Przepraszam, czasem telefonu nie odbieram

Jednym z najlepszych i najgorszych wynalazków ludzkości jest telefon, problem jest taki, że nie nauczyliśmy się ich używać.

Osobiście telefonów nienawidzę, bo wiem że kiedy dzwonię to przerywam czyjąś pracę, odpoczynek czy jakiekolwiek inne zajęcie. Czuję się jakbym wchodził z butami do czyjegoś salonu i krzyczał: porozmawiaj ze mną.

A prace są różne: są tacy co godzinami przesiadują na spotkaniach i nie mają jak odebrać, są tacy co potrzebują ciszy i skupienia, są tacy co mają zajęte ręce i nie mają jak odebrać. Dzwoniący się denerwuje i potencjalnie odbierający się denerwuje.

Wiecie, kiedy ktoś zadzwoni to trzeba wymienić grzecznościowe formułki, wsłuchiwać się w często zdeformowane i zagłuszane głosy rozmówców, słuchać i przekazywać jakieś komunikaty, równocześnie walcząc z jakimś ciężarem. Niezależnie czy fizycznym, stojąc akurat pod drzwiami mieszkania będąc obładowanym zakupami, czy psychicznym, bo robiliśmy akurat jakieś ważne zadania albo wręcz odwrotnie próbowaliśmy odpocząć.

Najgorsze są telefony o dziwnych porach, w późny wieczór to pewnie jeszcze ktoś z jakąś sprawą przegapioną w ciagu dnia, ale w nocy lub nad ranem? Coś musiało się stać! Pewnie złego, bo ktoś umarł, miał wypadek lub wydarzyło się cokolwiek podobnego i nagłego. Podnosisz a tam okazuję, że po prostu ktoś bez poczucia obciachu i bez zegarka w domu.

Z drugiej strony kiedy dzwonię do kogoś, bo trzeba, bo prosił, zastanawiam się w czym mu przerwałem, czy może szedł ulicą i dlatego do słuchawki wieje wiatr, jedzie w autobusie i odgłosy silnika zagłuszają naszą rozmowę, ma jakiś nieswój głos – może coś się stało, ale poczuł się w obowiązku odebrać telefon? Jak w tych kampaniach społecznych, nigdy nie wiesz kto jest po drugiej stronie i jakie ma właśnie problemy. Cholernie to dziwne, bo go nie widzisz i nie możesz tego wyczytać z twarzy.

Kiedyś telefon stał w biurze i w domu, dziś mamy go przy sobie, czy wręcz musimy mieć go przy sobie, non stop. Telefon dzwoni, przymus społeczny mówi – musisz odebrać. Jak nie odbierzesz, to ktoś może coś sobie pomyśleć. Cham, prostak albo, że coś ci się stało. W najlepszym przypadku wyśle smsa, maila, ale w najgorszym będzie próbował się dobijać, aż po prostu się sam zdenerwuje. Niepotrzebnie.

Czy nie prościej wysłać SMSa, maila, wiadomość w jakimkolwiek komunikatorze, którą przeczyta się w pierwszej wolnej chwili? Na spokojnie i z obopólnym szacunkiem? A jeżeli już trzeba o czymś konkretnym pogadać to umówmy się na szybko rozmowę w cztery oczy, no albo już na ta rozmowę telefoniczną, ale tak byśmy oboje się do niej mogli psychicznie przygotować.

Są jeszcze telefoniczne spamy: zapytania ofertowe, zaproszenia na pokazy, ankiety i inne bzdury. Nie może pan teraz rozmawiać, ojej, to może zadzwonię póżniej? A czasem nawet jeżeli odpowiesz zdecydowanie, że nie, że dziękujesz to zapomną cię odhaczyć w systemie i za kilka godzin zadzwoni ich kolega z firmy, powtarzając te same formułki.

W czasach kiedy doba wydaje się za krótka na przeczytanie, obejrzenie i zrobienie wszystkiego co się chce, telefon jest złodziejem cennych minut oraz dodatkowym źródłem stresu dla obu stron. Przecież da się komunikować wygodniej.

Przepraszam, ale często nie odbieram.

Default image
Sebastian Pypłacz
Redaktor naczelny Śląskiej Opinii. Wiceprezes stowarzyszenia BoMiasto. Członek zarządu Związku Górnośląskiego.