Agresja nasza codzienna

Jak bumerang wraca temat „gry komputerowe wzbudzają agresję”, ale nie traktujcie go poważnie. Jeżeli macie ochotę powiedzieć komuś „przywalić ci” to zamiast to mówić, odpalcie grę komputerową i wyżyjcie się w wirtualnym świecie, ten prawdziwy nie potrzebuje jeszcze Twojej agresji.

Przeżywamy ostatnio renesans agresji. Staje się ona odpowiedzią na wszystko. Jeżeli ktoś jest LGBT, wierzący, niewierzący, opowiada się za tą czy inną partią, ma takie lub inne poglądy to wcześniej czy póżniej spotkał się z agresją wymierzoną w swoją stronę. Czasem jest to agresja w postaci dosłownej, fizycznej, a czasem słowna zapowiedz tego, kto co chciałby komuś zrobić. I nie mówię o tym, że ktoś kogoś skrytykował i regularnie wytyka jakieś błędy, to bywa wkurzające, ale nie musi być podszyte agresją. Chociaż coraz częściej jest.

Agresja jest wszędzie, w pracy służb porządkowych, w codziennych rozmowach, w autobusie, w internecie, w pracy, w szkole – spowszechniała nam okropnie. Chociaż nadal pojawia się niespodziewanie, przynajmniej dla mnie. Szczególnie jak słyszę z czyiś ust, że najchętniej to tych czy tamtych by pobił pałką, albo że dobrze, że kogoś pobito na ulicy, albo że kogoś powinno się pobić. Zdumiewa mnie, z jaką lekkością niektórzy ludzie, których zdawałoby się znałem od lat, powtarzają takie hasła.

Najgorsze w agresji jest to, że rodzi najczęściej agresywną odpowiedź, to jest zdawałoby się banalne, ale powoduje, że w pewnym momencie trudno wskazać „kto zacz”. Dość szybko zaciera się granica między agresorem a ofiarą. Chociaż może nie zawsze musi tak być?

Z drugiej strony czy możemy wymagać spokoju i opanowania od ofiary? Chociażby od ofiary przemocy domowej czy wieloletniego prześladowania? Obserwujemy to przy okazji debaty o prawach osób LGBT, gdzie oburzenie pojawia się, gdy ktoś z tego środowiska z roli ofiary przechodzi do roli atakującego. Kiedy przez lata był wyzywany, atakowany na ulicy to tego oburzenia nie było.

Nie wiem czy mam jakieś wyjątkowe „szczęście”, ale chodząc po mieście czy to w transporcie publicznym często trafiam na agresywnych ludzi. Z bólem zauważam, że ta agresja często budzi w nich dumę, z tego, że pokazują swoją siłę. I nie wiem jak na takie coś reagować, czy staczy to tylko gdzie zgłosić, czy udawać że to nas nie dotyczy, próbować nie zwracać na siebie uwagi? Pytanie czy udając, że to nas nie dotyczy, nie powodujemy, że tej agresji jest coraz więcej. Dajemy jej ciche przyzwolenie.

Dlatego agresja jest gorsza od chociażby głupoty, którą można się „zarazić”, ale która nie sieje takiego spustoszenia. No, ale to jak na nią reagować? Co robić gdy widzimy agresję lub jej doświadczamy?

Default image
Sebastian Pypłacz
Redaktor naczelny Śląskiej Opinii. Wiceprezes stowarzyszenia BoMiasto. Członek zarządu Związku Górnośląskiego.