Justyna Skwarska: Zielone umiejętności w pracy bibliotekarki to także chęć takiej organizacji wydarzeń, by minimalizować negatywne skutki dla środowiska

Justyna Skwarska kustosz w Gminnej Bibliotece Publicznej w Czernicy Filia nr 3 
w Nadolicach Wielkich


Na czym polega Twoja praca? 

Moja praca polega na kontakcie z czytelnikami i książkami. Jestem bibliotekarką w jednoosobowej bibliotece w podwrocławskich Nadolicach Wielkich, filii Gminnej Biblioteki Publicznej w Czernicy. Oprócz wypożyczania książek, spotkań autorskich, dyskusyjnych klubów książki, wieczorków poetyckich i typowej biurokracji dzieje się tu dużo więcej.

Na przykład: czasem przebieram się za Minerwę mcGonagall z Harrego Pottera, czasem sieję łąkę kwietną, przygotowuję wystawy fotograficzne i malarskie, inicjuję nowy mural w swojej miejscowości czy nagrywam instruktażowy film montowania zbiornika na deszczówkę. Poza tym uczę Ukraińców języka polskiego, z mieszkańcami biję rekordy gitarowe, ratuję ranne ptaki. Nietypowe zajęcia są tutaj normą. Dlatego mam dużą sympatię do wszystkich osób pracujących w bibliotekach, bo wiem, jak wiele kryje się za ich pracą. To jest takie miejsce, w którym każdy może znaleźć swoją niszę. Są osoby, które lepiej się czują w pisaniu tekstów i na tym bazują w swojej pracy. Inni natomiast są świetni w doradzaniu wyboru książek – doskonale znają swój księgozbiór. Jednak wcale nie musi być tak, że w bibliotece WSZYSTKO powinno się dziać. Czasem dyskutujemy w naszym środowisku: ile biblioteki powinno być w bibliotece, a ile innych rzeczy. Jeśli chodzi o działania klimatyczne, to jedni bardziej to „czują”, a niektórzy wolą skupić się na innych sprawach. Bibliotekarz jest na tyle elastycznym, otwartym zawodem, że można sobie znaleźć obszar, w którym czujemy się najlepiej, wykorzystując w pełni swój potencjał. 

Ja akurat cieszę się, że mogę wplatać w moje obowiązki coraz więcej zielonych elementów. Już jakiś czas temu porozumiałam się z  sąsiednimi bibliotekami, że będziemy realizować coś takiego jak klimatyczna biblioteka. W każdej zielonej inicjatywie znajduję jakąś bibliotekę z którą razem podejmujemy zielone wyzwanie. Do tej pory były to: Dobrzykowice, Kamieniec Wrocławski i Jeszkowice. Wtedy skupiłyśmy się bardziej na ekologii, na życiu „zero waste”, czyli bez odpadów. Zgromadziłyśmy tematyczny księgozbiór, pokazałyśmy kobietom, bo to one są głównymi odbiorczyniami usług bibliotecznych, co mogą zrobić inaczej, w bardziej przyjazny dla środowiska sposób. Zaczynałyśmy od prostych rzeczy, np. jak sobie samemu zrobić naturalny dezodorant, czy myjkę ze sznurka, wymieniałyśmy się ubraniami czy roślinami. Prowadziłyśmy to w duchu praktycznego przewodnika, korzystając z pomysłów znalezionych literaturze. Realizowałyśmy to na zasadzie – nikt nie robi źle, ale można jeszcze zrobić kolejny „eko-kroczek”.

Natomiast w pierwszej edycji Akademii Klimatycznej w projekcie FRSI „Biblioteki dla klimatu” poszłyśmy o poziom wyżej, czyli już nie zajmowałyśmy się stricte ekologią, ale klimatem. I tutaj bardzo cenny był pakiet wiedzy, nie tylko z zakresu klimatologii, ale również socjologii, psychologii, rozpoznawania dezinformacji, czy radzenia sobie z depresją klimatyczną. Dopiero z takim wyposażeniem przystąpiłyśmy do inicjatyw lokalnych. Przedmiotem naszych aktualnych działań jest poprawa lokalnej bioróżnorodności. Znów małymi kroczkami. Tworzymy ekoBrygady, pokazujemy korzyści, wymieniamy się doświadczeniami. Jako kolejny etap zdobywania zielonych umiejętności uzyskałam certyfikat uprawniający do prowadzenia zajęć pt. Mozaika klimatyczna. Jest to atrakcyjna forma szkolenia, którego uczestnicy w zespole, poznają mechanizmy przyczynowo-skutkowe rządzące zmianami klimatu. W tym celu wykorzystuje się specjalne karty opracowane na podstawie raportów naukowych IPCC (Intergovernmental Panel on Climate Change – Międzyrządowy Zespół dsZmian Klimatu przy ONZ). Można zapytać, dlaczego biblioteka zajmuje się takimi sprawami, oprócz tych obowiązków, które realizuje „standardowo”. Z chęci realizacji pewnej postawy, która jest ci bliska. Nie jest tak, że musisz. Po prostu chcesz skorzystać z możliwości. Ja chciałam. Jako bibliotekarka mam do wyboru bogatą ofertę szkoleń w różnych zakresach, ale chętnie wybieram te zielone, dotyczące klimatu. Takie tematy są mi po prostu bliskie.

Czym są dla Ciebie zielone umiejętności? Jak je rozumiesz?

To świadomość, że prawie każda moja decyzja będzie miała konsekwencje dla klimatu, wpłynie na stopień zanieczyszczenia Planety. To odpowiedzialność za siebie, bez patrzenia na innych – na Chiny, sieci sklepów, sąsiada czy koncerny naftowe. Zaczynam od siebie, bo tu mogę zrobić wiele. Już takie decyzje jak zakupy, podróże, dieta, aranżacja ogrodu mają ogromne znaczenie. 

Nie chcę przyczyniać się do kryzysu klimatycznego i zaniku bioróżnorodności. Chciałabym, by zagrożone gatunki zwierząt i roślin znalazły u mnie schronienie. Mam świadomość klimatycznych konsekwencji wielu działań, choć na pewno nie wszystkich. Zielone umiejętności wymagają doskonalenia i aktualizacji wiedzy.

Zielone zagadnienia to ogrom dyscyplin (często bardzo wąskich) połączonych ze sobą, które nie są łatwe do przyjęcia i pojęcia dla każdego, w tym także dla mnie. Ciągle pojawiają się nowe tematy, np. w kwestiach technologicznych. Nowe problemy ujawniają nowe potrzeby i odpowiadające na nie rozwiązania – dyskusja klimatyczna bardzo dynamicznie postępuje, co może powodować pewne przeskoki i uproszczenia myślowe w dyskursie czy szum informacyjny. Mam wrażenie, że działania, które uważamy czasem za dobre – zielone, proekologiczne, proklimatyczne – finalnie okazują się wcale takimi nie być. Na przykład gdy wycina się drzewa, żeby zrobić farmę fotowoltaiczną albo gdy zainwestowało się w gaz, bo jeszcze nie tak dawno temu uważało się, że ogrzewanie gazowe jest w porządku.

Jak wykorzystujesz zielone umiejętności w swojej pracy?

My, bibliotekarze, mamy wiele okazji, by wykorzystać zielone umiejętności. Piszemy teksty, recenzujemy i polecamy literaturę, zapraszamy autorów, dobieramy księgozbiór, organizujemy wydarzenia, proponujemy tematy warsztatów i wykładów. Dlatego w bibliotece, w której pracuję, mam spory księgozbiór związany z klimatem, stylem życia bez odpadów i 
na temat diety roślinnej.

Zapraszam specjalistów od klimatu, a także zapraszam i integruję osoby, które, tak jak ja, chcą być częścią pozytywnej, zielonej zmiany.

Z kolei na poziomie swoich zachowań – nie używam plastiku, minimalizuję chemię. Do działań klimatycznych potrzebna jest pewna wrażliwość i świadomość. Nie wszyscy ją mają. Zielone umiejętności w pracy bibliotekarki to także chęć, a wręcz potrzeba takiej organizacji wydarzeń, by minimalizować negatywne skutki dla środowiska. Mnie nie trzeba zachęcać. Jeśli tylko będę miała możliwość wyboru, wybiorę zakładki na papierze ekologicznym, uroczystość zorganizuję bez plastiku, zainicjuję Dzień Sprzątana Świata.

Ważny jest też kontekst lokalny, w którym się działa i jakie pojawiają się w nim wyzwania. Na przykład w naszej miejscowości, położonej w pobliżu dużego miasta, w której bardzo się zwiększa zaludnienie, ścierają się dwie społeczności – rodzima, która jest społecznością wiejską i miejska – napływowa. Biblioteka wkłada duży wysiłek, żeby je integrować. Stosunek do przyrody odgrywa tu ważną rolę. Pierwsza grupa uważa, że wieś to wieś, że tutaj mogą być brzydkie zapachy i bujne wiejskie ogródki. Druga – po prostu tutaj nocuje i chce mieć mało pracy, więc według niej powinno być tak zrobione, aby było łatwo i prosto, żeby był beton i króciutki trawnik, i nic tam specjalnie nie rosło. Stąd zrodził się pomysł, żeby tworzyć takie brygady, grupy samopomocy, kobiet, które będą spotykały się towarzysko raz w jednym ogródku, raz w innym i wspierały się w trosce o bioróżnorodność w swoich ogrodach. My chcemy motywować te grupy, wspierać wiedzą, literaturą, nasionami, np. kwietnych łąk. Wspierać tradycję odwiedzania się w ogrodzie, wymieniania się wiedzą na temat gatunków roślin, by było mniej tych inwazyjnych, które są zbyt ekspansywne i wypierają te rodzime. Wszystko w trosce o bioróżnorodność .

Takie działania mają element integracyjny, ale dają również poczucie sprawczości, że mogę coś zrobić tutaj, w moim ogródku i poczuć tego efekty.

Co wydaje ci się ważne w budowaniu swojej kariery?

Dla mnie ważne jest, żeby to, co robię nie było sprzeczne z moimi wartościami, dawało mi satysfakcję, poczucie sensu, a przede wszystkim, by w pracy wykorzystany został mój potencjał. Praca w bibliotece jest tak wielowymiarowa, że każdy znajdzie dla siebie jakąś niszę. Dla mnie „klimatyczna biblioteka” jest taką niszą. 

Czy zielonymi kołnierzykami mogłyby się stać kobiety pracujące w biurach, które nie mają na pierwszy rzut oka wiele wspólnego z ochroną środowiska i działaniem proklimatycznym?  

Mogą, stają się i jest ich coraz więcej. To kobiety najczęściej wybierają ubrania, żywność, środki czystości. To one proszą o instruktaż montowania zbiornika na deszczówkę czy budowania deszczowego ogrodu. Zajmują się także rachunkami za energię elektryczną czy ogrzewanie. Z moich spostrzeżeń wynika, że to kobiety są motorem proklimatycznych działań.

To, jakie mamy wykształcenie czy to, czym zajmowałyśmy się do tej pory, nie zamyka nas na podejmowanie zielonych tematów. Wręcz przeciwnie. Ja np. skończyłam Studium Animatorów Kultury „SKiBA” we Wrocławiu, ale bibliotekarstwo to mój drugi zawód. Jestem magistrem inżynierem z zakresu Organizacji i Zarządzania. Progi rentowności, tabelki, wykresy, złożone formuły w Excelu, analityka finansowa – w tym też czuję się dobrze, a jednocześnie chcę rozwijać się w kierunku działań proklimatycznych, szczególnie takich realizowanych na gruncie lokalnym.

Jeśli mogłabyś coś powiedzieć, doradzić kobietom, które chciałyby „założyć zielony kołnierzyk”, to co by to było? Jak mogłyby pokierować swoją karierą?

Kluczowe jest poczucie sprawczości, poczucie sensu. Przy każdym działaniu ekologicznym znajduje się i odkrywa osoby, które mają jakby podobne zapatrywanie na świat. To jest bardzo cenne, bo przy kolejnym zadaniu można do tych osób się odezwać i zaprosić do jakiegoś innego działania. Nawet jeśli efekt nie będzie nas na początku satysfakcjonował, to każde następne wspólne przedsięwzięcie poprzez sam fakt współpracy, będzie po prostu lepsze i wejdziemy z nim na inny, wyższy poziom. 

Sebastian Pypłacz
Sebastian Pypłacz

Redaktor naczelny Śląskiej Opinii. Członek zarządu Związku Górnośląskiego.