Jak Tomasz Lis szkodzi opozycji? Bardzo

„Za Kaczyńskim stoi armia niepracujących, słabo wykształconych lub niewykształconych. Im jego brednie pasują. Dziad i kłamca Morawiecki są dla nich Ok” – napisał na Twitterze szacowny dziennikarz i symbol opozycji, Tomasz Lis. Jest to kontynuacja serii „Wszystkie twarze klasizmu”, którą niedawno rozpoczął wpisem o wysokim, według Pana Tomasza, bezrobociu panującym wśród wyborców PiS-u. Bo wiecie, przekupieni tym ogromnym majątkiem, który po prawdzie w skali miesiąca nie starcza nawet na pieluchy, zaprzedali swoje ideały, schowali konstytucję do szafy i masowo poszli do kościołów. Co bardziej rozgarnięci czytelnicy pewnie zwrócą uwagę na najniższy w historii poziom bezrobocia i zapytają, jak to jest możliwe, skoro ponad 30% społeczeństwa utrzymuje się ze sławetnego dodatku 500+. Zapytajcie Pana Tomasza, ja odpowiedzi nie znam. Generalnie przesłanie jest proste: głupi głosują na PiS, mądrzy na Koalicję Obywatelską, a najmądrzejsi namawiają Tomasza Lisa do kandydowania w wyborach. I wtedy dopiero, gdy jego nazwisko będzie na karcie wyborczej, zagłosują wybitnie.

W tym momencie mogłabym zacząć wykład na temat klasizmu; powiedzieć, że nieładnie jest wiązać czyjeś poglądy z jego stanem majątkowym, a już w ogóle nie powinno się słabej sytuacji życiowej wykorzystywać jako obelgi. No i że generalnie mówienie do ludzi z pogardą nie jest ok. To przesłanie raczej jednak nie dotrze, spróbujmy więc podejść do tematu nieco bardziej pragmatycznie. Panie Tomaszu, kiedy Pan się nauczy, że język pogardy po prostu nie działa? Przekonanych Pan już nie przekona, a tych nieprzekonanych jest jeszcze do przekonania całkiem sporo.

Przy założeniu, że informacje wyciągnięte z „instytutu statystyk z dupy” są prawdziwe i rzeczywiście rządzi nami wola „wielkiej klasy niepracujących zwolenników” PiS-u (to naprawdę są słowa publicysty tej „lepszej” opcji), w jaki sposób rozmawianie z jakże ogromną grupą pięćsetplusowiczów z poziomu wyimaginowanej wyższości może przysporzyć opozycji zwolenników? Już pomijam fakt, że opozycja ma ewidentny problem z komunikacją – ten tak zapalczywie krytykowany, wykorzystywany do gradacji społeczeństwa program socjalny pod rządami Donalda Tuska ma przecież zostać utrzymany. To jak to jest?

Żeby nie było wątpliwości – sama nie jestem wyborczynią PiS, w przeciwieństwie jednak do niektórych, nie uważam, że na tej podstawie mogę uznać swoją supremację nad wyimaginowaną grupą wrogów demokracji. Mówię „wyimaginowaną”, bo przecież nie każdy z tych ponad 30% zagłosował, bo dostał pieniądze, jest niewykształcony, czy co tam jeszcze wymyśli Pan Lis, żeby znaleźć wytłumaczenie chronicznych porażek opozycji. A przyczyn tych porażek jest sporo – sam Tomasz Lis jest przecież jedną z nich, co widzę na własnym przykładzie.

Trudno mi przychodzi podpisanie się pod narracją, w której każe się komuś umyć tłusty łeb, używa się słów jak z rynsztoka, niepełnosprawnym radzi się branie prysznica zamiast korzystania z internetu itp., itd., bo tu przykłady można mnożyć w nieskończoność. I nie, nie przekonuje mnie argument o tym, że (tu wstaw nazwisko Lisa, Sutryka czy innej twarzy opozycji) pisze głupoty, ale ONI piszą większe. Cały szkopuł polega na tym, że członkowie Koalicji mają być tymi lepszymi, no nie? A klasistowskimi wypowiedziami dyskryminują tak samo – co za różnica, czy ta dyskryminacja opiera się o stan konta czy wykreślenie nazwiska z ksiąg parafialnych.

Magdalena Kwaśniok
Magdalena Kwaśniok

Redaktorka. Prowadzi podcast Szum Sporego Miasta