
Wyspa, która pozwała świat
Na mapie świata Vanuatu to ledwie pyłek: archipelag 80 wysp na Pacyfiku, zamieszkały przez 300 000 ludzi, którzy odpowiadają za mniej niż jedną tysięczną procenta globalnych emisji dwutlenku węgla. To kraj bez wojska, bez stałego miejsca w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, który nie zasiadał nigdy w żadnej z wielkich sal, gdzie podejmowano decyzje o przyszłości klimatu. Mimo to 20 maja 2026 roku właśnie za sprawą Vanuatu w Nowym Jorku odbędzie się głosowanie, które może zmienić fundamenty porządku prawnego całej planety.
Pomysł wyszedł od grupy studentów prawa z Wysp Pacyfiku, którzy postanowili zapytać Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości o rzecz z pozoru oczywistą: czy państwa mają prawny obowiązek ochrony klimatu? Nie moralny. Nie polityczny. Prawny, czyli taki, który można egzekwować. Studenci przekonali rząd Vanuatu, rząd przekonał Zgromadzenie Ogólne ONZ, a w marcu 2023 roku 132 państwa bez sprzeciwu skierowały to pytanie do najwyższego sądu na świecie.
W lipcu 2025 roku MTS odpowiedział jednomyślnie: tak, państwa mają wiążące zobowiązania w zakresie ochrony klimatu wynikające z prawa międzynarodowego. Zatwierdzanie nowych projektów wydobycia paliw kopalnych, finansowanie sektora ze środków publicznych, brak regulacji prywatnych emitentów — to wszystko może stanowić naruszenie prawa międzynarodowego. Kraje historycznie odpowiedzialne za największe emisje ponoszą też największą odpowiedzialność. Ofiary kryzysu mogą dochodzić reparacji. 20 maja Zgromadzenie Ogólne ONZ zagłosuje nad rezolucją, która ma tę opinię przełożyć na konkretne działania i uruchomić mechanizm odpowiedzialności. Prawny, nie tylko moralny.
Opinie MTS kształtują orzecznictwo sądów krajowych i trybunałów arbitrażowych na całym świecie. Już teraz sędziowie w Holandii, Niemczech, Australii i Nowej Zelandii cytują prawo klimatyczne w uzasadnieniach wyroków. Rezolucja wzmacnia te podstawy. Oznacza, że rządy i korporacje stają się narażone na pozwy, których do tej pory nie dało się wygrać, bo nie było prawnego gruntu pod nogami. Teraz grunt jest. Prawnicy klimatyczni nazywają to wprost: koniec ery dobrowolności. Nie przypadkiem Stany Zjednoczone lobbowały za wycofaniem rezolucji w całości, a największy opór stawiały kraje będące największymi historycznymi emitentami.
I tu przechodzimy do kwestii, która powinna nas jako Polaków szczególnie interesować. Polska jest jednym z największych emitentów w Unii Europejskiej — historycznie i per capita — i przez dekady broniła węgla jako suwerennego prawa gospodarczego. Jednocześnie jesteśmy sygnatariuszem Porozumienia Paryskiego i stroną wszystkich traktatów, o których mówi opinia MTS.
Nie jesteśmy Vanuatu. Ale nie jesteśmy też po tej samej stronie co Vanuatu. Jeśli mechanizm reparacji klimatycznych kiedykolwiek stanie się operacyjny — a ten tydzień jest pierwszym krokiem w tym kierunku — Polska znajdzie się na liście dłużników, nie wierzycieli.









