Czytelniczy rok postarał się uporządkować recenzent Śląskiej Opinii, Mateusz Kołodziej. Z jakim skutkiem? Sprawdźcie sami. Nie wiem jak w waszym przypadku, ale moje nie tyle plany, co przewidywania w stosunku do kulturalnego 2022 roku, zwyczajnie się nie sprawdziły. I nie chodzi o brak ciekawych wydarzeń lub premier w skali lokalnej, krajowej czy globalnej, ale o moje życie. Spodziewałem się, że w pierwszym w pełni wolnym od obostrzeń sezonie, będę trochę jak zombie poszukujące mniej lub bardziej zaawansowanej rozrywki intelektualnej. Tymczasem ta post-pandemiczna rzeczywistość na płaszczyźnie przyzwyczajeń przeobraziła się chyba w zaawansowane lenistwo, ponieważ z oferty proponowanej przez miejscowe instytucje kultury, na przestrzeni minionych dwunastu miesięcy wybrałem tylko sześć koncertów, pięć wystaw, jeden wykład i spotkanie autorskie. Najgorsze (sic!) w tym wszystkim jest to, że właściwie niczego nie żałuję, ponieważ w zamian wybierałem inne, równie istotne dla mnie rzeczy, jak na przykład czytanie książek, o których dzisiaj kilka zdań. Obowiązkowo Zacznę od trzech pozycji, które przeczytać powinien każdy bez względu na wiek, płeć, status majątkowy czy życiowe doświadczenia. Książka „Wrony” Petry Dvořákovej (wyd. Stara Szkoła) czeską premierę miała już dwa lata temu, ale w tym roku trafiła na polski rynek. I bardzo dobrze, ponieważ ta krótka historia (w zasadzie nieco obszerniejsze opowiadanie) dotyka kwestii codziennych, które mogą rozgrywać się tuż za ścianą. Dvořáková w poruszający sposób ujęła problem przemocy w rodzinie, konfliktów świata dorosłych, które odbijają się na dzieciach, oraz – co najgorsze – braku możliwości skutecznej reakcji ze strony najmłodszych na dziejącą się im krzywdę. Drugi tytuł z listy must read, „Tajemnicza Polska” Jakuba Kuzy (wyd. Znak), to przewodnik po miejscach nieoczywistych, które niekoniecznie będą widniały w popularnych przewodnikach turystycznych. Kuza, który dał się poznać jako autor popularnego facebookowego profilu „Krótka historia jednego zdjęcia” oraz dwóch książek powstałych na jego bazie, prezentuje tym razem trzynaście nico dłuższych historii celów podróży (na ten moment swoich, ale kto wie – być może po lekturze również naszych?). Bez patosu i narodowego zadęcia, chociaż ciągle z akcentem na ojczyznę – tę dużą i małą jednocześnie. Rok 2022 zostanie przeze mnie zapamiętany również jako ten, w którym pierwszy raz ukazało się polskie tłumaczenie zapisków Skłodowskiej-Curie poczynionych po śmierci jej męża. Książka „Piotrze, mój Piotrze. Dziennik żałobny Marii Skłodowskiej-Curie” (wyd. Sophia) pod redakcją Tomasza Pospiesznego i Eweliny Wajs-Baryły to pozycja wyjątkowa nie tylko z powodu wspomnianego pierwszeństwa. Za największą, nieocenioną wręcz zaletę publikacji uznać należy zerwanie z wizerunkiem Skłodowskiej-naukowczyni, który od dekad prezentowany jest kolejnym pokoleniom Polaków. „Dziennik żałobny” pokazuje, że podwójna noblistka potrafiła dostrzec więcej niż chemiczne wzory i reakcje, a jej codzienność była nierozerwalnie związana z Piotrem nie tylko ze względu na laboratoryjne badania i doświadczenia, ale także dzielone z nim życie i miłość, której nie dało się zamknąć w obliczeniach i naukowych definicjach. Widać to po pełnych żalu i tęsknoty frazach zawartych w dzienniku, w których dominuje uczucie strachu przed przyszłością nie tyle bez partnera, co pamięci o nim: „Och! Jak dobrze byłoby mieć fotograficzną pamięć artystów. Wtedy zawsze widziałaby, Cię przed oczyma, a Twoja postać zawsze byłaby przy mnie, nie zniknąłbyś nigdy!”. Książkę uzupełniają ponadto między innymi: rozdział biograficzny o Piotrze Curie oraz francuskojęzyczne tłumaczenie całości. Inni punkt widzenia Wyczerpując wątek tłumaczeń, jakie ukazały się w tym roku w polskich księgarniach, muszę zwrócić uwagę na „Oglądaj koszykówkę jak geniusz” Nicka Greene’a (wyd. SQN; premiera amerykańska: 2021 rok) i „Nie będę stała z tyłu” Nancy Barile (wyd. Underdog Press; amerykańska premiera: 2020 rok). Greene, który deklaruje się jako osoba nieinteresująca się koszykówką, odkrywa ją dla nas na nowo. Być może fani zamknięci w hermetycznym świecie, w którym liczą się tylko punkty, zbiórki i asysty, nie odbiorą tej pozycji pozytywnie, jednak jak zawsze sugeruję patrzeć nieco szerzej. W przypadku „Oglądaj koszykówkę jak geniusz” mamy do czynienia z rozbiciem popularnej dyscypliny sportu na atomy. Dosłownie atomy, ponieważ autor nie stroni od perspektywy naukowej z fizyką i chemią na czele. Świeże spojrzenie na rywalizację, w której chodzi ponoć tylko o rzucanie pomarańczową piłką do okrągłej dziury z siatką. Ale czy na pewno? Mająca polską premierę w grudniu „Nie będę stała z tyłu” to nostalgiczna historia filadelfijskiej sceny hardcore punk, której współtwórczynią była Nancy Barile – dzisiaj wykładowczyni na jednym z amerykańskich uniwersytetów oraz nauczycielka angielskiego w szkole średniej. Pozycja z pograniczna reportażu, wspomnień opartych na nostalgicznych powrotach do miejsc, których dzisiaj już nie ma, oraz autobiograficznych fraz. Historia o tym, że Filadelfia w latach 70. i 80. nie zawsze zasługiwała na miano miasta braterskiej miłości, a bycie niezależną kobietą wiązało się z wieloma wyzwaniami, a nawet szaleństwami. Artystyczna ekspresja zmieniająca przyszłość – taka wizja wyłania się z kolejnych stron, z którymi część amerykańskich czytelników miała ponoć problem. Z podobną reakcją, ale już na krajowym podwórku, spotkał się Jarek Szubrycht – autor książki „Skóra i ćwieki na wieki” (wyd. Czarne). Zarzuty o zbyt duży przechył ku subiektywizmowi z pomocą udało się jednak zbić dzięki podtytułowi „Moja historia metalu”. Encyklopedyczność lub historycyzm nie grają tutaj pierwszych skrzypiec. Szubrycht, jako doświadczony redaktor, doskonale zdaje sobie sprawę, że tych prawd o metalu było (jest!) wiele, a każdy, kto żył w tamtych czasach, przełom lat 80. i 90. pamięta na swój sposób. Czy to dobrze, czy źle – nie czas, aby wydawać jednoznaczny sąd. Fakt jest taki, że „Skóry i ćwieków…” nie zaliczymy do pozycji pełnej uporządkowanych faktów. Autor prezentuje treści dość swobodnie, z dygresyjnością, która charakteryzuje przecież snucie opowieści o czasach przeszłych, a z tym mamy przecież do czynienia. Książka bez osądzania, ale z anegdotami, codziennością i wspomnieniami, które choć czasami ukryte we mgle, od czasu do czasu nabierają wyraźniejszych kształtów i przywracają pamięć o minionych epokach. Wojna Uwadze autorów, autorek i wydawnictw nie mógł umknąć temat wojny i rosyjskiej napaści na naród ukraińskich. Wątek próbowano wykorzystać na kilka mniej lub bardziej udanych sposób, jednak jeśli miałbym wskazać pozycje na poziomie, który będzie satysfakcjonował nie tylko mnie, ale i innych odbiorców, postawiłbym na „100 wierszy wolnych z Ukrainy” (wyd. Biuro Literackie), gdzie słowo „wolnych” jest oczywiście nie tylko przywołaniem formy tekstów poetyckich, ale symbolicznym odwołaniem niepodległościowym. To tom poetycki zawierający sto tytułowych wierszy (jeden powstały już po rozpoczęciu wojny) autorstwa trzydziestu dziewięciu postaci reprezentujących ukraińską literaturę, urodzonych na przestrzeni od końca lat dwudziestych do schyłku lat osiemdziesiątych XX wieku. Wszystko to w przekładzie Bohdana Zadury, który odpowiadał także za selekcję tekstów. Więcej o książce można było przeczytać na łamach Śląskiej Opinii już w sierpniu. Drugą pozycją z tej kategorii jest zbiór reportaży „Współczesna wojna” Justyny Kopińskiej (wyd. Świat Książki). Doświadczona reporterka relacjonuje swój pobyt w Ukrainie, odsłania to, co niekoniecznie zostało pokazane okiem telewizyjnej kamery. Pisze oczywiście o złu, które przybrało niewyobrażalny wymiar, nie zapominając jednak o empatii i dobru, jakie towarzyszyć powinny nam bez względu na sytuację. Co istotne, współczesna wojna dla Kopińskiej nie tylko to, co d…