256 ataków, mróz i ciemność. Ukraina pokazuje, jak naprawdę wygląda bezpieczeństwo energetyczne

256 uderzeń w infrastrukturę energetyczną w kilka miesięcy i 44 kolejne ataki w zaledwie jeden tydzień — to nie statystyka z raportu wojskowego, lecz bilans funkcjonowania systemu elektroenergetycznego Ukrainy w środku zimy. Gdy do tego dochodzą mrozy sięgające –20°C, energia elektryczna przestaje być towarem, a staje się warunkiem przetrwania miast i milionów ludzi. 

Kiedy 14 stycznia 2026 roku Wołodymyr Zełenski ogłosił stan nadzwyczajny w energetyce, nie była to decyzja „na wyrost”. W tydzień Rosja przeprowadziła 44 ataki rakietowe i dronowe na elektrownie, elektrociepłownie i sieci przesyłowe, a od początku sezonu grzewczego takich uderzeń było już 256. Wszystko to zbiegło się z mrozem sięgającym –20°C, który w praktyce obnażył słabości systemu: braki mocy, przeciążone sieci i konieczność twardych wyłączeń prądu. W Kijowie temperatura w mieszkaniach spadła do około 16°C, a miasto – jak przyznaje mer Witalij Kliczko– znalazło się w najtrudniejszej sytuacji od lutego 2022 roku.

Reklama

Państwo ukraińskie reaguje w trybie kryzysowym: centralizacja decyzji, sztab kryzysowy w Kijowie i całodobowa praca ekip naprawczych. Rząd stawia dziś na szybkie zwiększenie importu energii elektrycznej z Europy, bo to jedyny sposób, by choć częściowo zasypać lukę w bilansie mocy. Jednocześnie prąd kierowany jest priorytetowo do szpitali, infrastruktury komunalnej i obiektów strategicznych, kosztem odbiorców indywidualnych. To brutalna, ale konieczna logika wojny energetycznej, w której każda megawatogodzina ma znaczenie, a sprawność zarządzania popytem i podażą decyduje o bezpieczeństwie ludzi.

Ten kryzys ma też bardzo ludzki wymiar. Kijów, Charków czy Czarnomorsk to nie abstrakcyjne punkty na mapie. To miasta, gdzie brakuje ciepła, wody i światła, a całe obiekty energetyczne są zrównane z ziemią. Dlatego władze rozszerzają sieć Punktów Niezłomności i luzują zasady godziny policyjnej, by ludzie mogli po prostu się ogrzać. Pomaga też Zachód: Wielka Brytania dorzuca 20 mln funtów na pilną odbudowę, NATO koordynuje dostawy generatorów i transformatorów. 

Doświadczenie Ukrainy nie jest jedynie opowieścią o wojnie i kryzysie, ale studium przypadku, które w czasie rzeczywistym pokazuje granice obecnego modelu energetyki. Gdy scentralizowany system traci kolejne elementy, skutki natychmiast odczuwają mieszkańcy miast i całe regiony, a państwo musi zarządzać deficytem zamiast stabilnością. To moment, w którym bezpieczeństwo energetyczne przestaje być pojęciem z dokumentów strategicznych, a staje się sprawą codziennego funkcjonowania ludzi. I właśnie w tym miejscu ukraińskie doświadczenie zaczyna być bezpośrednio istotne dla Polski.

Wniosek z Ukrainy jest prosty i nie ma w nim ideologii: energetyka musi działać także wtedy, gdy dzieje się źle. Dla Polski oznacza to odejście od myślenia „na papierze” i skupienie się na realnej odporności systemu: rozproszonych źródłach, magazynach energii, elastycznych sieciach i jasnych zasadach, które odblokowują inwestycje, a nie je mrożą. To nie jest wybór między zieloną transformacją a bezpieczeństwem, tylko warunek, by jedno bez drugiego w ogóle miało sens. 

Reklama
Patryk Białas
Patryk Białas

Radny Miasta Katowice. Społeczny koordynator polskich liderów The Climate Reality Project. Ekspert stowarzyszenia BoMiasto.

Newsletter Śląska Opinia

Zapisz się na nasz newsletter i zacznij dzień od najważniejszych informacji — bez krzyku i bez chaosu. Od poniedziałku do soboty o 7:00 rano w Twojej skrzynce czekać będzie poranne podsumowanie kluczowych wydarzeń ze świata, Polski i regionu.