Coś pękło i co dalej?

Czy zakaz aborcji sprawi, że aborcja zniknie? Nie, tak jak zakaz zgromadzeń z powodu pandemii nie ograniczył protestów. Zabiegi tak jak protesty będą po prostu poza kontrolą państwa i będą stwarzały zagrożenie. To jest banalnie proste.

Stojąc pod katowicką katedrą i kurią oprócz wulgarnych okrzyków, słychać było powtarzaną w rozmowach kwestię: „coś pękło”. I tak to jest najważniejsze w tym co się dzieje. Z jednej strony nagromadziły się grzechy instytucji kościoła katolickiego i hierarchów, głupie decyzje i wypowiedzi polityków PiS i Konfederacji, ale i innych ugrupowań, a z drugiej pandemia, zapowiedzi kryzysu gospodarczego, zamykanie kraju, wielki niepokój w naszych głowach. Wielka kumulacja.

Kiedy przez lata widzieliśmy obrazki mszy z flagami ONR, księży biorących udział w skrajnie prawicowych manifestacjach, obserwowaliśmy polityków mówiących z kościelnych ambon, zewsząd dochodziły głosy o agitacji księży w czasie ciszy wyborczych podczas kolejnych wyborów, wypłynęły informacje o tym jak instytucja kościoła nieradzi sobie z problem pedofilii to mówiono nam, że to pojedyncze przypadki, że to margines.

Wczoraj zobaczyliśmy jednak coś co argumenty o marginesie biorą w nawias. Katowicka archikatedra, otoczona protestującymi, którzy zbierają się tam już od kilku dni, między nimi a kościołem szpaler policji z tarczami, pałkami, gazem i bronią gładkolufową, a za nimi Młodzież Wszechpolska, stojąca w drzwiach kościoła, wynosząca z niego bannery: antyaborcyjny i równie duży z logo ich organizacji. Śmiejący się w twarz protestujących, władz miasta (które akurat w sprawie skrajnie prawicowych organizacji mają jasno określone negatywne zdanie), ale i tych wierzących, którzy poważnie traktują swoją wiarę (tj. nie jako narzędzie polityczne). Podobne obrazki można było zobaczyć w wielu polskich miastach.

Na ulice wyszli młodzi i ludzie w średnim wieku – to już nie są protesty starszego pokolenia, które spokojnie stało pod sądami. To jest pokolenie, które wychowało się z religią w szkole i ma do tej religii skrajnie zły stosunek. Chciałbym się dziwić, ale potem przypominam sobie swoje lekcje religii, które skupiały się na tym by wyuczyć się dokładnie słów obowiązujących wersji modlitw lub na słuchaniu słów katechetki o tym jacy to jesteśmy źli, bliscy szatana. Szczerze to najwięcej o wierze i Bogu nauczyłem się poza instytucją kościoła i to poza nim widziałem najwięcej pozytywnych świadectw wiary. Chociaż i w tych środowiskach coś pęka, jak chociażby w Joli Szymańskiej, blogerce i dziennikarce, która przez lata mówiła w sieci o wierze, a w weekend uczestniczyła w protestach i przepraszała na instagramie za to, że kiedyś mówiła tylko o tym miłym obrazie kościoła. Szymańska tematów wiary nie porusza już od kilkunastu miesięcy, zajmując się teraz głównie literaturą i psychoterapią.

Do tego dorzućmy polityków, którzy przez lata powtarzali, że może się z „kompromisem aborcyjnym” nie zgadzają, ale nie chcą otwierać tej dyskusji. Mówił tak Lech Kaczyński w czasach spokojnych, a w czasach niepewnych, w czasach pandemii, współpracownicy jego brata Jarosława, robią coś przeciwnego. Rozpoczynają wojnę światopoglądową, obudowaną kilkumiesięcznym maratonem obrażania różnych środowisk: LGBT, górników, rolników, lekarzy, nauczycieli, samorządowców i wielu innych.

Coś pękło.

Efektem będzie aborcja konkordatu i laicyzacja państwa. Nie ma już powrotu do stanu sprzed tygodnia, miesiąca czy roku. Pytanie tylko: jak to się dokona? Bo wolałbym dochowania tradycji przemian bez przelewu krwi.

Default image
Sebastian Pypłacz
Redaktor naczelny Śląskiej Opinii. Wiceprezes stowarzyszenia BoMiasto. Członek zarządu Związku Górnośląskiego.