Polska wciąż nie zapłaciła kary za kopalnię Turów. Komisja Europejska bierze sprawy w swoje ręce

Polska wciąż nie zapłaciła kary za kopalnię Turów, jaką nałożył na nią Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, kiedy zignorowaliśmy jako kraj nakaz wstrzymania wydobycia w zakładzie. Teraz Komisja Europejska postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i uruchomić procedurę, zgodnie z którą i tak zostaną potrącone fundusze unijne, nawet jeśli Polska nie zapłaci ich z własnej woli.

Jeśli myśleli Państwo, że Polska zapłaciła już rosnącą karę za niewstrzymaną działalność kopalni Turów, mimo nakazu Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, to wyprowadzamy z błędu – nie zapłaciła. Nasz kraj zignorował wezwanie TSUE i nie dokonał płatności w terminie, dlatego teraz Komisja Europejska zdecydowała się wziąć sprawy w swoje ręce. Na początek – list przypominający z ostatecznym terminem 15 dni, czyli do końca stycznia. „Jeżeli Polska nie dokona płatności, Komisja ma inne procedury, żeby odzyskać kary”, zapewnia Balazs Ujvari, rzecznik Komisji Europejskiej. O jakich procedurach mowa? Jak pisaliśmy już jakiś czas temu na łamach „Śląskiej Opinii”, chodzi o potrącenie kwoty z płatności, które kraje członkowskie Unii Europejskiej otrzymują z budżetu UE. W ten sposób Polska i tak zapłaci karę, nawet jeśli nie zrobi tego z „własnej woli”.

Przypomnijmy, że organizacja Greenpeace Polska cytuje w tej sprawie Huberta Smolińskiego, prawnika z Fundacji Frank Bold, który zwrócił się z pytaniem do dyrekcji generalna ds. budżetu Komisji Europejskiej. „Komisja Europejska potrąci należne Polsce środki wraz z odsetkami, gdy tylko upłynie termin wskazany w ponownym wezwaniu do zapłaty. Wiemy również, że środków do potrącania nie zabraknie. Tylko w listopadzie Polska skorzystała z blisko 40 unijnych płatności w wysokości około 2 miliardów złotych (400 mln EUR). Według naszych obliczeń pierwszej poważnej „dziury” w polskim budżecie spodziewać możemy się już pod koniec stycznia 2022 r. W jaki sposób polski rząd planuje ją załatać? To pytanie pozostaje bez odpowiedzi”, przekazał Smoliński. Skoro zapłata nie została uiszczona na czas, na Polskę nałożone mają zostać również odsetki za zwłokę. Greenpeace podaje, że ich wysokość ma wynieść 3,5% za każdy dzień. Radosław Gawlik, prezes Eko-Unii,  podkreśla, że oprócz ponad 200 mln złotych kar TSUE, Polskę czeka jeszcze 50 mln euro na umowę z Czechami i dziesiątki milionów złotych na barierę wodochronną, ekran akustyczny i inne działania redukujące wpływ na naszych zagranicznych sąsiadów.

To zresztą nie jedyny problem kopalni Turów, ponieważ zakład może dodatkowo utracić koncesję na wydobycie węgla do 2044 roku, która została wydana w 2019 roku, o czym pisaliśmy niedawno na łamach „Śląskiej Opinii”. Decyzja środowiskowa została zaskarżona przez organizacje ekologiczne do Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, a teraz Anna Moskwa, minister klimatu i środowiska, dopuściła organizację Greenpeace do postępowania o wydanie koncesji. „Decyzja ta zatem (o wydanie koncesji dla kopalni – red.) nie jest ostateczna i w każdej chwili może zostać uchylona. Problemem są także liczne skargi na koncesję przedłużającą działalność kopalni do 2044 roku. W czerwcu fundacja Greenpeace odwołała się od decyzji ministra klimatu i środowiska przyznającą spółce PGE GiEK koncesję na wydobycie węgla z odkrywki Turów do 2044 roku, jednak ministerstwo odmówiło organizacji udziału w postępowaniu na prawach strony. W równoległym postępowaniu Wojewódzki Sąd Administracyjny nakazał ministrze klimatu i środowiska dopuścić Greenpeace do postępowania koncesyjnego. Daje to organizacji możliwość skutecznego zaskarżenia wydanej koncesji”, przekazują przedstawiciele Greenpeace. Minister Moskwa będzie musiała przeanalizować decyzję przyznającą PGE koncesję i uwzględnić przy tym argumenty organizacji ekologicznych.

A co z porozumieniem na linii Polska – Czechy? Na razie sprawa stoi pod znakiem zapytania. Nie zapowiada się na szybki konsensus, bo strony nie mogą się dogadać. Będziemy informować Państwa o wszelkich postępach w rozmowach pomiędzy polską stroną a przedstawicielami rządu czeskiego.

Obrazek domyślny
Bartosz Wojsa

Dziennikarz, wydawca strony głównej w „Super Expressie”.