W 2021 roku 128 ze 194 państw mówiło w debacie generalnej ONZ o tym, że zmiana klimatu szkodzi zdrowiu, w 2025 roku już tylko 50 ze 190. Spadek trwa czwarty rok z rzędu. Policzyli to autorzy dziesiątego raportu Lancet Countdown, który „The Lancet” opublikował 27 października. Pracowało nad nim 146 naukowców z ponad 30 krajów. W tym samym raporcie jest rachunek za upał. W 2023 roku zabił na świecie 710 tysięcy ludzi, najwięcej w historii pomiarów. Badacze przypisują 71,5% tych zgonów zmianie klimatu wywołanej przez człowieka. W dekadzie przed porozumieniem paryskim takich zgonów przybywało 7 400 rocznie, w latach 2016–2023 już 15 600. Polska w globalnym raporcie nie pada ani razu. Polskie liczby są w karcie krajowej europejskiego oddziału Lancet Countdown, policzonej dla podregionów. W chełmsko-zamojskim upał zabija w ostatniej dekadzie prawie 7 osób na 100 tysięcy mieszkańców rocznie. W latach 90. ginęło nieco ponad 2. Najszybciej rośnie ryzyko dla najstarszych i najmłodszych. W podregionie wałbrzyskim łączna liczba dni fali upałów przeżytych przez seniorów wzrosła o 507%, z 395 tysięcy do 2,4 mln. We wschodniej części Warszawy u niemowląt o 331%. Badacze liczą też dni, w których upał staje się zagrożeniem dla zdrowia. Wysokie ryzyko oznacza dzień, w którym z upałem wiąże się 15–20% zgonów. W podregionie warszawskim takich dni było w latach 90. najwyżej dwa w roku, w ostatniej dekadzie pięć. Autorzy raportu chcą, żeby do końca 2027 roku każdy kraj miał system ostrzegania przed zdrowotnymi skutkami zmiany klimatu. Dziś ostrzeżenia przed upałem ma mniej niż połowa państw, a te, które je mają, rzadko opierają je na danych o zgonach. Dla Warszawy badacze policzyli pięć dni wysokiego ryzyka w roku. Katowic w karcie nie ma.