Gabriel Tomczak o fedrowaniu pod Murckami: „Batalia z kopalnią jest jak pójście na wojnę”

Gabriel Tomczak, przewodniczący Rady Jednostki Pomocniczej nr 18 w katowickich Murckach, w audycji „Śląska Opinia o górnictwie” mówił o planach Polskiej Grupy Górniczej na fedrowanie pod dzielnicą Murcki i sprzeciwie mieszkańców, którzy obawiają się o swoje domy oraz szkody górnicze, jakie może wywołać planowana eksploatacja. 

Urząd Górniczy wydał zgodę Polskiej Grupie Górniczej na rozpoczęcie fedrowania w dzielnicy Murcki w Katowicach, mimo sprzeciwu mieszkańców. Kiedy dowiedzieli się państwo o tym, że taka decyzja zapadła?

Dowiedzieliśmy się 9 grudnia, bo wtedy odbyło się spotkanie z dyrekcją kopalni, na jej zaproszenie, podczas którego informacyjnie przekazano nam, że kopalnia stara się o nowy plan zagospodarowania złoża, które będzie eksploatowane w północno-zachodniej części Murcek, w  bliskim sąsiedztwie budynków. Na tym spotkaniu omawialiśmy zagrożenia, dyrekcja przedstawiła nam swój plan, pokazała, jakie to będą ściany i jaki skutek może mieć fedrowanie w nich. Ja byłem wtedy przerażony, tym bardziej, że we wcześniejszych latach, w tym samym rejonie, gdzie już praktycznie prowadzona jest eksploatacja, powstały szkody górnicze. To była eksploatacja prowadzona w latach 2007-2009, wówczas szkody w postaci odkształcenia się terenu, co spowodowało przechylenie budynków, były potężne. Część budynków została naprawiona, wyprostowana, pozostałe wciąż na to czekają, niektóre były wyburzane. Boimy się, że ta sytuacja się teraz powtórzy. 

Wcześniej nie organizowano spotkań z mieszkańcami w tej sprawie?

Absolutnie nie. Czytałem doniesienia prasowe, które przedstawiał rzecznik PGG, mówiące o tym, że są w stałym kontakcie z mieszkańcami i to jest kompletna nieprawda. Z radą jednostki pomocniczej nikt się nie kontaktował, nikt nie przedstawiał nam swoich planów i zamiarów, nie było konsultacji, choćby telefonicznej. Nic.  

Rzecznik Polskiej Grupy Górniczej informował, że kopalnia ma stały kontakt ze społecznością lokalną…

Mnie jako przewodniczącemu rady jednostki  nic na ten temat nie wiadomo, a uważam się za osobę dobrze poinformowaną na temat tego, co dzieje się w dzielnicy. Na bieżąco obserwuję również nasze kanały informacyjne. Temat poznaliśmy 9 grudnia, gdy już zatwierdzono plan wydobycia. Dowiedzieliśmy się też, że prezydent Katowic wydał negatywną opinię do tego planu i że były w niej zawarte wszelkie konkluzje, które również nas nurtowały, czyli obawa o budynki, własność prywatną, infrastrukturę drogową, kanalizacyjną, wodną. Prezydent potwierdził nasze obawy w swojej opinii, ale nie została ona wzięta pod uwagę przez dyrektora Okręgowego Urzędu Górniczego. Dziwimy się: wiadomo, że eksploatacja trwa już od dłuższego czasu. Do tej pory przyjęta była taka dobra norma, że informowano nas o wszystkim, były spotkania z mieszkańcami, oczywiście burzliwe, ale niezwykle potrzebne. Mieszkańcy wiedzieli, co się będzie działo, można było negocjować jakieś ustępstwa np. w postaci skrócenia ścian w eksploatacji. Tym razem nic takiego nie miało miejsca, nikt nas o niczym nie poinformował. Codziennie odbieram sygnały od mieszkańców, którzy boją się o swój dobytek, majątek. Zwłaszcza od osób, które już w poprzednich latach zostały dotknięte przez tę eksploatację. 

Prezydent Katowic, Marcin Krupa, zwrócił w swojej opinii uwagę między innymi na to, że „uruchomienie eksploatacji górniczej może spowodować zagrożenie dla obiektów budowlanych w dzielnicy Murcki, w tym budynków mieszkalnych”. Był pan zaskoczony, że mimo tego głosu wydano zgodę na fedrowanie?

Jestem zaskoczony podejściem dyrektora OUG, że mimo opinii prezydenta nikt nie usiadł do stołu, nie zapytał nas o zdanie, nie wytłumaczył. Trzeba też podkreślić, że Murcki są zabudową ścisłą, nie rozległą, więc budynki są blisko siebie. To dzielnica zabytkowa, wpisana do miejskiego rejestru zabytków, dużo tych budynków nie posiada zabezpieczenia w wysokiej trasie przeciwko szkodom górniczym. To są budynki ponad 100-letnie. W zeszłym tygodniu miałem możliwość oglądania zniszczeń wywołanych skutkami eksploatacji w budynku na ulicy Kołodzieja 42, gdzie mieści się dom kultury. Tam są potężne uszkodzenia. Oczywiście było to zgłaszane do kopalni, ale nie wszystkie szkody, które tam powstały, mają być przez nią uwzględnione. To jest zapora nie do przebicia. Najprawdopodobniej ta sprawa skończy się w sądzie i tam trzeba będzie dochodzić roszczeń. 

Jak w poprzednich latach wyglądało zmaganie się mieszkańców ze zniszczeniami spowodowanymi górniczą eksploatacją?

Tak się składa, że jestem jedną z osób, która była bardzo mocno poszkodowana w latach 2007-2009. To było odkształcenie całego domu, w którym mieszkamy w dwie rodziny. Odchylenie od pionu w takim stopniu, że dom trzeba było z jednej strony podnieść o 48 cm, by go wyprostować. To bardzo dużo. Nie da się w takim domu żyć: zawroty głowy, zniszczona infrastruktura – drzwi, okna, podłogi, popękane płytki, ściany. W większości przypadków, również w moim, schemat działania był podobny: zgłoszenie szkody do kopalni, przychodzi komisja, która patrzy i spisuje straty, ale żadne działania za tym nie idą. Oczywiście są propozycje ugody dotyczące naprawienia pęknięć czy nawet wymiany płytek, ale to trzeba cały dom prostować, a to są potężne koszty, ponad pół miliona złotych całej inwestycji. Wtedy zaczyna się batalia sądowa. Pierwszy raz, gdy byłem u prawnika, powiedział mi, że to wojna z kopalnią. Po tych 10 latach, w trakcie których w końcu wyegzekwowałem naprawę domu i proces się zakończył, gdyby usiąść i zobaczyć całą dokumentację procesową, to naprawdę można powiedzieć, że to była wojna.  

Urząd Górniczy zapewnia, że także i teraz, gdyby zniszczenia się pojawiły, mieszkańcy mogą żądać ich naprawy. W kontekście tego, o czym pan mówi, uspokaja pana taka informacja?

System naprawy szkód przez kopalnię jest totalnie nieprzemyślany. Na pewno nie działa on na korzyść poszkodowanych. Proponuję spotkanie w Murckach, z mieszkańcami, ja to chętnie zorganizuję. Zaprosimy tych, którzy złożyli swoje wnioski o naprawę szkód, niech oni sami opowiedzą o tym, jak to wyglądało w ich przypadku. Ludzie są zniesmaczeni całą sytuacją, czasem już machają ręką, wolą sami naprawiać, bo nie mają siły ani nerwów, by dociekać roszczeń. Kopalnia wnioski uwzględnia arbitralnie. Najczęściej kończy się tak, że trwa to długo, a ewentualne zadośćuczynienia lub naprawa nie jest w takim zakresie, w jakim oczekuje tego osoba poszkodowana. 

Planują państwo organizację spotkań z kopalnią w najbliższym czasie, jeśli będzie taka wola z drugiej strony?

Czekamy na spotkanie z panem prezydentem, chcielibyśmy omówić tę sprawę. Przede wszystkim chcemy się zapoznać z dokumentacją. My nie mamy do niej dojścia, możemy poprosić kopalnię o jej udostępnienie, ale nie wiemy, czy dostaniemy wszystko, z czym chcielibyśmy się zapoznać. Z mojej wiedzy wynika, że w biurze geologii i górnictwa urzędu miasta taka dokumentacja jest dostępna. Wystosowałem do pana prezydenta pismo o pilne spotkanie w tej sprawie. Zaniepokojenie społeczne jest bardzo duże, chcielibyśmy móc rzetelnie poinformować mieszkańców. Spotkanie z nimi odbędzie się prędzej czy później, zawiązała się też grupa osób, która będzie walczyć o to, żeby sytuacja sprzed lat się nie powtórzyła. Jeśli jest wola spotkania ze strony PGG czy kopalni, to chcemy rozmawiać, bo bez dialogu nic dobrego nie wyjdzie.

Rozmawiał: Bartosz Wojsa 

Pełną rozmowę z Gabrielem Tomczakiem w ramach „Śląskiej Opinii o górnictwie” w wersji audio znajdziecie Państwo pod tym linkiem oraz w serwisach podcastowych.

Serwis Śląska Opinia o górnictwie jest wspierany przez Przedstawicielstwo Komisji Europejskiej w Polsce.

Default image
Bartosz Wojsa
Dziennikarz, redaktor prowadzący śląskiego serwisu w „Super Expressie”.