Gmach Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach został gospodarzem jubileuszu 80-lecia Silesia Film. W czwartek, 1 października goście śląskiej instytucji filmowej będą mogli wysłuchać specjalnego koncertu Marcina Maseckiego, któremu na scenie potowarzyszą Joanna Kulig i Tymoteusz Bies. Jeśli zastanawia was, jak to wszystko łączy się ze światem filmu, to wyjaśniamy. Muzyka, film i Katowice Z okazji 80-lecia Instytucji Filmowej Silesia Film przygotowano wieczór łączący muzykę i kino. Główną rolę odegra w nim pianista Marcin Masecki. Artysta tworzył muzykę do filmu „Ojczyzna” Pawła Pawlikowskiego. Na swoim koncie ma też kompozycje do takich produkcji, jak „Ślepnąc od świateł”, czy „1983”. Na scenie katowickiego NOSPRu usłyszymy także znaną z filmów Pawlikowskiego Joannę Kulig i muzyka Tymoteusza Biesa, którego kinomani mogą kojarzyć z filmu „Chleb i sól” w reżyserii Damiana Kocura. - O wyborze Joanny Kulig zadecydowały filmy, konkretnie dwa filmy Pawła Pawlikowskiego „Zimna wojna” i „Ojczyzna”, dwie koprodukcje Silesia Film w których powstanie zaangażowani byli obaj artyści. Natomiast Tymoteusz Bies jest oczywiście wybitnym pianistą i kompozytorem, który dodatkowo wystąpił jako aktor w innym z naszych filmów - „Chlebie i soli” Damiana Kocura - mówi w rozmowie ze Śląską Opinią Agnieszka Skrzelowska, Kierowniczka Działu Promocji i Produkcji Wydarzeń w Silesia Film. To nie pierwszy raz Maseckiego w Katowicach. Kompozytor grał tutaj parokrotnie - ostatnio na gali Fryderyków. Wcześniej wspólnie z Marcinem Markowiczem zagrał cykl sonat fortepianowo-skrzypcowych Bramsa oraz współtworzył projekt poświęcony Theloniusowi Monkowi. - Jestem tutaj w miarę regularnie, no i oczywiście z największą przyjemnością zawsze w tej sali i z tą kapelą - mówi Marcin Masecki. Artysta zdradził także, jakie są jego muzyczne skojarzenia z Górnym Śląskiem. - Przychodzą mi do głowy orkiestry dęte i wasza wielka, wspaniała tradycja tego rodzaju muzykowania. Kiedyś byłem w to bardzo zaangażowany - napisałem swoją pierwszą symfonię na orkiestrę Ochotniczej Straży Pożarnej - w Słupcy, co prawda - ale współpracowałem z wieloma muzykami z tego regionu. Na przykład z Michałem Fetlerem, wspaniałym saksofonistą z Mysłowic, który też jest za angażowany w orkiestry dęte. To jest coś, co przychodzi mi do głowy. Cieszę się, że u was jest i róbcie to! - wspomina Masecki. Warto w tym miejscu również wspomnieć, że artystycznie na Śląsk powróci także aktorka Joanna Kulig. To ona wcieliła się w rolę dr Jolanty Wadowskiej-Król w netflixowym hicie „Ołowiane dzieci” inspirowanym prawdziwą historią pandemii ołowicy w katowickich Szopienicach. Z Popayán do Mikołowa Oczywiście katowicki koncert będzie opierał się na motywach z „Fatherlandu”. Publiczność usłyszy też znany z końcówki filmu chorał organowy Bacha. Wspólnie z Joanną Kulig artyści zaprezentują utwór z „Zimnej wojny”, czyli Bajo-Bongo - tutaj możemy liczyć na południowe rytmy. Nie sposób w tym miejscu zapytać pianisty o jego związki z tradycjami muzycznymi Ameryki Południowej. Marcin Masecki pierwsze lata swojego życia spędził w kolumbijskim Popayán. Jego ostatni projekt muzyczny „B oleros y mas” poświęcony jest właśnie muzyce latynoskiej. Marcin Masecki podkreśla, że doświadczenia z dzieciństwa i młodości spędzonej w Ameryce Południowej podświadomie przenikają całą jego twórczość kompozytorską i wykonawczą - Jak tworzymy, to cokolwiek byśmy nie tworzyli – czy to jest laurka na Dzień Mamy, czy pocztówka, czy obraz, czy symfonia, czy taniec – to w procesie twórczym zawsze wychodzi wszystko, co w nas jest [...] Jestem wychowany w tamtej części świata, więc bardzo dużo myślę rytmem, bardzo dużo myślę synkopą, więc to wszystko jest obecne, nawet jak świadomie tego nie poruszam - mówi. W przypadku Tymoteusza Biesa kluczowym punktem odniesienia są jego rodzime strony oraz mikołowska tożsamość, które w naturalny sposób kształtują jego język artystyczny. Pianista podkreśla, że „każdy twórca, każdy człowiek po prostu jest sumą jakichś różnych doświadczeń”. - Mikołów bardzo lubię, bardzo jest to wspaniałe miejsce do życia i te doświadczenia w cudzysłowie mikołowskie na pewno gdzieś tam w sztukę się transferują - mówi Tymoteusz Bies.