
Siedem pięter na osiedlowym podwórku. Mieszkańcy Ligoty nie chcą bloku przy Książęcej
Spółka energetyczna chce wybudować duży blok mieszkalny przy ulicy Książęcej w Ligocie. Mieszkańcy dzielnicy twierdzą, że projekt jest za duży, za wysoki i niezgodny z przepisami. Zanim radni zdecydują, mieszkańcy zabrali głos. Przyglądamy się uwagom mieszkańców do tego konkretnego wniosku.
Zakłady Remontowe Energetyki Katowice mają działkę przy ulicy Książęcej. W 2021 roku próbowały go sprzedać, ale nikt go nie kupił. Teraz spółka idzie inną drogą: zamiast szukać nabywcy, chce sama podnieść wartość terenu, uzyskując zgodę na budowę bloku. Między ulicami Książęcą, Szurmana, Ostrawską i Braci Wolnych stanąłby budynek z 200–250 mieszkaniami.
Żeby to zrobić, ZRE skorzystały z tzw. lex deweloper — przepisu, który pozwala ominąć miejscowy plan zagospodarowania i wybudować coś, czego ten plan normalnie by nie dopuścił. Warunek: teren musiał kiedyś służyć produkcji. Tu stały niegdyś obiekty Energomontażu Południe. Decyzję ostatecznie podejmą radni miasta.
Siedem pięter zamiast czterech
Plan zagospodarowania z 2011 roku mówi jasno: na tym terenie można stawiać budynki użyteczności publicznej, najwyżej czteropiętrowe i nieprzekraczające 16 metrów. Projekt ZRE zakłada blok siedmiopiętrowy, wysoki na 25 metrów. Intensywność zabudowy byłaby niemal trzykrotnie wyższa niż dopuszcza obowiązujące studium.
Mieszkańcy złożyli do urzędu szczegółowe uwagi — kilkustronicowy dokument kwestionujący projekt punkt po punkcie. Pierwsza wątpliwość dotyczy samych podstaw wniosku: nie cały teren miał charakter przemysłowy. Jedna z działek figuruje w miejskich rejestrach jako „teren mieszkaniowy”, nie produkcyjny. Stał na niej budynek, który mieszkańcy pamiętają jako dom, nie halę. Wyburzono go między 2008 a 2009 rokiem, od tamtej pory działka zarosła dziką zielenią i służy jako nieutwardzony parking. Jeśli ta część terenu nie była produkcyjna, inwestor nie ma prawa ominąć planu zagospodarowania — musi go respektować. A plan nie pozwala na blok mieszkalny.
Trawa na dachu to nie park
Projekt zakłada, że 25 procent terenu będzie „powierzchnią biologicznie czynną” — tyle wymaga specustawa. Ale przepisy miejscowe wymagają 35 procent. I tu zaczyna się problem: większość tej „zieleni” miałaby znajdować się na dachach budynków i stropie garażu, nie przy ziemi. Istniejące drzewa i krzewy zostałyby wycięte.
Mieszkańcy liczą inaczej niż inwestor. Przy planowanej powierzchni zabudowy i utwardzonych podjazdów, na zieleń przy gruncie zostaje co najwyżej 455 metrów kwadratowych. Wniosek podaje 664 — skąd wzięła się różnica ponad 200 metrów, dokumentacja nie wyjaśnia.
Od ulicy widzisz śmietnik
Są też kwestie, które trudno wyrazić w metrach kwadratowych. Wzdłuż ulicy Książęcej — głównej strony budynku, tej, którą widzą przechodnie i mieszkańcy dzielnicy — zamiast lokali usługowych czy przyjaznej elewacji zaprojektowano ścianę śmietnika i wjazd do garażu. Kilkaset samochodów dziennie będzie wjeżdżać i wyjeżdżać 19 metrów od okien sąsiednich domów jednorodzinnych.
Plac zabaw i miejsce do odpoczynku mają się znajdować na piętrze — na dachu garażu, dostępne wyłącznie przez schody. Dla osoby na wózku inwalidzkim lub rodzica z wózkiem dziecięcym taki plac zabaw po prostu nie istnieje. Przepisy budowlane tego zabraniają. Specustawa też wymaga, by ogólnodostępne tereny rekreacji były dostępne dla wszystkich.
Kolejny wniosek w tym roku
To nie jest odosobniony przypadek. Wniosek ZRE to już kolejny lex deweloper złożony w Katowicach w 2026 roku. To dlatego, że miasto pracuje nad nowym planem ogólnym — kiedy ten wejdzie w życie, podobne zabiegi związane z lex deweloper staną się trudniejsze.








