Gramatyka: Gdyby nie tacy pasjonaci jak my, ta muzyka dziś byłaby już martwa

Jesteśmy kimś na kształt archeologów, którzy szukają dawnych, marynarskich pieśni zapisanych gdzieś w nutach czy w publikacjach folkowych. Dajemy tej muzyce drugie życie – mówi Michał Gramatyka z zespołu Perły i Łotry w rozmowie z Olgą Kostrzewską-Cichoń. Dodaje, że szanty są dla niego odskoczniąformą odreagowania stresów i wszystkich negatywnych następstw, które niesie ze sobą polityka. Na co dzień jest bowiem posłem.

Olga Kostrzewska-Cichoń: 

„Soon may the Wellerman come 

To bring us sugar and tea and rum”. 

Słuchałam tej szanty przed naszym spotkaniem i muszę przyznać, że jest idealna na kolejny lockdown, który właśnie się rozpoczyna. Odizolowani, zamknięci czekamy na Wellermana, który przywiezie nam cukier, herbatę i rum… A tak na poważnie, szanty wracają z niesamowitą siłą.

Michał Gramatyka: To prawda i bardzo mnie to cieszy. Szanty to jest specyficzny rodzaj muzyki, to są pieśni, które były śpiewane w XIX i XX wieku na żaglowcach. Gdyby nie tacy pasjonaci jak my, ta muzyka dziś byłaby już martwa. Jesteśmy kimś na kształt archeologów, którzy szukają poszczególnych utworów zapisanych w nutach, w publikacjach folkowych. Perły i Łotry, w których śpiewam, specjalizują się między innymi w szantach bretońskich. Odtwarzamy stare pieśni marynarskie, aranżujemy na nowy sposób i śpiewamy po swojemu. 

Jak na martwą muzykę ta wasza radzi sobie całkiem nieźle mając milionowe odtworzenia na platformach serwisów streamingowych z muzyką.

Ale to jest właśnie w tym wszystkim najpiękniejsze! Dajemy tej muzyce drugie życie. Działa to trochę tak – ten lepszy, komu się uda znaleźć fajniejszy kawałek, napisać do niego fajniejszy tekst i nadać mu lepszy aranż.

Czego przykładem jest sukces waszego utworu “My Mother Told Me”, który ma milionowe odtworzenia, a nawet trafił do pierwszej dziesiątki listy Billboard w kategorii najlepiej sprzedających się tanecznych i elektronicznych utworów w USA. 

To faktycznie świetna historia. Dostałem maila od gościa, który przedstawił się jako L.B.ONE, który jest znanym we Francji producentem muzyki dance. Usłyszał jedną z naszych piosenek – właśnie „My Mother Told Me” z tradycyjnym śpiewem skandynawskim. Zachwycił się tą piosenką i zapytał, czy może ją wykorzystać i zmiksować. Znalazł ją w Internecie w naszym wykonaniu z krakowskiego festiwalu szant, byliśmy świeżo po tym, jak tę piosenkę zaczęliśmy śpiewać. On zrobił z niej wersję dance. Dziś, mniej więcej półtora roku po tamtych wydarzeniach, ta jego wersja ma ponad 7 milionów odtworzeń na Spotify, nasza oryginalna wersja również ma ponad 7 milionów odtworzeń. Doczekała się kilku różnych remiksów i przeróbek. Wziął ją na przykład na warsztat specjalista od muzyki frenchcore, Holender Dr. Peacock i zrobił z niej taką rąbaninę, że nie bardzo umiem tego słuchać, ale mimo wszystko cieszy, że te pieśni wracają i cieszą się taką popularnością.

Czyli moda na szanty wraca na skalę ogólnoświatową, a Perły i Łotry biorą w tym czynny i aktywny udział? 

Szanty stają się niezwykle modneWidzimy to nie tylko po tymco dzieje się wokół naszego „My Mother Told Me”. Nawet poważne czasopisma jak amerykański Time czy Los Angeles Times piszą w ostatnim czasie o fenomenie powracających szant. O tym, że jakaś zapomniana piosenka z Nowej Funlandii o statkach, które dostarczały produkty stacjom wielorybniczym jest dzisiaj ogromnym przebojem – o tym opowiada wspomniana przez ciebie piosenka “Wellerman”. Duży wpływ na ten sukces mają media społecznościowe, jak TikTok. Jest na przykład pewien listonosz ze Szkocji, Nathan Evans, który zaśpiewał „Wellermana” na TikToku właśnie. Miliony użytkowników polubiły tę piosenkę. Powstało kilka wersji, w tym nasza taneczna. Zresztą to kolejny utwór, który L.B.ONE nagrał z nami. Ale w Perłach i Łotrach nagraliśmy także wersję Wellermana tego oryginalnego, tradycyjną, spokojną i bardzo folkową, która będzie miała premierę 1 kwietnia. Hype na szanty trwa, co bardzo mnie cieszy. Na TikToku funkcjonuje hasztag #shantytok, który wykorzystano już ponad BILION razy!

Hype na szanty, TikTok – jesteś niesamowicie zorientowany w tym, co się dzieje w Internecie. Jak ci się to udaje? To nadążanie za nowinkami, za młodzieżowym slangiem?

Mam nastoletnich synów. Dbają o to, żebym nie był “dziadersem”. A poważnie mówiąc, wiele spraw dotyczących polityki rozgrywa się dziś w mediach społecznościowych. Nie ma Cię tam, to nie ma Cię w ogóle…

A jak zaczęła się Twoja przygoda z zespołem Perły i Łotry?

Również w Internecie, w 1998 roku. Pracowałem wtedy na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego i tam przeczytałem ogłoszenie, że zespół szantowy poszukuje wokalisty, który gra na gitarze basowej. Zgłosiłem się na casting, wygrałem i rozpocząłem swoją niezwykłą przygodę z szantami, której jednym z pierwszym etapów było nagrywanie płyty.

Szanty śpiewane były przez marynarzy, którzy niezwykle ciężko pracowali. W trudnych warunkach, często zagrażających ich życiu. Pieśni miały im pomóc, koordynować ich wysiłek. A czym ta muzyka jest dla ciebie? 

Na pewno jest wielką odskocznią, formą odreagowania nerwów, stresów, wszystkich tych negatywnych następstw, które niesie ze sobą polityka. Ja też bardzo lubię robić nowe rzeczy – rozpisywać harmonie, aranżować utwory. Lubię nadawać im takie brzmienie żeby to było atrakcyjne. Szanty to były proste piosenki, naszym zadaniem jest, by podać je formie atrakcyjnej dla słuchaczy, zdobyć szerokie grono odbiorców. I właśnie to się dzieje. Dostaję maile z całego świata, w których ktoś gratuluje nam dobrej roboty. Ostatnio prawie spadłem z krzesła, kiedy w programie The Folk Show with Mark Radcliffe w stacji BBC Radio 2  prowadzący zagrał naszą piosenkę i zachwycał się, jak jest dobrze zaśpiewana. Większy komplement trudno sobie wyobrazić.

W tym trudnym dla wielu roku, zamknięcia i izolacji Perły i Łotry płyną i wiatr wam sprzyja.

Dla nas to był świetny rok. Dzięki piosence „My Mother Told Me” pojawiło się dużo możliwości. Nagrywamy nową płytę, ja mogę pracować online, nie muszę być tak często w Warszawie. Czasu na nagrywanie też mam więcej, mogę więc produkować i tworzyć muzykę, co bardzo lubię. Płyta ukaże się latem, ale niektóre utwory już dziś są dostępne na naszych profilach w Spotify, YouTube czy Apple Music. 

Masz wykształcenie muzyczne?

Tak, skończyłem szkołę muzyczną pierwszego stopnia, grałem na akordeonie i na klarnecie. Ani na jednym ani na drugim dziś nie gram z litości dla wszystkich, którzy mieliby tego słuchać. W zespole śpiewam górne głosy, jak przystało na wokalistę dysponującego wysokim barytonem.

Perły i Łotry oraz inni muzycy nagrali utwór w domowych warunkach, których sporo w ostatnim roku pojawiło się w Internecie, ale wasz – FewDays 4Qnia, ma nieco inne przesłanie. 

To jest niestety bardzo smutna historia, ale też dowód, że w potrzebie można liczyć na przyjaciół. 6 lat temu podczas koncertu na Krakowskim Festiwalu Shanties jeden z nas, jeden z szantowych wokalistów znanego zespołu Ryczące Dwudziestki dostał bardzo ciężkiego wylewu podczas śpiewania piosenki. Uratowano go, ale dziś porozumiewa się ze światem tylko oczami i wymaga ciągłej rehabilitacji. Nazywa się Andrzej Grzela, był chirurgiem, kapitalnym muzykiem, świetnie śpiewał. Dziś jest w specjalnym ośrodku, wymaga ciągłej opieki i rehabilitacji. Nagraliśmy jedną z jego piosenek, by pomóc zebrać dodatkowe środki na tę rehabilitację. 

Czyli szanty to także wspólnota i solidarność, której dziś tak bardzo potrzebujemy?

Tak, dlatego tak ważne jest moim zdaniem wychowanie kolejnego pokolenia w kulturze mórz i oceanów. Wielu instruktorów poza samym żeglarstwem uczy młodych ludzi kultury z tym związanej. Żeglarstwo dziś ma zupełnie inny wymiar niż lata temu – bazuje często na najnowszych technologiach i doskonale skoordynowanej pracy załóg. A szanty to po prostu muzyka ludowa. W Polsce grupa wielbicieli szant jest dosyć spora. Wielu z nich to żeglarze, ale są i tacy, którzy szant słuchają, a na jachcie nigdy nie byli. Oby to trwało.  

Rozmawiamy nad Jeziorem Paprocańskim w Tychach. Miło spaceruje się nad brzegiem, ale jeszcze milej byłoby żeglować. 

Tak, dobrze wieje, to dobre warunki dla żeglarzy. Jeszcze kilka tygodni i Paprocany zaroją się od żagli. A ja tym razem nie podaruję i wakacje spędzę na Mazurach, również na żaglach. Ahoj dla wszystkich!

No to Ahoj! I ciągłego wiatru w żaglach.

Rozmawiała Olga Kostrzewska Cichoń.
Zdjęcia Artur Stańczyk.
Materiał powstał we współpracy z biurem poselskim Michała Gramatyki.

Default image
Olga Kostrzewska-Cichoń
Dziennikarka, aktywistka miejska zaangażowana w promowanie proekologicznych idei, właścicielka firmy doradzającej w relacjach z mediami. Prywatnie mama dwóch córek, w wolnych chwilach uciekająca z rodziną na szlaki w Tatrach.