Przaśnie i niezgodnie z regulaminem. Śląska polityka w pigułce

Poniedziałkowe obrady Sejmiku Województwa Śląskiego były wyjątkowo burzliwe – zgodnie z przewidywaniami. Zmiana politycznego frontu przez marszałka Jakuba Chełstowskiego, który aktualnie reprezentuje Ruch Samorządowy TAK! Dla Polski, spowodowała utratę władzy przez Prawo i Sprawiedliwość w województwie. Nie marszałek był jednak główną atrakcją poniedziałkowego posiedzenia sejmiku – całe show skradł ówczesny przewodniczący Jan Kawulok, członek PiS.

Co logiczne, zmiana barw partyjnych Chełstowskiego pociągnęła za sobą szereg roszad personalnych. Ze swoim stanowiskiem pożegnał się wspomniany Kawulok, który funkcji trzymał się z godnym podziwu zapałem. 30-minutowa przerwa na chwilę po rozpoczęciu obrad to nic – po powrocie radnych do pracy rozpoczął się prawdziwy pokaz umiejętności przewodniczącego. Przy rozpatrywaniu drugiego punktu porządku obrad Jan Kawulok zarządził kolejną, 2-godzinną przerwę, co jak zarzucali mu radni opozycji, miało jedynie opóźnić zmianę na stanowisku przewodniczącego. Oczywiście przewodniczący, do czego nas już przyzwyczaił, nie szczędził sobie komentarzy do KAŻDEGO wystąpienia radnych – cóż z tego, że to nie jest jego rola?

Mirosław Mazur, po (kolejnym już) powrocie do sali sejmowej postanowił przyspieszyć głosowanie nad odwołaniem Jana Kawuloka i złożył w tej sprawie wniosek formalny. Mimo konieczności poddania go pod głosowanie, głosowanie to nie zostało zarządzone, co spotkało się z krytyką opozycji, bardzo głośno wyrażaną z ław. Kolegi partyjnego próbowali bronić radni PiS-u, którzy przekonywali z mównicy, że to przewodniczący decyduje o porządku obrad – rzecz jasna, przekonywali niezgodnie z prawdą i ustawą. To z kolei spotkało się z głośnymi komentarzami Jakuba Chełstowskiego – wykrzykiwanych z ławy, adresowanych do radnych PiS po imieniu. O ile się nie mylę, dało się słyszeć „Jadwiga, daj już spokój” w gmachu sejmu śląskiego podczas wystąpienia radnej Baczyńskiej. Bardzo poważna instytucja, nie ma co.

Marszałek nie zrezygnował z prób przemówienia do rozumu samemu przewodniczącemu – podkreślał, że skoro już są wnioski, głosowanie przeprowadzić trzeba, zwracając się bezpośrednio do Kawuloka. Rozmowa iście rozczulająca, charakterystyczna dla spotkania starych kumpli ze szkolnej ławy, a jednak prowadzona w czasie obrad sejmiku, z ław sejmowych.

Sam przewodniczący nie wytrzymał presji – zarządził kolejną przerwę, tym razem 3-godzinną, co spotkało się z okrzykami z sali. Być może przewijały się słowa jak „hańba!” i nawoływania, aby Jan Kawulok „zachował się jak mężczyzna”, cokolwiek ma to znaczyć. Wisienką na torcie był KOLEJNY powrót do obrad i głosowanie na wiceprzewodniczącego – wybuczenie części radnych wyglądało, wracając do szkolnej analogii, jak reakcja klasy na niepopularne dzieciaki startujące do samorządu klasowego.

W skrócie, jak w tytule – przaśnie i niezgodnie z regulaminem, tak wyglądały obrady sejmiku. Zostając w temacie porównań – bliżej temu do politycznej dyskusji przy wigilijnym stole niż obrad poważnego samorządu.

Magdalena Kwaśniok
Magdalena Kwaśniok

Redaktorka. Prowadzi podcast Szum Sporego Miasta