W cztery oczy, ale za dwa warunki
Sebastian Pypłacz ·
Spotkanie w cztery oczy to najprostsze narzędzie, jakie ma polityka. Nie potrzeba do niego ustawy i kworum, wystarczą: stół i dwa krzesła. Właśnie dlatego tak dużo mówi fakt, że w tym tygodniu nie udało się go zorganizować.
We wtorek, po Radzie Bezpieczeństwa Narodowego, premier ogłosił, że wyciąga rękę. W czwartek czekał na SMS-a. W piątek SMS przyszedł, podobno serdeczny, ale zamiast terminu i miejsca pojawił się wpis szefa Kancelarii Prezydenta z dwoma warunkami: policja wychodzi z Trybunału, a wchodzą do niego „legalni sędziowie„. Kłopot w tym, że właśnie o to, kto jest sędzią legalnym, toczy się cały spór. Warunek wstępny, który z góry rozstrzyga przedmiot rozmowy, nie otwiera negocjacji. Zastępuje je.
Kancelaria Premiera odpowiada, że w sprawach ważnych dla państwa rozmawia się bez warunków, Pałac odpowiada, że dobra wola musi poprzedzić rozmowę. Obie formuły dobrze brzmią a każda z nich przerzuca na drugą stronę koszt pierwszego kroku.
Deeskalacja nie jest nagrodą dla tego, kto wygra spór. Jest warunkiem, żeby jakiekolwiek państwowe rozstrzygnięcie dało się w ogóle przeprowadzić. Rozmowa w cztery oczy nie musi skończyć się porozumieniem. Mogłaby jednak ustalić rzeczy mniejsze i bardziej osiągalne: harmonogram, wspólny zespół prawników, choćby wspólne oświadczenie, że spór rozstrzyga się przy stole, a nie przy bramie. Takie minimum nie wymaga od nikogo kapitulacji. Wymaga tylko zgody, że drugi rozmówca ma prawo usiąść przy tym stole bez wcześniejszego przyznania się do winy. Premier mówi, że „najpewniej„ kiedyś się spotkają. Pytanie czy ”najpewniej” trwa krócej niż prezydenckie „niezwłocznie”.