Branża kosmetyczna w czasie kwarantanny (komentarz czytelniczki)

Dla mojego salonu kwarantanna zaczęła się na początku kwietnia, wtedy to rozporządzenie przewróciło cały mój dotychczasowy świat o 180 stopni. Większa cześć branży beauty postanowiła zamknąć salony już w połowie marca, dla mnie ta data również oznaczała zmiany. Na pewno było to zmniejszenie liczby klientów, większe przerwy pomiędzy zabiegami, wypełnienie przez klientów ankiety informacyjnej. Perełkowy Salonik to salon, który posiada certyfikat „Bezpiecznego salonu”. Środki czystości, dezynfekcja, sterylizacja czy jednorazówki są dla mnie na pierwszym miejscu. Zawsze dbałam o zdrowie moich klientów, tutaj nie nastąpiły wielkie zmiany, chyba oprócz ceny środków do dezynfekcji, maseczek i rękawiczek. 

Kiedy zamknęłam salon miasto samo w sobie nie wykazało inicjatywy pomocy. Ogólnie panuje duży chaos informacyjny na temat tarczy antykryzysowej, środków finansowych, dotacji. Każdy musi szukać na własną rękę. Ogólnie mam wrażenie, że miasto Mysłowice niewiele robi dla przedsiębiorców. Mój salon zdobył kilka nagród, m.in. tytuł salonu roku, jestem osobowością roku w kategorii biznes 2018 i 2019. Dla mnie duże wyróżnienie dla miasta reklama, myślę, że mamy w mieście takie „perełki” ale wciąż niedoceniane. Pomoc od państwa oczywiście jest np. tzw. postojowe, czy bezzwrotne pożyczki, ale niestety nie zastąpi to naszej pracy, codziennych spotkań z klientami. 

Kontakt z klientkami oczywiście jest. Portale społecznościowe, SMS czy rozmowy telefoniczne znacznie go ułatwiają. To bardzo miłe uczucie, kiedy klientka pisze do mnie, pyta się o salon, o moją sytuację. Niestety spotkałam się również z falą krytyki, kiedy nie zamknęłam salonu od 16 marca, tylko postanowiłam pracować. Usłyszałam, że nie dbam o klientki, że rządzi mną pieniądz. To nie było miłe – okazało się, że ludzie nawet nie znając potrafią ocenić. Starałam się mieć salon otwarty dla wszystkich, taki na luzie, nie raz siedziałam po godzinach, starałam się zawsze znaleźć jakieś rozwiązanie problemów. Taka już jestem. A tu z dnia na dzień okazało się, że jestem zagrożeniem dla wszystkich. Zarobek teraz? Nie mam sprzedaży kosmetyków, nie prowadzę szkoleń online – nie mam możliwości zarobku w czasie kwarantanny. 

Klientki dzwonią, dopytują, ale same tez śledzą informacje i chyba wszystkie czekamy na zielone światło. Co się zmieni? Myślę, że świadomość klientek. Będą wybierały ze szczególną starannością salony kosmetyczne. Będzie się liczyła sterylność, czystość i poczucie bezpieczeństwa. Do tej pory niestety temat jednorazowych pilników, autoklawu czy akcesoriów do pedicure był często bagatelizowany, szerzyła się „szara strefa”. Bo przecież to tylko paznokcie czy stopy, zamiast usługi za 80 zł mogę zapłacić 40 efekt może i ten sam, ale czy na pewno? Staram się edukować swoje klientki, każda otrzymuje pilnik i gąbeczkę do domu. Dla mnie to norma, dla wielu nie do końca.

Jak wpłynął koronawirus na mój salon? Odciął mnie od czegoś na co pracowałam tyle czasu. W marcu Perełkowy Salonik odchodził swoje 5 urodziny, niestety bez fajerwerków. Mam ogromny żal do rządzących i nie rozumiem, dlaczego mogę wyjść do parku czy lasu pobiegać, napotykając ludzi, mogę w większym skupisku ludzi zrobić zakupy, mogę uczestniczyć godzinę we mszy świętej, a nie mogę przy zachowaniu środków bezpieczeństwa, być sam na sam z klientką w moim salonie. Specjalizuję się tylko w manicure i pedicure. Myślę, że każdemu będzie ciężko się podnieść po tym wszystkim, ale musimy nauczyć się z tym żyć. Coś, na co pracowałam tyle lat pękło jak bańka. Teraz będę zaczynała z czystą kartą, ale kiedy? Tego nie wie nikt.

Ewa Wrona – właścicielka Perełkowego Saloniku w Mysłowicach

Obrazek domyślny
Komentarz Czytelnika