21 grudnia 2021 roku, rano, dane niemieckiego operatora Gascade pokazały w punkcie pomiarowym Mallnow na granicy polsko-niemieckiej zmianę kierunku przepływu. Gaz przestał płynąć z Rosji przez Polskę do Niemiec. Zaczął płynąć w przeciwnym kierunku - z Niemiec do Polski. To punkt zwrotny - dosłownie i w przenośni. Gaz-System, operator polskiego odcinka gazociągu, informował wówczas, że stacja w Mallnow jest przystosowana do pracy w obu kierunkach i że rewers wynika z tego, co zakontraktowali uczestnicy rynku, a nie z sytuacji kryzysowej. Rewers o takiej skali i czasie trwania był jednak na tej trasie sytuacją nową - od uruchomienia gazociągu jamalskiego w latach 90. gaz płynął nim standardowo z Rosji na zachód, a techniczną możliwość fizycznego przesyłu w przeciwnym kierunku przygotowywano dopiero od 2012 roku. - Połączenie rewersowe na Jamale było symbolicznym zerwaniem z logiką dostaw gazu z historii. Pozwala on słać gaz z Zachodu na Wschód, obecnie Gazociąg Jamalski jest włączany do szerszego systemu przesyłowego w Polsce i pozwala rozprowadzać gaz nierosyjski z Baltic Pipe albo terminalu. Dostawy nierosyjskie są źródłem bezpieczeństwa wobec szantażu gazowego zastosowanego przez Rosjan wielokrotnie w historii, także w 2021 roku, kiedy mógł on być formą przygotowania do inwazji na Ukrainie - opowiada mi Wojciech Jakóbik, założyciel Ośrodka Bezpieczeństwa Energetycznego i prowadzący podcast Energy Drink. Postanowiłem przyjrzeć się historii gazociągów łączących Rosję z Europą Zachodnią przez terytorium dzisiejszej Polski i Niemiec - od pierwszej umowy niemiecko-radzieckiej z 1970 roku po spór wokół Nord Stream 2 toczący się w 2026 roku - oraz sprawdzić, jak zmieniała się w tym czasie pozycja krajów, przez które te gazociągi przebiegają. To historia, którą można czytać na trzech poziomach. Pierwszy to infrastruktura: rury, tłocznie, punkty pomiarowe, przepustowości. Drugi to polityka: przez pół wieku kierunek i wolumen przepływu gazu zależały nie tylko od kontraktów i cen, lecz także od stanu relacji między stolicami - od odprężenia, sankcji, wojen i kampanii wyborczych. Trzeci to transformacja: gaz był w Europie paliwem wzrostu, potem paliwem przejściowym między węglem a odnawialnymi źródłami energii, a dziś staje się kwestią bezpieczeństwa. Mallnow jest miejscem, w którym wszystkie trzy poziomy spotykają się w jednym odczycie licznika. Umowa „gaz za rury” 1 lutego 1970 roku w Essen zachodnioniemiecki Ruhrgas i radziecka centrala handlu zagranicznego (późniejszy Sojuzgazeksport) podpisali umowę określaną jako „gaz za rury”. ZSRR zobowiązał się dostarczać gaz ziemny do RFN, w zamian otrzymując od zachodnioniemieckich firm - Mannesmanna i Thyssena - rury wielkośrednicowe potrzebne do budowy własnej infrastruktury przesyłowej. Transakcję sfinansowało konsorcjum 17 banków pod przewodnictwem Deutsche Banku. Umowa powstała w okresie kanclerza Willy'ego Brandta i polityki zbliżenia gospodarczego z blokiem wschodnim. Do 1978 roku zawarto według tego samego schematu cztery kolejne kontrakty, zwiększające wolumen dostaw. W 1981 roku Ruhrgas i Sojuzgazeksport podpisały kolejną dużą umowę - na 8 mld m³ gazu rocznie przez 25 lat - związaną z budową nowego gazociągu eksportowego ze złoża Urengoj, w północnej części Syberii Zachodniej. Negocjacje w tej sprawie prowadziły po stronie zachodniej przede wszystkim Ruhrgas i Gaz de France. Pierwsze dostawy gazu do Niemiec Zachodnich, płynące przez Ukrainę i Czechosłowację, ruszyły 1 października 1973 roku. Jednak Niemcy Zachodnie nie były pierwszym zachodnioeuropejskim odbiorcą radzieckiego gazu - tę rolę odegrała Austria, która podpisała umowę 1 czerwca 1968 roku i odebrała pierwsze dostawy w stacji Baumgarten we wrześniu tego samego roku. To jednak RFN stała się dla Moskwy kluczowym partnerem gazowym na Zachodzie. Architektura bezpośrednich relacji gazowych Berlin–Moskwa ma więc ponad pięćdziesiąt lat i poprzedza powstanie gazociągów tranzytowych przez terytorium Polski o ponad dwie dekady. Od początku był to projekt w równym stopniu gospodarczy, co polityczny. W Bonn zakładano, że wzajemna zależność handlowa ustabilizuje relacje z blokiem wschodnim: ZSRR potrzebował technologii, rur i twardej waluty, RFN - taniej energii dla przemysłu. W Waszyngtonie widziano w tym ryzyko uzależnienia sojuszników od Moskwy. Spór wybuchł otwarcie przy okazji kontraktu z 1981 roku, gdy administracja Ronalda Reagana objęła embargiem dostawy sprzętu do budowy gazociągu - także te realizowane przez europejskie firmy korzystające z amerykańskiej technologii. Europa Zachodnia kontraktów nie zerwała. Ten układ - Niemcy zainteresowane stabilnymi dostawami, Stany Zjednoczone ostrzegające przed zależnością, kraje Europy Środkowej w roli obserwatora - powtarzał się w kolejnych dekadach niemal bez zmian. Gazociąg jamalski i Polska jako kraj tranzytowy W sierpniu 1993 roku rosyjska delegacja intensywnie próbowała odciągnąć Polskę od planów integracji z Zachodem. Rosyjski prezydent Borys Jelcyn podczas części nieformalnych rozmów miał się posłużyć obrazową metaforą: ustawił na stole kieliszki w równych odstępach, aby zademonstrować polskiej stronie, że powinni zachować dokładnie taki sam, neutralny dystans zarówno do NATO, jak i do Rosji. Tak te wydarzenia opisywał po latach ówczesny Minister Spraw Zagranicznych Krzysztof Skubiszewski podczas wykładu na Polskiej Radzie Biznesu w Warszawie. Ostatecznie 25 sierpnia 1993 roku rządy Polski i Rosji podpisały porozumienie o budowie systemu gazociągów dla tranzytu gazu rosyjskiego przez terytorium Polski oraz dostaw gazu do Polski. Podczas tej wizyty prezydenci Polski i Rosji podpisali także deklarację, że członkostwo Polski w NATO „nie jest sprzeczne z interesem Rosji”. Trzy tygodnie później, 17 września 1993 roku, z Polski wyjechały ostatnie rosyjskie jednostki wojskowe. Gazociąg tranzytowy był więc częścią szerszego układu: Warszawa zabiegała o miejsce w strukturach zachodnich, a Moskwa zabezpieczała nową trasę eksportu gazu na Zachód. Powstały w ten sposób gazociąg Jamał–Europa liczy łącznie ponad 4000 km i biegnie z Półwyspu Jamalskiego przez Białoruś i Polskę do Niemiec. Właścicielem polskiego odcinka gazociągu jest spółka EuRoPol Gaz, w której 48% udziałów posiadał Gazprom - od kwietnia 2022 roku zamrożonych decyzją sankcyjną. Od 2010 roku funkcję operatora tego odcinka pełni Gaz-System, wyznaczony decyzją Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki. Decyzja z 17 listopada 2010 roku zamknęła wielomiesięczny spór z udziałem Brukseli. Na początku 2010 roku Komisja Europejska zakwestionowała negocjowane przez Polskę i Rosję zmiany w umowie gazowej: wyłączny dostęp Gazprom Exportu do gazociągu do 2045 roku, niejasne taryfy i brak dostępu dla innych firm. Pod presją Komisji do protokołu międzyrządowego z 29 października 2010 roku wpisano wymóg niezależnego operatora zgodnego z unijnym prawem energetycznym. O tym, kto zarządza polskim odcinkiem Jamału, przesądziły więc nie tylko Warszawa i Moskwa, ale także Bruksela. Gazociąg pełnił dla Polski podwójną funkcję: kraju tranzytowego dla dostaw do Niemiec oraz odbiorcy - na mocy długoterminowego kontraktu PGNiG z Gazpromem na dostawy sięgające ponad 10 mld m³ rocznie, obowiązującego do końca 2022 roku. Według danych Eurostatu w 2020 roku Rosja odpowiadała za ok. 55% polskiego importu gazu — ok. 9,6 mld m³ z łącznie ok. 17,6 mld m³. Gazociąg jamalski kończy się w Mallnow, niewielkiej miejscowość w gminie Lebus w Brandenburgii, kilka kilometrów od Odry i granicy z Polską, na północ od Frankfurtu nad Odrą. Leży tu tłocznia i stacja odbioru gazu, którą niemiecki operator Gascade uruchomił w 1996 roku. Nord Stream i spór o pominięcie krajów tranzytowych W 2008 roku Parlament Europejski przygotował raport o środowiskowych skutkach Nord Streamu. Sprawozdawcą był polski eurodeputowany Marcin Libicki, a rezolucja PE wzywała do rzetelnej oceny wpływu gazociągu na Bałtyk. Nord Stream 1 to dwie rury ułożone na dnie Bałtyku, o długości ok. 1200 km, z rosyjskiego Wyborga do Lubm…