Żyjemy wszyscy w czasach wyborów – odpowiedzialnych, bo brzemiennych moralnie. Wybory, przed jakimi stają dziś ludzie myśli, a szczególnie ci wśród nich, którzy gotowi są podjąć się powołania, jakie przypada w udziale intelektualistom, są bardziej niż inne odpowiedzialne – a to ze względu na pomoc, jaką okazać mogą, lub jakiej mogą odmówić lub zaniedbać, w wyborach pozostałych. Nie chodzi tu przy tym o wybory typu spotykanego w programach komputerowych – kiedy to wybierającemu pozostawia się decyzję w ramach z góry określonej (długiej lub krótkiej, ale zawsze zamkniętej) listy możliwości. Chodzi o coś więcej, o zawartość listy; o to, przed jakimi wyborami stawia się wybierających – i o to, czy ludzie przed wyborem postawieni mają się listą obecną zadowolić, czy nie winni się upomnieć o możliwości, jakich lista nie zawiera, o wartości, jakie pomija milczeniem, o kryteria słuszności, o jakich nie wspomina. Wszystko to wymaga objaśniania sensu każdej z przedstawionych do wyboru możliwości, jej konsekwencji, jak i ograniczeń. Bez tłumacza – wytrawnego, rzetelnego, życzliwego – tu się nie obejdzie. Od tego, czy ludzie wiedzy i myśli potrafią się w nowej sytuacji znaleźć i swego powołania podjąć, zależy w niemałym stopniu, czy my wszyscy, indywidualnie i zbiorowo, zdołamy wyzwaniom, jakie ta sytuacjo stawia, sprostać. Zygmunt Bauman, Prawodawcy i tłumacze, 1998 Czy wiecie, że to, co zrobimy ze Śląskiem i na Śląsku teraz, w trakcie realizacji gigantycznego projektu tzw. Sprawiedliwej Transformacji, będzie w przyszłości śląskim dziedzictwem? Czy, w związku z tym, zanim powiedziano wam o Sprawiedliwej Transformacji, kiedykolwiek, ktokolwiek zapraszał was do negocjowania przyszłości w jakiekolwiek skali? Na przykład w lokalnej? Czy czujecie się częścią jakieś wspólnoty? Śląskiej? No, może nie śląskiej, ale jednak wspólnoty? Terytorialnej? Postindustrialnej? Metropolitalnej? Czy wiadomo wam cokolwiek o jakiejś umowie społecznej dotyczącej strategii rozwojowych, np. Zielonego Ładu? Czy władze regionu, albo jego stolicy, lub innego miasta dały wam do zrozumienia, że zależy im na waszej opinii na temat kierunków rozwoju miasta, gminy, wsi (nie dlatego, że zobowiązani są pytać, ale dlatego, że mają szacunek do waszych opinii i doświadczeń), oraz potrzebują niczym kania dżdżu krytycznej informacji zwrotnej, aby zbudować strategię rozwoju na lata, bazując na szerszej umowie społecznej? Pytam, bo bardzo bym nie chciała, aby się okazało, że gdyby nie te zielone strategie Unii Europejskiej, to czas płynąłby, a my kręcilibyśmy się tu dalej na karuzelach starych sporów, używając starych słów i starych myśli. Zakładam, podpierając się kulturowo-historycznymi obserwacjami, że dla obywatelek i obywateli tzw. „starej Unii” Just Transformation (ang. sprawiedliwa transformacja), to rodzaj kontynuacji długiej, skądinąd zielonej, strategii rozwoju wspólnoty europejskiej. Dla nas, to chyba znów Akcja Reaktywacja. Reagujemy, bo z zewnątrz przychodzi impuls cywilizacyjny. Kasa. Miliardy euro. Na Górnym Śląsku nawet samo słowo transformacja bardzo źle się kojarzy. Niesie w sobie wiele negatywnych skojarzeń z poprzednich transformacji. Pamięć zbiorowa podpowiada nawet, że tylko nieliczni wygrali tamten czas. Ponadto, coraz bardziej rytualne spory o górnictwo podtrzymują na „standbaju” narosłe wówczas obawy i egzystencjalne lęki. Odwraca to społeczną uwagę od faktycznych przyczyn upadku hołubionego niegdyś (a może nadal?) sektora górniczego. Za nami dekady podtrzymywania tej agonii. Niemal identycznie realizowane przez kolejne rządy. Dopłaty do górniczych wynagrodzeń i kosztowne utrzymywanie nierentownych kopalń. To już prawie nasza, świecka tradycja. Za rzadko powtarzamy, że już w 1969 było w Polsce 21 nierentownych kopalń. Dlatego będę was tu zamęczać pytaniem, dlaczego Unia Europejska zdecydowała się przyznać województwu śląskiemu tak duże pieniądze, tym razem pod hasłem Sprawiedliwej Transformacji? Czy od nas wyszedł jakiś plan? Nowoczesny plan? Pewnie jakiś był wymagany, ale czy ktokolwiek z nas uczestniczył w jego tworzeniu? Słyszał o tym, że można uczestniczyć? Ktoś miał czas, zasób, był zaproszony, aby pomóc zbudować roboczy schemat sprawiedliwej transformacji naszego regionu? Miasta? Ulicy? Podwórka? Zadaję pytanie za pytaniem, bo czuję się w związku z tymi pytaniami, być może, tak samo jak wy. To nie o mnie. Ani nie do mnie. Nie do mnie. Ja to na Śląsku słyszę od lat. Jeśli jednak, te środki pozwolą nam, po dekadach rozdawnictwa, wreszcie, ten system, przewlekle chory na nieekonomiczność, zakończyć, to może warto zrobić to, co ta „straszna Unia” rekomenduje? Mamy przy okazji szansę naprawić, cośmy tu popsuli w reaktywnych cyklach polskich od wyborów do wyborów. No, to wsparcie wygląda na światełko w tunelu. Myślę, że Skarbek jest w to zamieszany. Żarcik, taki. Osią Sprawiedliwej Transformacji ma być sprawiedliwość, dlatego ludzie mnie pytają – jaka? Dla kogo sprawiedliwa? Kto się na tę sprawiedliwość ma tym razem załapać? Jaki jest plan? Plan jest ponoć taki, żeby przy jego pomocy można było kontrolować, czy aby załapali się wszyscy, nie jak wcześniej, tylko niektórzy. To jest główna intencja tego planu. Fajna. No, ale kto w to uwierzy, gdy przeszłość, nawet dawno wyparta, przesądza z góry o braku zaufania. Bez usunięcia z szafy trupów z przeszłości – nie poradzymy! Nie chciałabym się wypowiadać na temat kierunków ochrony dziedzictwa w ramach Sprawiedliwej Transformacji odrzucając przeszłe błędy. Kolejna transformacja, bez włączenia rozwiązań, płynących z rzetelnego podsumowania tamtych traumatycznych doświadczeń, które dotknęły jednostek, rodzin, całych dzielnic i miast pogórniczych, nie wróży nic dobrego. Doprawdy, po co po raz kolejny zwodzić ludzi rozbudowaną projektozą, bełkotem obietnic bez woli politycznej nastawionej na systemową, egalitarną (sprawiedliwą jak sugeruje UE) poprawę klimatu i jakości życia całej górnośląskiej wspólnoty? Ale, zaraz, czy w ogóle umiemy o sobie tak myśleć? Wspólnota? Czy wiemy, z jakiego poziomu, z jakim zasobem mentalnym, kulturowym, psychospołecznym startujemy (w różnych dziedzinach) do tego mega-procesu? Co będzie najtrudniejsze – od poziomu przyziemnego, czytaj życiowego, przez obyczaje, kulturę, po poziom psychospołeczny, gdzie nagromadzone jest to, co wyparte, i wygląda na to, że sporo tego tam. Przemysł górniczy upada od dziesięcioleci, różne transformacje już tu się wydarzały, na bieżąco trwa przepychanka nacjonalistyczno-lobbystyczno-populistyczna, a niektórzy przedstawiciele środowisk władzy robią sobie na tym dość dramatycznym tle selfie i opowiadają, jak to się nasz region przedsiębiorcom z Tajlandii podoba. Jak to połączyć ze Sprawiedliwą Transformacją? Taki codzienny obrazek? Ponadto, Sprawiedliwa Transformacja jest elementem Zielonego Ładu. Za chwilę napiszę o tym więcej, teraz tylko przypominam, że antyunijne wystąpienia polityczne, w tym hasła protestów górniczych, dotyczą właśnie Zielonego Ładu. Czyli co? Najpierw sobie powrzeszczymy, a potem się będziemy sprawiedliwie transformować? Nie uda się to. Moim zdaniem trzeba ten chaos narracji uporządkować, dać ludziom więcej informacji. I zejść z nimi, jak najniżej. Do domów, na msze, na zebrania dzielnicowe i wszelkie inne, oczywiście do szkół. Wspomóc ludzi od zawsze związanych z górnictwem, z etosem pracy w górnictwie, z rolą żony górnika w trudnym procesie zrozumienia, że na upadek sektora górniczego nie wpływają ograniczenia związane z klimatem, ani cele Zielonego Ładu, ani nawet opłaty za CO2 płacone przez elektrownie opalane węglem. Trzeba to odważnie komunikować, to jest totalnie transformacyjne, bo spotkamy się z wielkim oporem, brakiem wiary i zaufania. Odrzucą nas, bo godzimy w symbole i w etos. A wiadomo, że dyskusje o wartościach są najmniej efektywne. Spuśćmy powietrze i odważnie to zakomunikujmy – wydobycie węgla kamiennego spada w Polsce już od 45 la…