Nie czekaj aż wszystko się ułoży, żeby być szczęśliwym

Przyznam, że zazwyczaj nie oglądam takich programów, nawet ich fragmentów, które wyświetlają się na tablicach moich znajomych w mediach społecznościowych. Programy typu talent show po prostu mnie nie interesują. Tym razem zrobiłam wyjątek i nie żałuję. Jane Marczewski rozbiła system. Zrobiła coś, co ma szansę zmienić podejście do chorób, słabości, a przede wszystkim do śmierci.

30-latka z Ohio zaśpiewała w amerykańskiej edycji programu „Mam talent” autorską piosenkę It’s Okay, w której opowiada o ostatnim roku swojego życia, które toczy się przede wszystkim wokół jej walki z rakiem. Ma przerzuty miedzy innymi do kręgosłupa i wątroby, a lekarze dają jej zaledwie 2% szans na wyzdrowienie. Mimo to uśmiecha się, pisze bloga, a nawet występuje w talent show. 

„Ważne, by wszyscy wiedzieli, że jestem kimś więcej niż złymi rzeczami, które mi się przytrafiły” mówiła Jane w programie dodając niezwykle ważne słowa: „Nie możesz czekać, aż życie przestanie być ciężkie, żeby być szczęśliwym”. Jury nie kryło wzruszenia, a jego przewodniczący Simon Cowell zrobił coś, co w programie zdarza się niezwykle rzadko – wcisnął Golden Buzzer, co oznacza, że oszołomiona ze szczęścia i obsypana złotym konfetti artystka już jest w finale programu. 

Wydawałoby się, że ta historia nie miała prawa się wydarzyć. Żyjemy w świecie sukcesu, tematy dotyczące śmierci i chorób pojawiają się w mediach najczęściej jako statystyki lub opisy wypadków drogowych, a osobiste dramatyczne historie omijają media społecznościowe szerokim łukiem. Pojawiają się na chwilę, gdy trwa zbiórka na leczenie chorego dziecka i wracają z rozgłosem, gdy pieniądze uda się zebrać. Bohaterami najczęściej stają się ci, którzy wyzdrowieli lub mają na to duże szanse. 

Choroba, codzienność z nią związana i przede wszystkim przegrana walka z chorobą to nie są tematy, o których chcemy wiedzieć. Pamiętam szok, jakim było dla wielu pojawienie się w Faktach TVN chorującego na nowotwór Marcina Pawłowskiego. To było ponad 15 lat temu. Wychudzony, bez włosów prowadził program przyznając, że to dla niego wiele znaczy. Nie jestem pewna, czy dziś byłoby to możliwe, czy przełożeni zgodziliby się na to, by osoba śmiertelnie chora była obecna w mediach. 

Mamy przecież instagramowy kult piękna, w mediach społecznościowych wszyscy są uśmiechnięci i zadowoleni, na chorobę i ból nie ma miejsca. To się po prostu nie klika. Problem w tym, że to nie ma się klikać, to ma oswajać nas i edukować. Wierzę, że Jane zrobiła krok właśnie w tym kierunku.

Default image
Olga Kostrzewska-Cichoń
Dziennikarka, aktywistka miejska zaangażowana w promowanie proekologicznych idei, właścicielka firmy doradzającej w relacjach z mediami. Prywatnie mama dwóch córek, w wolnych chwilach uciekająca z rodziną na szlaki w Tatrach.