650 zł miesięcznie za nowego elektryka. Z ubezpieczeniem i bez wkładu własnego. Fundacja Instrat proponuje, by wpływy z podatku od nadmiarowych zysków spółek paliwowych przeznaczyć między innymi na społeczny leasing europejskich aut elektrycznych. Na wzór Francji. Ja czytam tę propozycję jak założenia do ustawy. Na początek źródło finansowania. Fryderyk Karp i Michał Grabka w analizie „Rachunek za uzależnienie i jak go zmniejszyć?” szacują wpływy z podatku na około 4 mld zł w 2026 roku, a koszt programu na około 1 mld zł. Dotąd państwo obniżało VAT na paliwo z 23% do 8% i akcyzę o 28–29 groszy na litrze. Kryzys paliwowy i tak kosztował Polskę ponad 23 mld zł w pół roku. Druga kwestia to adresat. Francja definiuje go kryterium dochodowym: około 16 880 euro rocznie na osobę, czyli uboższa połowa gospodarstw. Rata wynosi tam poniżej 200 euro, a pierwszeństwo mają auta z Europy. W Polsce wykluczenie transportowe dotyka około 40% punktów adresowych, przy czym okolice Katowic i Gliwic są na tej mapie w najniższych przedziałach. Trzecia sprawa to konstrukcja umowy. Instrat zakłada auto za 85 tys. zł netto, trzy lata, brak wkładu własnego i brak wykupu. Rabat hurtowy, dotacja 35 tys. zł i tańsze finansowanie obniżają rynkową ratę z 2111 zł do 448 zł. Obowiązkowe OC i AC podnoszą ją do około 650 zł. Instrat wskazuje również ryzyka. Auto po trzech latach trzeba oddać. Rata zostaje realnym zobowiązaniem uboższego gospodarstwa także po utracie pracy, a ubezpieczenie drożeje dla kierowców o wyższym ryzyku. Analiza nie rozstrzyga, kto te ryzyka przejmuje. Dla rodziny rachunek jest prosty: rok w takim elektryku kosztuje 9960 zł razem z prądem z domowego gniazdka. Leasing społeczny wygrywa ze spłaconym dieslem, gdy naprawy i ubezpieczenie starego auta przekraczają 4200–5640 zł rocznie. Kierowcy diesli przeżywają już drugi szok cenowy w ciągu pięciu lat. Ustawę o leasingu społecznym da się napisać przed trzecim.