Istnieje sposób, żeby rachunki domowe spadły o 15%, a świat wydał na import energii ponad 400 mld dolarów mniej. Nie trzeba go specjalnie szukać. To elektryfikacja. Według nowego raportu Międzynarodowej Agencji Energetycznej, który powstał na wniosek Turcji i Australii w związku ze zbliżającym się COP31, do 2035 roku prąd może pokrywać 35% końcowego zużycia energii na świecie. Dziś to jeszcze 23%, ale ta liczba zaniża rolę prądu. Dzięki wyższej sprawności urządzeń elektryczność dostarcza już prawie 40% energii użytecznej. Popyt na nią rośnie dwa razy szybciej niż całe zapotrzebowanie na energię. Największą rezerwę widzę w ogrzewaniu. Ogrzewanie i gotowanie są zelektryfikowane zaledwie w 15%, choć połowę światowego zapotrzebowania na ogrzewanie pomieszczeń da się opłacalnie przełączyć na prąd już dziś. Pompa ciepła jest od 3 do 5 razy wydajniejsza od kotła gazowego. W przemyśle opłacalnie zelektryfikować można ok. 40% energii zużywanej na ciepło poniżej 400°C, szczególnie w branżach spożywczej, tekstylnej, papierniczej i lekkiej chemii.Elektryfikacja obniżyłaby zanieczyszczenia powietrza o 30% do 2035 roku, co daje 240 tys. przedwczesnych zgonów mniej każdego roku. Dziś toksyczne powietrze zabija 4,5 mln ludzi rocznie, czyli ok. 13 tys. dziennie. Tyle że prąd musi czymś płynąć. Nakłady na urządzenia końcowe muszą wzrosnąć do 1 bln dolarów rocznie, a inwestycje w wytwarzanie, sieci i magazyny do 2,5 bln. Do 2035 r. sieci energetyczne muszą być modernizowane i rozbudowywane o 40% szybciej niż w ostatniej dekadzie. Tymczasem budowa dużej linii przesyłowej trwa od 5 do 13 lat. Narodowe Centrum Analiz Energetycznych i Polskie Sieci Elektroenergetyczne pracują nad mapą drogową integracji ciepłownictwa z elektroenergetyką. Według zapowiedzi Rafała Gawina dokument konsultacyjny trafi do rynku i administracji do końca 2027 roku. Nowa era elektryczności w Polsce może zacząć się od ciepłownictwa.