
Jennifer Tyldesley: Mam nadzieję, że Polska pobije ten rekord
Wielka Brytania zamknęła ostatnią elektrownię węglową po ponad 140 latach od uruchomienia pierwszej sieci elektrycznej. Jennifer Tyldesley, Zastępczyni Szefa Misji z Ambasady Wielkiej Brytanii w Polsce, jest przekonana, że Polska może przejść tę drogę szybciej — i widzi w Śląsku wzorzec transformacji.
Jak podobają się Pani Katowice?
Jennifer Tyldesley: Uwielbiam tu przyjeżdżać. Myślę, że odwiedziłam Katowice częściej niż jakiekolwiek inne polskie miasto poza Warszawą: w ciągu dwóch i pół roku byłam tu sześć lub siedem razy. Śląsk jest niezwykle ważnym regionem dla polskiej gospodarki, a Katowice stanowią centrum krajowej transformacji energetycznej. Tutejsze konferencje są wyjątkowe – nie mamy takich w Wielkiej Brytanii. Dają one doskonałą okazję do spotkań i rozmów. Zachwyca mnie też, jak zielone i modne jest to miasto, a także jego oferta gastronomiczna.
Czy dostrzega Pani podobieństwa między brytyjską transformacją energetyczną sprzed lat a tą, którą Polska realizuje dziś? Wielu dziennikarzy odwiedzających Śląsk zwraca uwagę na te analogie – choć u nas zmiany zachodzą szybciej.
Wielka Brytania odeszła od węgla szybciej niż niemal jakikolwiek inny kraj, ale mam nadzieję, że Polska pobije ten rekord; jest na to realna szansa. My zaczęliśmy ten proces w latach 80. XX wieku, a w 2024 roku zamknęliśmy ostatnią elektrownię węglową. Z naszych doświadczeń płyną lekcje, zarówno pozytywne, jak i negatywne. Można uczyć się na naszych błędach, na przykład w kwestii tego, jak zagospodarować kopalnie i elektrownie przed ich wycofaniem z eksploatacji, jak angażować społeczności lokalne, planować z wyprzedzeniem i wspierać górników oraz ich rodziny w procesie przekwalifikowania. Na Śląsku wiele z tych działań już się dzieje. Ludzie myślą tu holistycznie o sukcesie transformacji, co stwarza ogromne możliwości gospodarcze dla społeczności pogórniczych.
Skąd tak częste wizyty? Czy widzi Pani przestrzeń na silniejsze powiązania biznesowe między Śląskiem a Wielką Brytanią?
Powiązania już istnieją, ale chciałabym, aby było ich więcej. Rozwój gospodarczy Katowic i całego regionu to historia, w której brytyjskie firmy mogą aktywnie uczestniczyć przez inwestycje i tworzenie miejsc pracy. Dotyczy to bardzo różnych sektorów: od usług wspólnych, gdzie firmy poszukują wysoko wykwalifikowanych polskich ekspertów do zaawansowanych zadań takich jak analiza ryzyka globalnego czy cyberbezpieczeństwo po projekty energetyczne i handel detaliczny.
Temat transformacji nabrał w Polsce rozgłosu wraz z debatą o jakości powietrza. Czy podchodzimy do problemu smogu inaczej niż niegdyś Wielka Brytania? Londyn bywa przywoływany jako ostrzeżenie.
Historia smogu i jego zdrowotnych konsekwencji jest ważna, ale dla mnie jednym z kluczowych argumentów za transformacją są koszty energii. Węgiel jest kosztowny dla polskich gospodarstw domowych, z których każde dokłada do niego 600 złotych rocznie – i to jest główny powód, dla którego zmiana jest konieczna. Obywatele de facto dopłacają dziś do utrzymania węgla w miksie energetycznym.
Jeśli chodzi o smog, technologia zmienia sposób, w jaki go monitorujemy. Na dachu naszej ambasady działa czujnik krakowskiej firmy, który umożliwia obywatelom dostęp do danych o jakości powietrza w czasie rzeczywistym i wywieranie realnego wpływu na decydentów. Gdy obejmowałam stanowisko dwa i pół roku temu, każdy dyplomata otrzymywał na zimę oczyszczacz powietrza. Dziś już tego nie robimy: Polska podjęła skuteczne działania i sytuacja się poprawiła. Chciałabym przy tej okazji wyróżnić Polski Alarm Smogowy, nominowany do Earthshot Prize, nagrody sponsorowanej przez księcia Williama.
Wspomniała Pani o danych. Polski Alarm Smogowy zbudował swoją pozycję właśnie dzięki ich upublicznianiu. Czy dane o transformacji energetycznej powinny być równie otwarte i przystępne, na przykład upubliczniane w formie wizualnej?
Najważniejsze jest, żeby ludzie rozumieli wpływ transformacji na swoje portfele. Gdy uświadomią sobie, że płacą za utrzymywanie węgla, ich nastawienie może się zmienić. Trudno przekonać kogoś do zmian narzuconych odgórnie, jeśli korzyści pozostają niewidoczne.
Na Śląsku przez lata wiele samorządów działało według zasady: skoro nie ma danych o smogu, problemu nie ma. Zmiana nastąpiła jakieś dziesięć lat temu, ale była trudna.
Dziś głównym zagrożeniem jest dezinformacja. Zapewnienie dostępu do rzetelnych informacji – o transformacji, smogu, cenach energii – to priorytet. Musimy wyposażać ludzi w umiejętności pozwalające odróżnić prawdę od fałszu. To wyzwanie dla całej Europy, nie tylko Polski, i ściśle współpracujemy z polską stroną właśnie w tym obszarze.









