„Historia się nie powtarza, ale często się rymuje”. Chociaż Europa popełniła już dwa samobójstwa, i to oba w pierwszej połowie XX. wieku, niektóre wydarzenia dzisiejszej polityki zagranicznej, komunikaty z mediów czy wypowiedzi polityków do złudzenia przypominają te z okresu międzywojennego. Ale żeby móc rozpoznać schemat, należy umieć spojrzeć wstecz. O czym rozpisywała się prasa na Górnym Śląsku kilka dni przed wojną? Ze sportowym pozdrowieniem „W ostatnich kilku miesiącach już nieraz zdarzyło mi się w czasie rozmowy na temat wypadków bieżących słyszeć, jak ludzie zwykle rozsądni i ducha wysoce patriotycznego wyrażali opinię, iż należałoby już raz skończyć z tym „denerwującym wyczekiwaniem” i „rozpocząć pranie”. Na to zadawałem im pytanie: Co lepsze? Czy bić od razu bić i narażać siebie i świat na przeogromne zniszczenia i straty w ludziach i wszelkiego rodzaju dóbr materialnych i moralnych, czy też spokojnie i z zimną krwią patrzeć na rozwój wypadków z bronią u nogi i być w każdej chwili gotowym do działania wojennego, równocześnie coraz bardziej i lepiej się zbrojąc i przygotowując się nie tylko do obrony, ale co najważniejsze — do ataku.” ~ „Sokół na Śląsku”, Katowice, sierpień 1939 roku Towarzystwo gimnastyczne „Sokół” powstało już w okresie zaborczym, jednak dopiero po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku rozpoczęto proces scalania rozrzuconych po Polsce „gniazd” w jednolitą organizację. „Sokół na Śląsku” był redagowany z myślą o członkach Związku Sokołów Polskich, sportowcach skupionych wokół autonomicznego województwa Śląskiego i Zagłębia Dąbrowskiego. Ostatni numer czasopisma ukazał się 30 sierpnia, cztery dni przed rozpoczęciem obrony Katowic, obrony trwającej niespełna dwa dni, na którą zdecydowano się albo z rozpaczy, albo z desperackiej potrzeby symbolicznego oporu, ponieważ już 3 września z miasta wycofała się armia wraz z policją i było wiadomym, że powstańcy śląscy i harcerze nie odeprą 8 Dywizji Pancernej, 28 Dywizji Piechoty Jäger, Grenzschutz Abschnittskommando i 239 Dywizji Piechoty pod dowództwem generała Ferdinanga Neulinga, który za zbrodnie na zagłębiowskich Żydach nigdy nie odpowiedział, i który dożył starości w jakimś zachodnioniemieckim miasteczku. W tym ostatnim numerze ostatniego „Sokoła”, poza wyżej cytowaną odezwą, poruszone zostały typowe dla sportowej organizacji kwestie: raport z XVI Zjazdu Rady Dzielnicy Śląskiej, przedrukowany rozkład pociągów, mających zawieść członków towarzystwa na IV Zlot Sokolstwa Polskiego na Śląsku, sprawozdanie z zawodów strzeleckich i informacja o zmianie ćwiczeń na mistrzostwa Polski: Innym miesięcznikiem, również dedykowanym konkretnemu środowiskowi, były „Śląskie Wiadomości Muzyczne”. „Artystyczna kronika regionu” — bo własne tak nazywano czasopismo, ukazywała się jedynie przez dwa lata i do swojego ostatniego numeru, wydanego w sierpniu 1939 roku, pisano niemal wyłącznie o kwestiach związanych z muzyką: wspominano Jana Reszke — uznanego śpiewaka operowego końca XIX. wieku, poświęcono miejsce tekstowi o organizacji liceum muzycznego w Katowicach a także podsumowano zakończony już sezon koncertowy w Paryżu. „Wiemy, że jest to bezinteresowna służba społeczna. Tej domagamy się od wszystkich i na każdym posterunku. Do niej zobowiązani są nie tylko miłośnicy muzyki i muzycy. Każdy obywatel. Muzyka bowiem jest jednym tylko odcinkiem bytu narodowego. Kiedy przedstawiciele sztuki znajdą zrozumienie, wówczas człowiek ideowy nie będzie unikatem godnym wyróżnienia, ale obywatelem, z którym nie tylko żyje się dobrze, lecz dzieli wspólne radości.” Powyższy cytat nie jest częścią wzniosłej odezwy do narodu, który szykuje się na wojnę. To ostatnie zdania z tekstu „Z życia muzycznego Pszczyny”, trzystronicowego artykułu, którego tytuł zdradza wszystko, czego czytelnik może się spodziewać. Trudno jednoznacznie stwierdzić dlaczego zdecydowano się na takie zakończenie. Narodowościowy, niemal nacjonalistyczny wydźwięk ostatnich zdań tekstu korespondował z nastrojem międzywojennej Europy. Przekonanie o wyższości własnego narodu, o czystości krwi i istnieniu „Herrenrasse” miało bezpośredni wpływ na życie kulturalne III Rzeszy, o czym również informowały „Śląskie Wiadomości Muzyczne”: „Reichsmusikkammer utworzyła biuro cenzury muzycznej, które będzie miało za zadanie badanie wartości i tendencji dzieł muzycznych napisanych w Niemczech i za granicą oraz niedopuszczanie do wykonania dzieł nieporządanych lub szkodliwych. Do szkół i organizacji śpiewaczych rozesłano już listę z wykazem zakazanych pieśni, których tekst lub melodia są pióra żydowskiego. Prawdziwy kłopot ma cenzura niemiecka z pieśniami Schuberta do słów Heinego. Podobno ma zamiar tak wybrnąć z sytuacji, by przy ewentualnym wykonywaniu pieśni Schuberta zakazać tylko… umieszczania nazwiska Heinego na programach.” Ze Śląska o Śląsku, Polsce i Europie „Polska zachodnia” była dziennikiem wydawanym w między 1926 a 1939 rokiem w Katowicach i pozostawała związana z ówczesnym obozem rządzącym, na Śląsku skoncentrowanym wokół postaci Wojciecha Korfantego. Pismo, co istotne, wywodzi się ze środowiska Związku Powstańców Śląskich, organizacji zrzeszającej uczestników trzech zbrojnych wystąpień na Górnym Śląsku. Pierwsze strony dziennika zawierają informację o polskiej gotowości do obrony przed niemieckim agresorem, postępach dyplomatycznych (a raczej ich braku) w relacjach z Niemcami i prowokacjach, mających miejsce przy granicach: „Na granicy polskiej zanotowano znowu szereg wypadków prowokacyjnych niemieckich. Między innymi pod Rudą Śl. ostrzelano posterunek straży granicznej spoza granicy niemieckiej. Ofiar w ludziach nie było. W Brzeziu nad Odrą żołnierze straży granicznej zostali ostrzelani ogniem ciężkich karabinów maszynowych. Niemiecka banda dywersyjna została przez polskich strażników rozpędzona. Ofiar po stronie polskiej nie ma. Na fabrykę „Lignoza” niemiecka banda dywersyjna dokonała w nocy napadu rzucając 30 granatów. Straż fabryczna odparła napastników. Po polskiej stronie ofiar nie ma. W Pawłowie posterunek straży granicznej został ostrzelany ogniem ręcznych karabinów maszynowych.” Powyższa notatka prasowa, o tytule „Dalsza seria niemieckich prowokacyj granicznych” została opublikowana w przedostatnim numerze „Polski Zachodniej”, który ukazał się 31 sierpnia 1939 roku. Dziś, ponad osiemdziesiąt lat po wojnie, trudno jednoznacznie opisać ówczesny klimat polityczny, wraz ze wszystkimi jego zmiennymi i charakterystyką, która jak magnes przyciąga miłośników historii akurat do międzywojnia. Można natomiast przytoczyć dzisiejsze tytuły artykułów prasowych: „Rosyjski dron uderzył w pociąg Kijów-Warszawa” (z Wiadomości Onet), „Rosyjska rakieta celowo skierowana na terytorium Polski” (Rzeczpospolita), „Już 17 rosyjskich dronów odnalezionych. Kolejny spadł na Lubelszczyźnie” (TVP info). Innym dziennikiem, również związanym z Wojciechem Korfantym, była „Polonia”, której nakład w 1929 roku wyniósł 22 tysięcy egzemplarzy. Tym samym „Polonia” pozostawała jedną z najbardziej dostępnych gazet na rynku — egzemplarz z 30 sierpnia 1939 roku kosztował 20 groszy. Pensja górnika przed wybuchem II wojny światowej oscylowała w okolicy 200 złotych. Dziennik skupiał się na polityce, ekonomii, kulturze, handlu czy gospodarce. Jednak omawiane wydanie, opublikowane na dwa dni przed rozpoczęciem niemieckiej agresji, poświęcone jest niemal w całości temu, co działo się za zachodnią granicą: „Od dłuższego czasu robione były w Niemczech próby rozsiewania bakterii chorobotwórczych przy pomocy uprzednio zatruwanych szczurów. Staranie te nie dały jednak pożądanych rezultatów ze względu na ogromną śmiertelność zatruwanych szczurów. Próba konserwowania bakterii w probówkach celem rozniesienia ich po krajach nieprzyjacielskich również zawiodła ze względu na małą odporność bakterii, przetrzymywanych w hermetycznych zamknięciach. W ostatnim czasie dokonane zostały wobec tego mrożące krew w żyłach doświadczenia z ludźmi, przy czym insekcjom bakterii poddani zostali żołnierze z oddzia…