Polski rynek energii to skrzywdzony jednorożec liberalizmu, który tylko czeka?

Jeśli wierzyć Konfederacji, polski rynek energii to skrzywdzony jednorożec liberalizmu, który tylko czeka, by zdjąć mu łańcuchy podatków i regulacji. Problem w tym, że kiedy fakty zderzają się z tą bajką, robi się mniej jak w Dolinie Krzemowej, a bardziej jak w średniowiecznym folwarku. 

Ministerstwo Energii planuje przywrócenie obliga giełdowego, czyli obowiązku hurtowej sprzedaży energii elektrycznej na Towarowej Giełdzie Energii, nie dlatego, że „lubi regulować”, tylko dlatego, że po jego zniesieniu w 2023 roku rynek energii błyskawicznie wrócił do swoich najgorszych instynktów. Według URE ponad 70% sprzedaży i zakupów energii odbywało się w 2023 r. w ramach tych samych grup kapitałowych. Energia krążyła jak moneta między kieszeniami tej samej marynarki, podczas gdy reszta rynku mogła co najwyżej popatrzeć przez szybę.

Reklama

Brak transparentności i faktyczne zamknięcie rynku doprowadziły do spadku konkurencji i potężnej asymetrii informacyjnej. Dlatego rząd sięga po instrument z 2018 r. Nie dlatego, że marzy o planowej gospodarce, lecz dlatego, że rynek udowodnił, iż bez nadzoru wcale nie staje się „wolny”, lecz „zamknięty”. Wtedy obligo miało przeciąć spiralę nieuzasadnionych wzrostów cen wynikających z obrotu w ramach układów. Owszem, faktyczne wykonanie oscylowało wokół 45%, ale właśnie dlatego dziś, gdy rynek ponownie skręcił w stronę folwarcznych praktyk, narzędzie wraca.

Dane URE nie pozostawiają złudzeń. Gdy tylko zlikwidowano obligo, rynek zaczął się zwijać. Wolumen handlu na TGE wzrósł w 2023 r. do 147,5 TWh, by w 2024 r. polecieć o ponad 10% — do 131,7 TWh. W tym samym czasie transakcje wewnątrzgrupowe rosły jak na drożdżach: między II a III kwartałem 2025 r. z 24,82 do 26,72 TWh. Żadnej „wolności”, żadnego „rynku”, tylko solidna, korporacyjna żelazna kurtyna.

Ministerstwo realistycznie zakłada, że po uwzględnieniu kontraktów długoterminowych efektywne obligo i tak dobije tylko do 40–43%. Dlatego wyłącza z obowiązku m.in. OZE do 10 MW, małe źródła do 50 MW, kogenerację i energię z linii bezpośrednich. Aby nie przeginać pałki wobec tych, którzy naprawdę wnoszą konkurencję i elastyczność do systemu.

I teraz sedno: rząd, którego Konfederacja nazywa „etatystycznym potworem”, robi dziś więcej dla realnego uwolnienia cen energii i zwiększenia konkurencji niż politycy, którzy najgłośniej krzyczą „wolność!”. Proponowane obligo giełdowe z pewnością spotka się z ich krytyką. Ale to właśnie ta znienawidzona przez Konfederację regulacja daje mniejszym podmiotom szansę na dostęp do rynku.

Reklama

Dlatego nowelizacja, mimo swoich ograniczeń, może być pierwszym od lat realnym krokiem w stronę normalności. Rynek energii nie stanie się transparentny z dnia na dzień. Jednak jeśli obligo choć częściowo ograniczy handel „dla swoich”, a mechanizmy rekompensat za redysponowanie OZE ustabilizują rynek PPA, będzie to krok naprzód.

Patryk Białas
Patryk Białas

Radny Miasta Katowice. Społeczny koordynator polskich liderów The Climate Reality Project. Ekspert stowarzyszenia BoMiasto.

Newsletter Śląska Opinia

Zapisz się na nasz newsletter i zacznij dzień od najważniejszych informacji — bez krzyku i bez chaosu. Od poniedziałku do soboty o 7:00 rano w Twojej skrzynce czekać będzie poranne podsumowanie kluczowych wydarzeń ze świata, Polski i regionu.