Jak dobrze znasz swoich sąsiadów? „Film Balkonowy” pokazuje, że możesz lepiej

Kto z nas nie zna osoby obserwującej osiedlowe życie zza firanki? Reżyser „Filmu balkonowego” poszedł o krok dalej – postanowił swoich sąsiadów przepytać. Paweł Łoziński, z poziomu balkonu na piątym pietrze warszawskiej kamienicy, pokazał prawdziwy przekrój polskiego społeczeństwa, robiąc całkowicie prozaiczną rzecz – oddając głos przechodniom.

Łoziński przez ponad dwa lata i 165 dni zdjęciowych dokumentował, co dzieje się pod jego oknami. Zaczepiał, nagabywał, okazując serce i zrozumienie postaciom ze swojego filmu, za co ci odpłacili mu po stokroć. Z pozoru zbyt ogólne i patetyczne pytania o sens życia okazały się dobrym punktem wyjścia do poznania historii ludzi z różnych środowisk, posiadających często zupełnie odmienne punkty widzenia.

Oczywiście, można powiedzieć, że ”Film balkonowy” to triumf przede wszystkim montażu. Reżyser sprawnie wybrał najciekawsze z fragmentów, jednak na nic zdałoby się „manewrowanie” zdobytym materiałem, gdyby nie umiejętność rozmowy twórcy. ”Szukam bohatera do swojego filmu” – już ten zwykły komunikat, wielokrotnie krzyknięty przez Łozińskiego z balkonu, wywoływał najróżniejsze reakcje. Przede wszystkim zawstydzenie – naturalną skromność i przeświadczenie, że ”co ja – emerytowana mieszkanka Saskiej Kempy, mogę powiedzieć o życiu?”. A okazuje się, że bohaterowie mają do powiedzenia naprawdę dużo.

Historia mężczyzny, który przed kilkoma dniami wyszedł z więzienia i stara się odnaleźć w otaczającej go trudnej rzeczywistości, spotyka się tu z rodzinnym dramatem, z bólem po stracie bliskiej osoby czy, wręcz przeciwnie, ulgą po odejściu oprawcy. Podczas seansu trudno oprzeć się wrażeniu, że niektórzy bohaterowie po raz pierwszy nie tylko opowiedzieli swoje doświadczenia, ale w ogóle dopuścili je do swojej świadomości. Choć reżyser oddał głos przechodniom, nie zapomina o sobie – Łozińskiego poznajemy przez pryzmat jego rodziny; spacerującej z psem żony czy zirytowanej projektem reżysera córki.

Wyniki tego swoistego eksperymentu socjologicznego wydają się nieprawdopodobne – trudno sobie wyobrazić, że zaczepieni z balkonu ludzie potrafią pod tym właśnie balkonem zacząć śpiewać, zwierzać się obcej osobie, chwalić sukcesami i przeżywać porażki. A jednak Paweł Łoziński pokazał, że przy odrobinie otwartości można zapewnić comfort zone przechodniom, nawet z włączoną kamerą w tle.

Parokrotnie spotkałam się z komentarzami sugerującymi, że spotkanie tak różnych światów pod jednym balkonem jest niemożliwe. Dla wszystkich malkontentów mam jedną radę – rozejrzyjcie się. Być może okaże się, że oprócz drogiego samochodu sąsiada, nowej pralki sąsiadki „spod trójki” z bloku naprzeciwko, zauważycie coś, co naprawdę ma znaczenie.

Obrazek domyślny
Magdalena Kwaśniok

Redaktorka. Prowadzi podcast Szum Sporego Miasta