
Nordycy inwestują miliardy w klimat. Polska chce wyrzucić ETS do kosza
Ponad 5,5 mld euro trafiło do polskiego budżetu w 2021 roku dzięki ETS, a polska prawica chce wyrzucić ten system do kosza. Zamiast inwestować w przyszłość, woli straszyć „Brukselą” i „cenami prądu”. Gdy przemysłowcy z Północy planują miliardy w niskoemisyjne fabryki i wodór, polska klasa polityczna wybiera strach i populizm.
Przed dwoma tygodniami, podróżując przez Norwegię i zasypaną śniegiem Estonię, trafił mi w ręce list nordyckich konfederacji biznesowych – Elinkeinoelämän keskusliitto EK, Svenskt Näringsliv, NHO i Danish Industry – do Ursuli von der Leyen i Wopkego Hoekstry. Ich przekaz jest jasny: ETS trzeba utrzymać i wzmacniać. Firmy już zainwestowały miliardy w elektryfikację, efektywność energetyczną i innowacje, opierając się na stabilnym sygnale cenowym CO₂.
Unijny Fundusz Innowacji przeznaczy ok. 5,2 mld euro na czystą transformację. Stabilny system oznacza przewidywalność, rozwój wodoru i OZE oraz mniejsze ryzyko regulacyjne. Dla nordyckiego biznesu cena emisji to narzędzie konkurencyjności, nie zagrożenie.
W Polsce narracja jest odwrotna. Mateusz Morawiecki mówi o wyrzuceniu ETS „do kosza” i o systemie, który „dusi gospodarkę”. Rząd chce opóźniać ETS2 i majstrować przy zasadach. To sygnał dla inwestorów: reguły gry mogą się zmienić w każdej chwili.
A fakty? W 2021 roku do polskiego budżetu wpłynęło 5,59 mld euro, w 2022 – 4,97 mld euro. To realne pieniądze. Luka 33 mld zł w ETS wynika ze struktury naszej energetyki, nie z samego mechanizmu. Cena ponad 80 euro za tonę jasno pokazuje kierunek: opłaca się inwestować w czyste technologie. Skandynawski przemysł to rozumie. Najwyraźniej srogi klimat jest lepszą nauczycielką biznesu.








