O Nowym Ładzie, konkursie na projekt domu 70m2 i reakcji architektów

O tym, że Nowy Ład w kwestii mieszkaniowej jest krokiem wstecz pisałam i mówiłam już kilka razy. W skrócie: obecnego problemu mieszkaniowego nie da się rozwiązać dopłatami do kredytów, bo to jest dosłownie dolewanie oliwy do ognia. A w ogóle nie da się rozwiązać problemu mieszkaniowego dopóki nie uznamy, że mieszkanie to infrastruktura, a nie tylko towar. Nie jestem zachwycona Nowym Ładem, ale bardziej częścą kredytową niż tym pomysłem o budowach małych domów przy uproszczeniu procedur.

Środowisko architektów z Izbą Architektów na czele jest za to najbardziej oburzone konkursem na projekt domu typowego, który będzie można otrzymać od państwa praktycznie gratis. Swój sprzeciw argumentuje: „(…) dystrybucja przez państwo nieodpłatnych projektów budowlanych domów jednorodzinnych o pow. zabudowy do 70 m2 pogłębi kryzys na rynku projektowym, doprowadzając do marginalizacji zawodu architekta jako partnera inwestora w procesie inwestycyjnym, a w konsekwencji do degradacji ładu przestrzennego”. Jednym słowem – jak będziecie rozdawać małe projekty tanich domków to spadną nam zarobki, a w Polsce będzie brzydko. Tym samym Izba strzela sobie w stopę i pokazuje, że jest tak oderwana od rzeczywistości jak to tylko możliwe.

To może ja wytłumaczę: po pierwsze klienci na te niewielkie domki to nie są ci sami klienci, którzy płacą po 200 tysięcy za projekt domu z obracającym się pokojem dziennym. To raczej ci, którzy do tej pory kupowali domki z katalogów podbijane potem przez inżynierów z pieczątką za trzy pięćdziesiąt i wrysowywane na mapy do celów projektowych z wielką niechęcią i bez większego zastanowienia. Po drugie – ład przestrzenny w Polsce leży i kwiczy. Te wszystkie hektary zabudowy łanowej, osiedla bez dojazdów i przestrzeni publicznych powstały w ramach projektów wykonanych przez architektów i nadzorowanych przez kierowników budów (których brak wymogu również wzbudza w środowisku lament i rozpacz, mimo, że przypominam – nie ma zakazu zatrudniania kierownika budowy, nie ma po prostu nakazu). Jak widać zatem zaangażowanie w proces budowy architekta nie gwarantuje ABSOLUTNIE niczego – ani po stronie jakości samej architektury, ani tym bardziej po stronie ładu przestrzennego. System planowania jest w Polsce niewydolny i podporządkowany interesom własności prywatnej zgodnie z powiedzeniem „Wolnoć Tomku w swoim domku”, które wyssaliśmy z mlekiem matek (gubiąc po drodze zamierzony przez Fredrę sens).

Po trzecie – wykorzystanie domów typowych może dać rewelacyjne efekty – vide np. niemiecka zabudowa z lat 1920. czy popularne na całym świecie domki fińskie (polecam świetną wystawę w pawilonie fińskim na biennale w Wenecji). Dla zobrazowania dodaję zrzuty z google maps z Gliwic (małe miasto, w którym presja inwestycyjna nie jest w 1/4 taka jak w Warszawie, więc i sprawl nie jest tak straszny) z osiedli wykonanych na bazie projektów typowych: osiedla spółdzielni mieszkaniowej DEWOG z lat 1920. oraz osiedla domków z lat 1980. z Zatorza. Na pozostałych zrzutach zabudowa po 2010 wykonywana na podstawie projektów architektonicznych i z towarzyszeniem kierowników budowy.

Po czwarte – od kiedy trafiłam na studia architektoniczne słyszałam przechwałki architektów i architektek jak to wspaniale udało im się wystrychnąć na dudka plan miejscowy, który nakazywał taki czy inny kąt nachylenia dachu, albo taką czy inna linię zabudowy. Więc „architekt” jakoś nie jest moim pierwszym skojarzeniem z ładem miejscowym.

Na koniec: nie pochwalam pomysłu na tanie, budowane własnym sumptem domki – ale tylko dlatego, że będą potęgowały ten gigantyczny chaos. Wyobrażam sobie, że gdyby takie inwestycje mogły odbywać się w ramach zaplanowanych osiedli, z wytyczonymi drogami, przestrzeniami publicznymi, odpowiednia intensywnością i infrastrukturą – to sam pomysł własnoręcznej budowy z zaangażowaniem szwagra wydaje mi się rewelacyjny. Czy nie o to na przykład chodzi w cohousingu – żeby do rozwiązania problemu mieszkaniowego zaangażować siły społeczne (oddolne)?

Nie pochwalam także samego organizowanego przez Główny Urząd Nadzoru Budowlanego konkursu – na przykład dlatego, że w jury jest tylko trzech architektów, nie ma ani jednego socjologa, psychologa ani plastyka. A co najważniejsze – nie ma ani jednej kobiety. Główny Urząd Nadzoru Budowlanego – czy w tych domkach mają mieszkać sami panowie?

Na koniec, tak dla refleksji: pamiętam konkursy na dom typowy organizowane przez Architekturę Murator gdzieś pod koniec moich studiów (sama brałam w nim udział) oraz Dom TypOwy Roberta Koniecznego, który chwali swój pomysł przekonując, że ten dobrze będzie pasował na każdej działce – bo jest okrągły. Czyli jak to jest – dobre są domy typowe, czy niedobre?

Default image
Agata Twardoch
Architektka i urbanistka, adiunktka na Wydziale Architektury Politechniki Śląskiej.