W czwartek prezydent Karol Nawrocki podpisał rządową ustawę o podatku od nadmiarowych zysków koncernów paliwowych. Czy to dobrze? Zaskoczę Was, bo moja odpowiedź brzmi NIE. Chciałbym, żeby w moim kraju rządzący unikali tego typu chwilówek. Chciałbym, żebyśmy wreszcie w kontekście transportu zaczęli myśleć o budowaniu odporności, a nie o stosowaniu doraźnych rozwiązań. Który to już raz stajemy przed widmem cen paliwa po 10 zł? Trzeci, a może czwarty? I to w ciągu zaledwie czterech lat. Dzisiejsza sytuacja globalna pokazuje, że łatwiej to już było, a teraz przed nami głównie niepewność. Jednak nawet w tak niepewnym świecie możemy zbudować sobie odporność, stawiając na alternatywne źródła energii czy transportu. Historia już co najmniej raz pokazała, że jest to możliwe w skali całego państwa – przykładem jest Holandia. Kiedy w 1973 roku kraje arabskie ogłosiły embargo na dostawy ropy do państw wspierających Izrael w wojnie Jom Kippur, nikt nie przypuszczał, że stanie się ono katalizatorem spektakularnej przemiany transportowej, jaka zaszła właśnie w Holandii. Jeśli uważacie, że kraj tulipanów zawsze był krajem, w którym rower cieszył się ogromną popularnością, to jesteście w olbrzymim błędzie. Po II wojnie światowej Holendrzy zadurzyli się w samochodach, a miasta odbudowane z wojennej pożogi, jak choćby Rotterdam, stały się wybitnie samochodowe. Zmiana kierunku nastąpiła dopiero w latach 70., po kryzysie naftowym. Zbiegła się jednak również z ogólnonarodową dyskusją na temat bezpieczeństwa drogowego – wysoka liczba ofiar, szczególnie wśród dzieci, stała się jednym z powodów protestów. To jednak tylko część historii. Druga strona medalu to polityczna ciągłość, która pozwoliła podejmować dalekosiężne plany bez zmiany ich kierunku. Tego właśnie bardzo brakuje nam w Polsce, czego przykładem jest prezydenckie weto wobec ustawy o publicznym transporcie zbiorowym. Był to dokument czysto techniczny, niezawierający żadnego ideologicznego pierwiastka, a mimo to stał się ofiarą wojny polsko-polskiej. Zresztą nie tylko na szczeblu centralnym trudno o ciągłość – z podobnymi problemami spotykamy się również w samorządach. I tu dotykamy kolejnego problemu: mimo wielu dokumentów, standardów i polityk wciąż mamy do czynienia z różnego rodzaju absurdami w rozwoju infrastruktury rowerowej. Od zróżnicowanych nawierzchni dróg dla rowerów, przez brak ciągłości samej infrastruktury, po zwyczajną niechęć samorządów do jej rozbudowy. Rowery to oczywiście tylko jeden z elementów budowania odporności w kontekście komunikacji. Kolejny to kolej! Obecny rząd mocno chwali się rozwojem sieci kolejowej, powstała nawet specjalna strona #NaszaKolej, na której dokumentowane są kolejne etapy rozbudowy sieci i połączeń. Pytanie tylko, czy nie budujemy alternatywy, która nie jest atrakcyjna dla przeciętnego Kowalskiego – z prostego powodu: ceny biletów. Dlaczego nikt w obecnym rządzie nie wpadł na pomysł, aby zamiast dopłacać do ceny benzyny, pokazać, że mamy przynajmniej częściową alternatywę w postaci kolei? Dobrym przykładem są tu nasi sąsiedzi zza Odry i wprowadzony w kryzysowym 2022 roku bilet 9-Euro-Ticket – bilet miesięczny, który upoważniał do podróży po całym kraju we wszystkich środkach transportu publicznego. Jego następcą jest obecnie Deutschlandticket. Dlaczego zamiast kolejnych tarcz w postaci CPN nie powstała kolejowa alternatywa – Bilet „Polska” lub bilet za 50 zł umożliwiający podróż po całym kraju? Cieszmy się dziś paliwem po 7 lub 8 złotych, ale to tylko chwilowa ulga dla naszych portfeli. W przyszłości tego typu kryzysy będą się powtarzać, a my będziemy zdani na kolejne tarcze.