Smród będzie miał teraz ochronę prawną? Rząd proponuje przepisy, które osłabią prawa mieszkańców wsi

Ministerstwo Rolnictwa skierowało do konsultacji projekt ustawy, który branżowe organizacje pozarządowe natychmiast ochrzciły mianem „Lex Smród”. Konsultacje trwają do 30 kwietnia 2026 roku. Jeśli przepisy wejdą w życie, dochodzenie praw przed sądem przez mieszkańców terenów wiejskich narażonych na uciążliwości ze strony ferm przemysłowych stanie się znacznie trudniejsze.

Projekt resortu kierowanego przez ministra Stefana Krajewskiego nosi oficjalną nazwę ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu ochrony rolniczych funkcji produkcyjnych wsi. Zakłada, że działalność rolnicza z definicji nie będzie uznawana za nadmiernie uciążliwą, o ile spełnia ogólne kryteria prawidłowej gospodarki rolnej. W praktyce oznacza to odwrócenie ciężaru dowodu: to nie hodowca będzie musiał wykazać, że jego działalność mieści się w granicach dopuszczalnych immisji, lecz sąsiad – że te granice zostały przekroczone.

Reklama

Każdy, kto kupi nieruchomość poza granicami miasta, będzie musiał podpisać u notariusza oświadczenie o akceptacji uciążliwości rolniczych. To rozwiązanie może zamknąć drogę do późniejszych roszczeń, nawet jeśli uciążliwości w momencie zakupu nie istniały – bo ferma powstała po latach sąsiedztwa.

Czym jest smród z fermy i jak daleko sięga

Zanim ocenimy przepisy, warto wiedzieć, czym jest problem, który mają „rozwiązać”.

Za zapach z fermy odpowiada kombinacja ponad 200 związków chemicznych o właściwościach zapachowych – głównie amoniak, siarkowodór i merkaptany. Nie chodzi więc o jedną substancję, którą można łatwo zmierzyć i objąć normą – mowa o złożonej mieszaninie, której łączne oddziaływanie bada się specjalistyczną metodą olfaktometrii dynamicznej.

Wielkie fermy przemysłowe są źródłem odorów docierających na znaczne odległości. Opisywano zjawiska silnego fetoru nawet na wysokości jednego i dwóch kilometrów nad takimi obiektami. Zasięg wyczuwalnego zapachu zależy od wielkości fermy, warunków atmosferycznych i ukształtowania terenu. Dla porównania: projekt polskiej ustawy odorowej z 2021 roku określał minimalną odległość fermy od zabudowy mieszkalnej na co najmniej 500 metrów. Ta ustawa nigdy nie weszła w życie — pod naciskiem branży hodowlanej prace nad nią zostały wstrzymane. Teraz, zamiast tamtego projektu, mamy propozycję idącą w przeciwnym kierunku.

Reklama

Co mówią badania o skutkach zdrowotnych

Uciążliwość zapachowa to nie tylko dyskomfort estetyczny. Długotrwałe narażenie na odory może wywoływać depresję, znużenie, problemy oddechowe, bóle głowy, nudności, podrażnienie oczu i gardła.

Twarde dane epidemiologiczne pochodzą z badań przeprowadzonych w Karolinie Północnej – stanie USA o dużej koncentracji przemysłowych ferm trzody chlewnej. Badania objęły mieszkańców żyjących w sąsiedztwie chlewni i porównały ich zdrowie z populacją z innych obszarów stanu. Obszar o największej koncentracji ferm zajmuje pierwsze miejsce w USA pod względem umieralności z powodu niedokrwistości i chorób nerek, drugie z powodu sepsy, trzecie z powodu gruźlicy. Autorzy wyraźnie zaznaczyli, że wyższa śmiertelność nie wynika z czynników demograficznych ani ekonomicznych — społeczności o podobnym profilu, żyjące z dala od ferm przemysłowych, mają znacznie lepsze wyniki zdrowotne.

To badania z innego kraju i innego systemu prawnego. Ale mechanizmy biologiczne – działanie amoniaku, pyłu organicznego i siarkowodoru na płuca i nerki – są takie same niezależnie od szerokości geograficznej.

Skala problemu w Polsce

Spośród 3348 skarg na zanieczyszczenie powietrza złożonych do Inspekcji Ochrony Środowiska w 2018 roku, ponad 79% dotyczyło uciążliwości zapachowej. Fermy trzody chlewnej wskazywane są przez 42% Polaków jako jeden z trzech największych problemów zapachowych w sąsiedztwie miejsca zamieszkania.

Polskie sądy cywilne rozpatrywały już sprawy, w których hodowcy przegrywali z sąsiadami. Sąd Okręgowy w Łodzi uznał, że choć działalność rolnika była legalna i zgodna z miejscowym planem zagospodarowania, to jej intensywność przekroczyła dopuszczalną miarę uciążliwości dla sąsiadów. Zobowiązał go do wysadzenia bariery roślinnej oraz szczelnego przechowywania gnojowicy i gnojówki. Sprawa rolnika z okolic Łodzi, który w 2024 roku zapłacił sąsiadom 100 tysięcy złotych odszkodowania, a następnie przegrał skargę kasacyjną przed Sądem Najwyższym, stała się bezpośrednim pretekstem do prac legislacyjnych ministra Krajewskiego. W tym sensie „Lex Smród” jest odpowiedzią na konkretne orzecznictwo – tyle że zamiast uzupełniać prawo o brakujące normy zapachowe, projekt likwiduje narzędzia, które sądy do tej pory stosowały.

Śląsk zna ten problem – choć z innej strony

Śląsk kojarzy się z innym rodzajem przemysłowych uciążliwości – koksowniami, hutami, składowiskami po górnictwie. Ale problem odoru przy zakładach przetwarzania odpadów jest tu równie realny i, jak pokazuje sprawa Milowickiej, równie trudny do skutecznego rozwiązania.

Od lat mieszkańcy Katowic, Czeladzi, Siemianowic Śląskich i Sosnowca skarżą się na smród z rejonu ulicy Milowickiej, gdzie działa między innymi instalacja zakładu MPGK – miejskiej spółki zajmującej się biologiczną stabilizacją odpadów komunalnych, a w okolicy znajdują się także nielegalne składowiska odpadów. W 2018 roku cztery miasta podpisały nawet porozumienie intencyjne w sprawie rozwiązania problemu uciążliwości odorowych w tym obszarze. W 2022 roku zakończyła się inwestycja hermetyzacji procesu biologicznej stabilizacji — zakład miał po tym pachnieć mniej. W sierpniu 2024 roku mieszkańcy znowu protestowali.

Co wówczas odpowiedziała miejska spółka przez swoją agencję komunikacyjną? Że mieszkańcy dokonują złych zgłoszeń – bo wskazują tylko jeden zakład, a powinni wskazywać kilka okolicznych podmiotów jednocześnie. Urząd Miasta potwierdził, że sam dokonał w tej sprawie jednej interwencji. A WIOŚ, który ma kompetencje do kontroli, działa na zgłoszenie — i to zgłoszenie musi być właściwie skonstruowane, bo inaczej kontrola uderza w pustkę.

To modelowy przykład tego, jak działa system bez ustawy odorowej: każda ze stron jest formalnie czysta, odpowiedzialność rozmywa się między zakładami w kilku miastach, a mieszkańcy zostają z problemem i instrukcją, jak lepiej zgłaszać smród, którego oddychają każdego lata.

Co mówi rząd, co mówią krytycy

Ministerstwo Rolnictwa uzasadnia projekt potrzebą ochrony produkcji żywności i ograniczenia sporów na wsi. Minister Krajewski podkreśla, że od dawna obserwowana jest wzrastająca presja na ograniczenie hałasu i zapachów z produkcji rolniczej, a jego zdaniem podstawową funkcją wsi jest funkcja produkcyjna.

Osobliwości sytuacji dodaje fakt, że własny projekt ustawy o ochronie funkcji produkcyjnej wsi ogłosił również prezydent Karol Nawrocki. Jego propozycja zakłada m.in. zasadę proporcjonalności — ograniczenie działalności rolniczej byłoby możliwe wyłącznie w ostateczności, gdy dochodzi do realnego zagrożenia dla zdrowia lub środowiska — oraz obowiązkową mediację przed skierowaniem sprawy do sądu. Wicepremier Kosiniak-Kamysz skomentował inicjatywę krótko: prezydent jest „spóźniony”, bo podobne rozwiązania są już w trakcie konsultacji. Merytoryczna różnica między oboma projektami jest jednak minimalna — oba zmierzają w tym samym kierunku.

Krytyczną odpowiedź sformułowały Green REV Institute i Federacja Bezpieczna Żywność. Wskazują, że projekt nie chroni rolników – chroni inwestorów i przemysł hodowlany: podmioty, które eksploatują zarówno zwierzęta, jak i okolicznych mieszkańców, a zyski kierują poza region.

Polskie prawo do dziś nie ma ustawy regulującej uciążliwość zapachową – to jedna z największych luk w krajowym systemie ochrony środowiska. Zamiast tę lukę wypełniać, projekt „Lex Smród” utrwala ją i otacza prawną ochroną tych, którzy na niej korzystają.

Jeśli przepisy wejdą w życie w obecnym kształcie, sąsiada nowej fermy nie będzie chronić ani prawo środowiskowe (brak ustawy odorowej), ani prawo cywilne (nowe przepisy blokują immisje), ani akt notarialny (oświadczenie o akceptacji uciążliwości).

Konsultacje społeczne trwają do 30 kwietnia 2026 roku. Uwagi można składać przez stronę Rządowego Centrum Legislacji.

Sebastian Pypłacz
Sebastian Pypłacz

Redaktor naczelny Śląskiej Opinii. Członek zarządu Związku Górnośląskiego.

Newsletter Śląska Opinia

Zapisz się na nasz newsletter i zacznij dzień od najważniejszych informacji — bez krzyku i bez chaosu. Od poniedziałku do soboty o 7:00 rano w Twojej skrzynce czekać będzie poranne podsumowanie kluczowych wydarzeń ze świata, Polski i regionu.