Informacje jak bagnety  

Dziś już wiemy, że informacja staje się niszczącą bronią tak, jak bagnet, kula czy pocisk.

Trwa krwawa wojna w Ukrainie. To katastrofa dla całego świata. Cały czas giną ludzie i już wiemy, że jeszcze długa droga do podpisania czegoś, co moglibyśmy nazwać traktatem pokojowym. Od początku inwazji cała propaganda putinowska głosi, że Rosja świetnie sobie poradzi i że sankcje nałożone na Moskwę przez Zachód nawet jej pomagają. Putin wyćwiczony przez formacje w KGB wierzy, że wszystko, co jest złego w Rosji, jest inspirowane przez Zachód. Jego aparat represji już teraz wyłącza internet. Nie ma co się dziwić skoro czerpie on garściami z doświadczenia zimnej wojny. 

Te doświadczenia, to tworzenie redakcji w różnych krajach, które w odpowiedniej chwili będą rozprowadzać informacje, jakie spowodują u przeciwnika problemy wewnętrzne czy spadek wiarygodności na arenie międzynarodowej. Takie działania są robione po to, by wróg musiał się zajmować naprawianiem wyrządzonych szkód, a nie walką ze źródłem ataku. Przykładem takiego fake newsa było opublikowane przez mało znaną w San Francisco redakcję, fałszywego, rasistowskiego memorandum dotyczącego polityki wobec Afryki. Odpowiedzią na ten ruch było wystąpienie rzecznika prezydenta Jimmy Cartera na konferencji prasowej, która obnażała te kłamstwa. To wydarzenie ocenia się jako początek wojny informacyjnej, która trwa do dzisiaj. 

Putin działa w sferze dezinformacji tak, jak jego mentor Jurij Andropow, który „produkował” przez swoich agentów fake newsy, mające podkopać pozycję USA na arenie międzynarodowej, a także prowadzić do konfrontacji różnych grup społecznych w samej Ameryce. To Andropow był odpowiedzialny za takie ataki, jak przedstawienie fałszywego memorandum, które miało zawierać obraźliwą i rasistowską politykę Białego Domu wobec krajów afrykańskich. Takie same działania widać teraz w informacjach o broni biologicznej tworzonej jakoby przez Pentagon na Ukrainie – jest to jeden z pretekstów do okupowania Ukrainy, który przedstawia Putin. W 2014 był to filmik z ukrzyżowanym chłopcem na Ukrainie, który był dezinformacją zrobioną na polecenie Kremla, aby zniszczyć wizerunek Ukrainy i uzasadnić atak na nią. Filmik ten został odtworzony na głównym kanale w rosyjskiej telewizji. Puszczenie go pozwoliło na zajęcie Krymu oraz Ługańska i Donbasu przez tak zwane rosyjskie „zielone ludziki”.

 W swoim mniemaniu Putin próbuje naprawić błędy poprzednika Jelcyna, który nie potrafił powstrzymać NATO przed rozprzestrzenianiem się na Wschód. Wszystkie działania NATO można według niego uznać za atak na Rosję. Bombardowania na terenie dawnej Jugosławii to atak na jego sojusznika, który był zbrodniarzem wojennym, ale to był – jak wiemy – „ich” zbrodniarz wojenny. Prezydent Rosji wziął sobie do serca słowa Władmira Slipczenki: „Informacja stała się niszczącą bronią, tak jak bagnet, kula czy pocisk”. Taką bronią informacyjną jest teraz Russia Today, która w niektórych częściach świata jest jedną z najczęściej wybieranych stacji, gdzie USA uważa się za tyranów.

Kolejnym przykładem dezinformacji jest wywiad jaki ukazał się podczas wojny z Gruzją w 2008 roku, gdzie dwie kobiety, które udają uchodźców mówią o atakach na ludność cywilną. Te działania, które wydawały się prawdziwe spowodowały brak reakcji Zachodu na ten bezprawny atak Rosji na niepodległe państwo. Jedyną przyczyną ataku była chęć przystąpienia Gruzji do NATO. Choć udało się obalić te nieprawdziwe historie, to sytuacja pokazała jak do perfekcji Rosjanie opanowali walkę dezinformacją. I używają jej jako broń. 

Choć Unia Europejska zamknęła wszystkie kanały rosyjskiej propagandy, to nadal trolle internetowe wysyłają nieprawdziwe informacje o uchodźcach lub o tak zwanej „operacji specjalnej”, czy ludobójstwie do którego dochodzi na Ukrainie. W Polsce widać to było na kontach, które negowały pandemię oraz zniechęcały ludzi do szczepienia się, a teraz zamieniły tematykę na antyuchodźczą. To są jawne przykłady, ale ile może być tych „miękkich kont”, które nienachalnie tworzą rosyjską propagandę.

Choć media informacyjne nie są jedynym ostrzem wojny informacyjnej, to pomagają innemu ostrzu atakować nieświadomą ofiarę. Tym ostrzem są różnego typu marginalne partie polityczne, które swoimi postulatami wpisują się w politykę Kremla. Takimi przykładami są niemiecka AfD czy była już kandydatka na prezydenta USA z marginalnej partii Zielonych na urząd prezydenta USA Jill Stein. Stein była promowana przez Russia Today. Powtarzała rosyjską propagandę. Jej kampania była obliczona na zabranie głosów Hillary Clinton i to się udało.

Kolejna sprawa: ataki hakerskie, które są znakiem naszych czasów. Pierwszy bardziej znaczący atak był w Estonii, która jest w bardzo dużym stopniu skomputeryzowana. Nie działały żadne usługi publiczne a wszystko to było karą za usunięcie pomnika Brązowego Żołnierza. Podobne ataki były przed inwazją na Ukrainę, gdzie dochodziło do ataków na strony resortów siłowych. Te ataki miały sugerować, że zrobili to Polacy, by podgrzać kontrowersje wokół rzezi wołyńskiej.

To wszystko pokazuje, jak bezsilny bywa Zachód w walce z dezinformacją rosyjską. Nasi przywódcy powinni zrozumieć, że Rosji nie da się ucywilizować kontaktami handlowymi. Gospodarka dla Moskwy, podobnie jak dezinformacja, to inny rodzaj broni, który ma służyć tylko jednej sprawie: wzmacnianiu imperialistycznych zapędów Rosji.

Źródła

Maciej Makowski
Maciej Makowski

Katowicki licealista, działa w stowarzyszeniu Młodzi Demokraci.