Chciałabym, żeby afera szczepionkowa była dla mnie zaskoczeniem

W ostatnich dniach polską opinią publiczną wstrząsnęła informacja o tak zwanej „osiemnastce z WUM-u” – osiemnastu przedstawicielach elit artystycznych, politycznych i biznesowych, którzy wyprzedziwszy medyków z „grupy zero”, otrzymali szczepienia poza kolejnością. Zamiast jednak rozmawiać o samym fakcie szczepień, o czym powiedziano już chyba wszystko, zamiast odpowiadać na pytanie, czy będąc w grupie ryzyka sami skorzystalibyśmy z takiej możliwości, do czego w internetowych dyskusjach zdają się obligować krytyków elit ich zagorzali obrońcy, porozmawiajmy o tych obrońcach właśnie. 

Dobro narodowe – czyli ile warte jest ludzkie życie?

Jak inaczej niż słowem „pogarda”, nazwać stosunek neoliberalnego środowiska do życia, o zgrozo, zwykłych ludzi? Usprawiedliwieniem dla szczepienia poza kolejnością, drodzy Państwo, nie jest według nich zrozumienie dla dbałości i strachu o własne życie; elity elit bronią, używając obok siebie słów, nie „ochrona życia jako takiego”, a „ochrona dobra narodowego”. Kiedy w telewizji opozycyjnej Piotr Kraśko pocieszającym tonem zakończył wywiad, mówiąc, że nikt ze słuchaczy, oprócz Krystyny Jandy, nie ma na półce Złotej Palmy z Cannes, te intencje stały się jasne. Jasna stała się również konieczność zadania pytania: czy skoro Roman Polański także Złota Palmę otrzymał, w Polsce prędzej trafi na listę beneficjentów szczepień niż przestępców seksualnych? Oczywiście, ma to jedynie  w przerysowany sposób podkreślić absurd sytuacji, w której się znaleźliśmy – jedynym przewinieniem Krystyny Jandy jest praca na rzecz utrzymania społecznego status quo, czego jak mi się wydaje, nie można porównać z przestępstwem popełnionym przez Romana Polańskiego. Niemniejnadmieniony wywiad jest symbolem rzeczywistości politycznej, w której o wartości ludzkiego życia decydują zasady wolnorynkowe, a przywilej uznawany jest za coś, co się po prostu należy. Okazuje się bowiem, że życie celebrytów powinniśmy z jakichś przyczyn cenić bardziej niż swoje własne czy naszych bliskich, a nie daj Boże, żeby ktoś odważył się wyrazić inną opinię. Niczego Was ta pandemia nie nauczyła, prawda? 

Redefinicja hejtu – kto może krytykować i kogo?

Co ciekawe, znaczenie słowa „krytyka” zależy od grupy, do której jest skierowana: tak oto, kiedy główna bohaterka zaistniałej sytuacji porównała beneficjentów programów socjalnych do prostytutek, dokonała jedynie trafnej, wedle komentatorów, oceny sytuacji społecznej i politycznej. Kiedy zaś Jan Śpiewak wystosował do autorki tych, obiektywnie obraźliwych słów, może emocjonalny, a jednak pozbawiony inwektyw list otwarty, okazało się, że jest „pozbawionym skrupułów sprzedawczykiem PiS”, „skazanym przestępcą”, który już nie krytykuje, a „napędza spiralę nienawiści i hejtu”. To, że wspomniany Pan Śpiewak światopoglądowo ma do PiS-u tak daleko, jak Pani Janda do marksistów, już nikomu do głowy nie przyjdzie – korzystając z tak uwielbianej przez środowiska neoliberalne formy, zakpił, więc musi ponieść konsekwencje. A skoro nie jest z nami, to musi być z nimi – polska lewica przecież i tak nie istnieje, to po jakiej niby miałby być stronie? Nie przeszkadza nikomu fakt, że czynnie wspierał Strajk Kobiet – skoro odważył się wejść w polemikę z elitami, z których nawet sam się wywodzi, dla nich równie dobrze mógłby startować do parlamentu z listy Zjednoczonej Prawicy.

Pogarda – albo jesteś z nami, albo przeciwko demokracji

I wreszcie kwintesencja marazmu polskiej opozycji i bezpośrednia przyczyna patoprawicowych rządów w tym kraju. Nie po to cały listopad chodziłam po śląskich ulicach, wyrażałam swój sprzeciw ramię w ramię z posłami opozycji, słuchając przy tym pustych, wyrachowanych słów „poparcia” Szymona Hołowni i innych Rafałów Trzaskowskich, żeby teraz ktoś mi mówił: albo jesteś z nami, albo jesteś przeciwko demokracji. Jeśli opozycja nie rozumie różnicy między demokracją, a oligarchią, to już nie jest mój problem –  sondaże pokazują, że przeciwnie, jest to problem opozycji. Być może dla pokolenia świeżo upieczonych wyborców, do którego chcąc nie chcąc należę, program polityczny o treści „odsunąć ich od władzy” na jakiś czas wystarczy; w końcu mówimy o osobach, które nie znając innej alternatywy, myślą, że siłą rzeczy muszą się utożsamić z jedną ze stron głównego, dwublokowego konfliktu i znaleźć dla siebie miejsce po którejś stronie barykady. Pierwszą radę zaoferuję z dobroci serca, za kolejne trzeba będzie zapłacić: droga opozycjo, taki stan rzeczy nie będzie trwał w nieskończoność, co pokazują wciąż pikujące słupki sondażowe. Zrozumcie i zapamiętajcie raz na zawsze: to nie jest tak, że albo się odbiera Koalicję Obywatelską bezkrytycznie, albo jest się wrogiem demokracji, bo nie na tym demokracja, której tak szumnie bronicie, polega. „Nagonkę na Jandę każdy głupi potrafi prowadzić.” – powiedział Radosław Sikorski. Dopóki tym, głupotą właśnie, dla opozycji będzie krytyka związanych z nią środowisk, dopóty nie mogą się spodziewać, że ktokolwiek, poza elitarnymi, oligarchicznymi środowiskami, ich poprze, a przecież tych grup poparcie mają już od dawna. To te grupy są ich fundamentem.

Nie, droga opozycjo, klasizm nie jest tematem zastępczym. Nie, nie zostaliście odsunięci od władzy przez sfałszowane wybory, rozmontowanie systemu sprawiedliwości, akcje prowokacyjne i wszystkie inne teorie, które głosicie w myśl zasady „nasza propaganda jest lepsza niż wasza”. Władzę straciliście na własne życzenie, program polityczny zastępując pogardą dla potencjalnego elektoratu. Dopóki tego nie zmienicie; nie zrozumiecie, że wypaczanie idei równościowych i hipokryzja nie umkną uwadze ludzi, do których chcecie trafić, niczego nie zdziałacie. Na przekór własnym poglądom być może trochę Wam tego zrozumienia życzę – szkoda, że ze strachu przed patoprawicą, a nie z wiary w to, że „mniejsze zło” rzeczywiście okaże się bardziej łaskawe.

Default image
Magdalena Kwaśniok
Studentka Uniwersytetu Śląskiego, prowadzi podcast Szum Sporego Miasta