Mateusz Kołodziej pokusił się o autorski wybór dwudziestu trzech książek z 2023 roku. Sprawdźcie, czy dokonana przez niego selekcja, pokrywa się z waszymi typami. Czytelnicza dojrzałość polega chyba na tym, że człowiek przestaje gonić za każdą nową pozycją na rynku wydawniczym i nie pasjonuje się już wszelkiego typu wyzwaniami wymuszającymi przeczytanie pięćdziesięciu dwóch (lub więcej) tytułów na przestrzeni pięćdziesięciu dwóch tygodni. Cieszę się, że zrozumiałem to jakiś czas temu i podsumowań roku nie postrzegam jako wypominania czytelniczych braków. Listy pojawiające się zwykle końcem grudnia lub początkiem stycznia to raczej sygnalizacja tego, po co warto jeszcze sięgnąć lub co inni czytelnicy uznali za godne uwagi. Tak samo proszę traktować poniższe zestawienie dwudziestu trzech książek, które wybrałem spośród pozycji przeczytanych w 2023 roku; książek, które wywarły na mnie pozytywne wrażenie, zmusiły do intensywniejszego myślenia, pokazały nowe drogi, były kontynuacją historii poznanych wcześniej lub zwyczajnie sprawiły, że czas minął mi przyjemniej. Kolejność prezentowanych książek jest alfabetyczna (według pierwszej litery nazwiska autorki, autora) z wyjątkiem tej, którą postanowiłem wyróżnić mianem najlepszej (ten tytuł pojawia się jako pierwszy). Mikołaj Grynberg „Jezus umarłby w Polsce” (Wydawnictwo Agora) Kryzys na polsko-białoruskiej granicy był jednym z tematów, jakie zdominowały krajowe media w 2023 roku. Sytuacja, która była na rękę Rosji, miała przy okazji budować promowaną przez prawicowy polski rząd narrację o emigrantach forsujących granicę Unii Europejskiej i zagrażających jednocześnie polskiej suwerenności. Tymczasem obok głośnych, medialnych szturmów sterowanych odgórnie, w lasach, przez które przebiega umowna linia oddzielająca oba państwa, działy się prawdziwe dramaty. Ludzie umierali z głodu, wyziębienia i wycieńczenia, traktowano ich jak zwierzęta łowne, urządzając na nich polowania. Grynberg, jako reportażysta, nie staje po żadnej ze stron. Oddaje głos, słucha, dopytuje, docieka prawdy. Dopuszcza do głosu aktywistów, miejscowych, przedstawicieli służb mundurowych. Prawdziwy obraz tego, co ma miejsce na przygranicznych terenach, kreuje się więc sam. Nikt, kto sięgnął po tę książkę i przeczytał ją z uwagą, nie powinien dojść do wniosków mówiących o przekłamaniu historii lub jej zmyśleniu. Ta książka boli, mrozi i zostaje w głowie. Emocje i przeżycia tych, którzy doświadczyli hipotermii, głodu i strachu w podlaskich lasach, są jednak milion razy gorsze. Pamela Anderson „Love, Pamela. Autobiografia” (Wydawnictwo Luna) Autobiografie mają jedną cechę, którą można postrzegać na dwa sposoby: z jednej strony są historiami wywodzącymi się z samego źródła, z drugiej – osoba pisząca zawsze może przemilczeć fakty, które rzutują na jej wizerunek. W przypadku książki napisanej przez Pamelę Anderson mamy do czynienia ze skupieniem się na pokazaniu własnej wersji wydarzeń, które lepiej bądź gorzej znamy z portali plotkarskich i kolorowej prasy. Gwiazda lat 90. pragnęła przede wszystkim udowodnić, że przez lata wszyscy wiedzieli lepiej od niej – jaka jest i jaka być powinna. Premiera książki zmieniła tę narrację – dzisiaj to Anderson ma głos. Momentami wychodzi patetycznie, innym razem infantylnie, ale mam wrażenie, że zgodnie z tym, co dyktuje serce. Mateusz Ciupka „Twardowski” (Polskie Wydawnictwo Muzyczne) Na tej liście postanowiłem umieścić dwie pozycje z serii Małe Monografie od Polskiego Wydawnictwa Muzycznego. Pierwszą z nich jest „Twardowski” autorstwa Mateusza Ciupki. To także druga – i nie ostatnia – książka biograficzna w moim zestawieniu. Pozycja przybliża postać Romualda Twardowskiego – urodzonego w Wilnie kompozytora, który – pomimo wieku – wciąż jest aktywny zawodowo (oczywiście niczego nie wypominam, ale sami wiecie, że dziewięćdziesięciolatkowie nie zawsze tryskają energią). Sporym atutem publikacji jest fakt, że autor czerpał informacje od samego bohatera, spędzając z nim wiele czasu i rozmawiając o życiu oraz muzyce. Kapitalnie napisany życiorys, pełen ciekawostek oraz nawiązań do historii i kultury. Pozycja z tych, które czyta się „na raz” (nie tylko ze względu na gabaryt). Danuta Gwizdalanka „Szymanowska” (Polskie Wydawnictwo Muzyczne) Biografia niedoszłej teściowej Adama Mickiewicza (poeta związał się z jej córką w 1834 roku, Szymanowska zmarła w 1831 roku). Zacząłem jak typowy nauczyciel języka polskiego, wybaczcie. Śpieszę jednak nadmienić, że Maria Szymanowska to przede wszystkim wybitna pianistka i kompozytorka, której przypisuje się zawodowe pierwszeństwo jeśli chodzi o Stary Kontynent. Jej życie nierozerwalnie związane było z europejskimi salonami i szeroko pojętą dziwiętnastowieczną sztuką. Podróże, koncerty, ale i dbałość o własne interesy – to wątki, które zdają się dominować w życiu Szymanowskiej; życiu niezwykle ciekawym i przebojowym, czego – mam nadzieję – doświadczycie czytając książkę Danuty Gwizdalanki. Kamil Iwanicki „Familoki. Śląskie mikrokosmosy. Opowieści o mieszkańcach ceglanych domów” (Wydawnictwo Editio) Bohaterów tej książki jest wielu, ale co najważniejsze są nimi również tytułowe familoki – charakterystyczne budynki z czerwonej cegły, które stawiane były w okresie rozkwitu przemysłu śląskiego z przeznaczeniem zakwaterowania w nich robotników i ich rodzin. W teorii każdy familok jest taki sam: ma chłopsko-robotnicze korzenie, podobny historyczny rys i problemy trawiące zamieszkującą go społeczność. W praktyce, co pokazuje autor, każdy jest jak człowiek – charakterny, zmagający się ze słabościami, potrzebujący wsparcia, zaliczający wzloty i upadki. Lektura nie tylko dla mieszkańców Śląska. Martyna Jakubowicz „Trudna sztuka latania” (Wydawnictwo Znak) Emocjonalna autobiografia Martyny Jakubowicza – wokalistki i tekściarski, która przez większość odbiorców kojarzona jest przede wszystkim dzięki utworowi „W domach z betonu nie ma wolnej miłości”. Ta wspomniana emocjonalność momentami bierze górę nad tekstowym porządkiem, przez co „Trudną sztukę latania” czyta się jak potok myśli – czasami nieuporządkowanych, przelewających się przez głowę autorki, które należy uchwycić tu i teraz. Jednak kiedy na jednej z końcowych stron książki pojawia się wyznanie, w którym Jakubowicz stwierdza: „Jestem śmiertelnie zmęczona. Moja psychika jak lustro niesione w powietrzu przez stado czartów rozprysła się na miliony kawałeczków, a jeden utknął w moim sercu” (s .374), wtedy jako czytelnik/czytelniczka rozumiesz, że książka nie jest tylko próbą poruszenia wspomnień uchwyconych do tej pory w formie fotografii, ale terapią mającą na celu wyrzucenie z siebie także tych złych rzeczy. Filip Kalinowski „Niechciani, nielubiani. Warszawski rap lat 90.” (Wydawnictwo Czarne) Polski rap nie zaczął się w Warszawie, ale to stołeczna scena stała się na przestrzeni lat wyznacznikiem tego, co zwykliśmy określać mianem krajowego hip-hopu. Dlaczego tak się stało, tłumaczy Filip Kalinowski. Postaci budujące tę scenę miały różne pomysły na siebie i swoją obecność w artystycznym świecie, często wywodziły się z odmiennych środowisk, ale łączyło ich jedno – to, że przylgnęła do nich łatka niechcianych i nielubianych. Odróżnianie się od innych, wychodzenie poza utarte schematy (przy tworzeniu jednocześnie własnych reguł) i niepodążanie za tłumem zwykle kończy się właśnie w ten sposób. Książka Kalinowskiego pokazuje to dobitnie, przy okazji przypominając, że bajkowe wizje lat 90. nie zawsze pokrywają się z faktami o tamtej dekadzie – zwariowanej, często niebezpiecznej i nieprzewidywalnej – trochę jak ówczesny warszawski rap. Dawid Karpiuk „Dzieciaki” (Wydawnictwo Agora) W stosunku do „Dzieciaków” można mieć jedno zastrzeżenie: książki nie czyta się łatwo. Ktoś stwierdzi, że z powodu poruszonego tematu, inny zrzuci winę na język zastosowany przez Karpiuka. Tymczasem obie kwestie są elementami, bez których ta pozycja nie miałaby racji bytu i wydźwięku, jaki można jej przypisać. To świat współczesnej młodzieży…