Polska ma zrezygnować z importu rosyjskiego węgla. To pokłosie wojny w Ukrainie

Polska od dawna mierzy się z problemem wysokiego importu węgla, którego – jak wielokrotnie przekonywali związkowcy – wcale nam nie brakuje. Kiedy surowiec zalegał na górniczych hałdach przed kopalniami na Śląsku, Polska wciąż ściągała węgiel z innych krajów: głównie z Rosji. Czy dziś, w obliczu wojny w Ukrainie, zrezygnujemy z importu rosyjskiego węgla? To bardzo możliwe.

Udział Rosji w polskim imporcie w ciągu ostatnich 20 lat (średnia) wyniósł 87% dla ropy naftowej, 72% gazu ziemnego oraz 62% dla węgla kamiennego. To czyni Rosję krajem, któremu płacimy najwięcej za importowane do Polski surowce. Potwierdza to dr Joanna Maćkowiak-Pandera, założycielka i prezeska „Forum Energii”. „Największym zagranicznym beneficjentem polskiej polityki opartej na paliwach kopalnych jest Rosja. Policzyliśmy w „Forum Energii”, że Moskwa zarobiła na nas ok. 800 miliardów złotych w ciągu dwóch dekad”, mówi. Dr Maćkowiak-Pandera dodaje, że przyszedł czas na nową strategię energetyczną w kontekście zupełnie nowej sytuacji geopolitycznej. Jej zdaniem, powinna się ona opierać na OZE, zaś paliwa kopalne powinny wyłącznie wspierać bilansowanie.

Czy Polska, w obliczu wojny w Ukrainie, zrezygnuje z importu rosyjskiego węgla? To bardzo możliwe. Premier RP Mateusz Morawiecki jest jednym z głównych inicjatorów nałożenia na Rosję dotkliwych sankcji w zakresie importu surowców. 25 lutego wystosował list do przewodniczących Komisji Europejskiej oraz Rady Europejskiej, w którym wnioskował o zastosowanie licznych sankcji na Rosję. Wśród nich znalazło się całkowite odejście od kupowania węglowodorów od Rosji: ropy, gazu i węgla. To zadanie zdaje się trudne do wykonania, ale nie niemożliwe, choć od lat przedstawiciele rządu twierdzili, że import węgla do Polski jest konieczny. Innego zdania są związki zawodowe. Górnicza strona społeczna wielokrotnie podnosiła bowiem, że importujemy węgiel, kiedy surowiec zalega na hałdach przed polskimi kopalniami. Ostatni głos w tej sprawie podjęto w liście do premiera Mateusza Morawieckiego z 2020 roku. Wtedy Bogusław Ziętek z Sierpnia ’80 zwracał uwagę na to, że węgiel importowany wcale nie jest tańszy od krajowego, jak podkreślali zwolennicy tego procederu. „Jak wynika z analiz przeprowadzonych przez doktora Dawida Piekarza z Instytutu Staszica, średnio od 2010 r. do końca 2019 r. ceny polskiego węgla dla energetyki były niższe o około 42 zł za tonę od cen węgla obcego pochodzenia”, pisał Ziętek w liście do premiera Morawieckiego.

W tym samym okresie, jak już wspominaliśmy na „Śląskiej Opinii” związkowcy pisali do rządu, że polskie elektrownie odmawiały realizacji kontraktów na podpisane dostawy ze spółek węglowych, ponieważ… korzystały z importu. „Przynajmniej jedna spółka kontrolowana przez Skarb Państwa zajmuje się sprowadzaniem i przetwarzaniem rosyjskiego węgla. (…) Tej samej Rosji, której prezydent obraża Polskę i Polaków, fałszując historię. Jak to się ma do Polskiej Racji Stanu?”, pytali wówczas górnicy. Wtedy premier Morawiecki i przedstawiciele rządu nie mieli tak stanowczego stanowiska wobec importu. Dziś również nie wiadomo, jak dokładnie chcieliby rozwiązać tę sprawę. O całkowitej rezygnacji ze ściągania surowców z innych krajów nie ma raczej mowy, ale Rosję można by z tego procederu odciąć – o co zresztą szef polskiego rządu apeluje do Komisji Europejskiej.

Czy to się uda? Czy Polska faktycznie zrezygnuje z rosyjskiego węgla? A jeśli tak, to czy już nigdy do niego nie wróci? Eksperci nie mają wątpliwości, że tak właśnie powinniśmy zrobić. O ile bowiem w przypadku gazu czy ropy trudno mówić o nagłym odcięciu krajów od niego zależnych, bo zrobienie tego w krótkim czasie byłoby niezwykle trudne, to rezygnacja z węgla w przypadku Polski jest prostsza. Tym bardziej, jeśli wierzyć rzecznikowi rządu PiS. „Polska nie będzie importowała rosyjskiego węgla”, zapewniał Piotr Müller. Nasz kraj do tej pory importował rocznie około 10 mln ton tego surowca, głównie – jak mówią przedstawiciele partii rządzącej – na potrzeby odbiorców komunalnych i lokalnych ciepłowni.

Producenci energii w Polsce twierdzą jednak, że korzystanie z węgla z importu jest „śladowe”, więc łatwo można by go zastąpić. Tomasz Wlostowski, wspólnik zarządzającego brukselską Kancelarią EUTRADEDEFENCE, mówi w rozmowie z „Rzeczpospolitą”, że gdyby danemu krajowi członkowskiemu Unii Europejskiej zależało na zakazie importu danego surowca, w tym węgla, może to zrobić. Wszystko zależy od jego determinacji. „Faktycznie za politykę handlową odpowiada Unia Europejska, jednak zgodnie z zapisami traktatów europejskich to dany kraj członkowski decyduje o swoim miksie energetycznym. Poza tym, gdyby danemu krajowi członkowskiemu zależałoby na rezygnacji z importu danego surowca, w tym wypadku węgla, to ma do tego swoje własne instrumenty polityki energetycznej”, powiedział „Rzeczpospolitej”.

Wkrótce się przekonamy, czy faktycznie Polska skorzysta z tych narzędzi, a jeśli tak, to czy będzie to miało efekt długotrwały. Będziemy Państwa informować na bieżąco.

Obrazek domyślny
Bartosz Wojsa

Dziennikarz, wydawca strony głównej w „Super Expressie”.