Ponad 10 tysięcy firm na świecie już dziś podporządkowuje się klimatycznym regułom, niezależnie od tego, co o tym myślą wyznawcy „wolnego rynku bez ograniczeń”. W ciągu jednego roku liczba przedsiębiorstw z celami opartymi na nauce rośnie o 40 proc., czyli rynek sam narzuca tempo, którego nie zatrzyma żadna ideologiczna dyskusja. To moment, w którym klimat przestaje być dodatkiem do strategii, a zaczyna brutalnie weryfikować, kto naprawdę rozumie gospodarkę, a kto tylko o niej opowiada.
Analizując dane pochodzące z raportu Trend Tracker 2025 opracowanego przez Science Based Targets initiative dostrzegam zmianę logiki działania firm. W ciągu roku wzrost o 40 proc. oznacza, że dekarbonizacja przestaje być dodatkiem do strategii, a staje się jej rdzeniem. To nie jest moda, tylko reakcja na realne ryzyka i koszty.
Jednocześnie jeszcze szybciej rośnie liczba firm deklarujących cele neutralności klimatycznej, która zwiększa się o 61 proc. w analizowanym okresie. Wzrost ten wskazuje na przesunięcie w kierunku długoterminowego planowania redukcji emisji oraz integracji strategii klimatycznych z główną działalnością przedsiębiorstw. Największą dynamikę wzrostu notują sektory ochrony zdrowia, technologii informacyjnych oraz materiałów.
Najbardziej widoczną zmianą geograficzną jest rosnąca rola Azji, która staje się głównym ośrodkiem rozwoju celów klimatycznych przedsiębiorstw. W regionie liczba firm przyjmujących naukowo uzasadnione cele rośnie o 53 proc., co odpowiada skali wzrostu obserwowanej w Europie. W 2025 roku w Azji przybywa 1 216 firm z zatwierdzonymi celami, podczas gdy w Europie 1 209, co wskazuje na wyrównywanie się znaczenia obu regionów.
Wzrost w Azji napędzają zarówno duże gospodarki, takie jak Chiny, Japonia i Indie, jak i rynki rozwijające się, w tym Indonezja, Pakistan, Singapur i Tajlandia. Dane pokazują, że wyznaczanie celów klimatycznych rozszerza się poza tradycyjne centra gospodarcze i obejmuje coraz szerszy zakres regionów, co świadczy o globalnym upowszechnieniu strategii klimatycznych w biznesie.
Widzę w tym brutalnie prostą prawdę: klimat przestaje być kosztem, a staje się biletem wstępu do rynku. Firmy nie inwestują w redukcję emisji z przekonań, tylko dlatego, że bez tego wypadają z łańcuchów dostaw i tracą dostęp do kapitału. To nie lewacka ideologia, tylko rachunek ekonomiczny, który wielu w Polsce wciąż próbuje zagłuszyć.
Dlatego opowieści o „wolnym rynku bez regulacji” brzmią dziś jak nostalgia za światem, który właśnie znika. Globalny biznes przyspiesza transformację klimatyczną oparta na nauce, a w Polsce są w dalszym ciągu populistyczne i rosnące w siłę partie polityczne dyskutujące, czy w ogóle warto. Problem w tym, że rynek już zdecydował. I nie zamierza czekać, aż ideologiczne spory w Polsce dobiegną końca.








