o monitoringu rynku. Dobrze, że UOKiK bada możliwe zmowy cenowe, a Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych szykuje interwencję. Problem w tym, że już lipcowe szacunki MKiŚ jasno wskazywały limit zasobów: 291 PJ w 2023 i 275–303 PJ rocznie do 2040. Kryzys nie wynika z zimy ani rynku. To polityka, która ignoruje własne analizy i limity.

Skala zaburzenia jest gigantyczna. Między 2004 a 2023 rokiem spalanie biomasy drzewnej w energetyce zawodowej wzrosło niemal 150-krotnie, osiągając 5 mln m³, a razem z przemysłem aż 9,1 mln m³, czyli 22% pozyskania drewna w polskich lasach. Ponad 70% spalanej biomasy to drewno pełnowartościowe dla przemysłu płyt drewnopochodnych i celulozowo-papierniczego, odpowiadającego za dwie trzecie krajowego zużycia drewna.

Jeśli Polska będzie dalej iść tą drogą, to w 2040 r. spalanie drewna wzrośnie do 14,5 mln m³, czyli o 5 mln więcej niż w 2020 r. To oznacza albo odebranie surowca przemysłowi, albo import za 50 mld zł w latach 2030–2040, z oczywistym uderzeniem w bilans handlowy i bezpieczeństwo energetyczne.

Reklama

Eksperci i organizacje pozarządowe alarmują od dawna. 24 września 2025 r. 56 organizacji, w tym Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot i Fundacja Greenpeace Polska, wzywało ministra Motykę do utrzymania scenariusza aktywnej transformacji KPEiK, zakładającego odejście od spalania biomasy. Poparcie społeczne jest wyraźne: w 2023 roku 69% Polaków negatywnie oceniło spalanie drewna w elektrowniach, a niemal 300 organizacji podpisało Manifest Leśny.

Dla mnie ta pelletowa pułapka jest jasna jak słońce: rząd sam podkręca ceny, dopłacając do wielkiej energetyki i jednocześnie wpychając zwykłych ludzi w drogie kotły. Jakby zasoby drewna były nieskończone.

Patryk Białas
Patryk Białas

Radny Miasta Katowice. Społeczny koordynator polskich liderów The Climate Reality Project. Ekspert stowarzyszenia BoMiasto.

Newsletter Śląska Opinia

Zapisz się na nasz newsletter i zacznij dzień od najważniejszych informacji — bez krzyku i bez chaosu. Od poniedziałku do soboty o 7:00 rano w Twojej skrzynce czekać będzie poranne podsumowanie kluczowych wydarzeń ze świata, Polski i regionu.