Dom na nowo: jak Ukraińcy budują swoje miejsce w Polsce
Mariia Demchenko ·
Każdemu człowiekowi potrzebne jest towarzystwo, małe czy duże, jednej osoby czy trzydziestu. Potrzeba kontaktu, dzielonych doświadczeń, nawet zwykłej obecności innych to całkowicie naturalne pragnienie. Uczucie totalnej samotności zna wielu, ale imigrant zna je szczególnie dobrze. Wystarczy przelotna chwila, by przypomnieć: jesteś na obcej ziemi i masz tylko siebie. Takie uczucie dopada nas nawet wtedy, gdy jesteśmy otoczeni ludźmi: w pracy, na urodzinach, w mediach społecznościowych, które przecież powstały po to, by łączyć.
Ktoś idzie do baru, ktoś zaszywa się w łóżku przed serialem, ktoś pisze do starego przyjaciela. Ale nic nie zastąpi fizycznej obecności kogoś, kto w swojej mowie używa znajomych nazw ulic, tych samych słówek, tego samego refrenu piosenki, którą kiedyś śpiewałeś we własnej kuchni. W domu.
Dom w kulturze i wspólnocie
Dlatego tak ważne są ośrodki kulturalne, przestrzenie społeczne i inicjatywy, które powstają dziś w Polsce wokół ukraińskiej społeczności. Pomagają się zaadaptować, dają poczucie przynależności i podtrzymują ukraińską kulturę z dala od domu. Jednym z takich miejsc jest festiwal „Galas na Ganku”.
–Wszystko zaczęło się wiosną 2025 roku od kameralnej wyprzedaży garażowej w gronie znajomych. Ponieważ spotkaliśmy się za granicą w czasie wojny, postanowiliśmy nadać wydarzeniu cel społeczny: zorganizowaliśmy zbiórkę pieniędzy i licytację na rzecz ukraińskiego wojska. Format tak bardzo spodobał się ludziom, że z małego spotkania szybko wyrosło coś znacznie większego. Dziś jest to pełnoprawny ukraiński festiwal w Krakowie, który gromadzi około trzech tysięcy osób – dzieli się Oleksandr Khandan, twórca festiwalu.
Trudno oddać słowami to uczucie, gdy w jednym miejscu gromadzą się ludzie zjednoczeni wspólną ideą. Może to coś podobnego do tego, co czuje się na trybunach podczas meczu ulubionej drużyny. W kontekście Ukrainy to duma, miłość i tęsknota za domem. Na terenie Polski przebywa niemal milion ukraińskich uchodźców, więc dziwne byłoby, gdyby nie stworzyli własnej społeczności.
Jednym z miejsc, gdzie takie zjednoczenie się zbiera, jest ukraińska biblioteka w centrum Katowic, założona przez Tetianę Wyhowską, dziennikarkę, wolontariuszkę frontową i redaktor naczelną wydawnictwa „Czas Zmian Inform”:
– Na początku wydawało mi się, że najważniejsze jest zapewnienie ludziom ukraińskich książek. Ale bardzo szybko stało się jasne, że ludzie przychodzą nie tylko po książkę. Przychodzą po poczucie domu. Często słyszę: „Dziękuję, że pytacie «Jak się masz?», nie mam tutaj z kim porozmawiać, poza Wami”, „Czytanie w ojczystym języku jest dla mnie jakby na chwilę znaleźć się w domu”.
Ale dom to nie tylko książki i festiwale. To także możliwość utrzymania się, zbudowania czegoś własnego i poczucie, że stoisz w nowym kraju na własnych nogach. Dlatego wielu Ukraińców zakłada w Polsce własne firmy.
Wiadomo, że prowadzenie biznesu nigdy nie było łatwe, od narodzin pomysłu po papierkową mękę. Ukraińcy muszą jednak pokonać jeszcze jedną barierę: pobłażliwe, a czasem wrogie nastawienie części społeczeństwa. W ostatnim roku nasiliły się też głosy, że Polska „zbyt dobrze” traktuje uchodźców.
Kto na kim zarabia?
Jednym z głównych argumentów przeciwników pomocy jest świadczenie 800+. Na ukraińskie rodziny Polska wydaje z niego 2,2 mld zł. Z pozostałymi świadczeniami (dobry start, rodzinny kapitał opiekuńczy, świadczenia rodzinne, dofinansowanie żłobka) kwota rośnie do 3,2 mld zł. Ponieważ w latach 2024–2025 cały program kosztował 64 mld zł, te 2,2 mld to zaledwie 3,4 procent.
Dokładny wpływ Ukraińców na budżet trudno określić, ale można zsumować składki i podatki, które płacą. To około 17,7 mld zł. Portal demagog.pl podsumowuje: Ukraińcy mieszkający w Polsce więcej wpłacają do budżetu, niż z niego pobierają. Szacunki wskazują też, że dzięki nim PKB wzrośnie długookresowo od 0,5 do 2,9 proc. rocznie.
Etat czy własny interes?
Od początku wojny Ukraińcy otworzyli w Polsce 123 000 firm. Liderem, co zaskakuje, jest sektor budowlany, za nim plasują się branże komunikacyjna i usługowa. Według PIE jednym z powodów tej aktywności są ograniczenia polskiego rynku pracy: imigranci często trafiają na nisko płatne stanowiska albo na posady poniżej kwalifikacji. Dla wielu założenie własnej firmy staje się wyjściem, zwłaszcza dla tych, którzy na Ukrainie już prowadzili biznes.
Jak rozpoznać „ukraiński” lokal
Wchodząc do nowej kawiarni czy sklepu, dość szybko się domyślisz, że otworzyli go Ukraińcy: dodatkowe menu po ukraińsku, ozdoby w wystroju, tabliczka „mówimy po ukraińsku”, kotlet po kijowsku zamiast kotletu de volaille. Część firm woli jednak nie ujawniać swojej narodowości, by uniknąć uprzedzeń klientów. Dr Rafał Cekiera, zastępca dyrektora Instytutu Socjologii, komentuje:
– Obawa przed informowaniem o tym, że dany biznes prowadzi obcokrajowiec, jest niezwykle niepokojącym wskaźnikiem, pokazującym rosnącą, politycznie podsycaną niechęć części Polaków względem przybyszów. Ktokolwiek czyni złośliwe uwagi prowadzącym swoje biznesy w Polsce obcokrajowcom, powinien sobie uzmysłowić, ile polskich sklepów, restauracji i innych firm działa w wielu państwach świata.
Góry dokumentów, konsultacje z prawnikami, koncepcja lokalu zrozumiała i dla Ukraińca, i dla Polaka: to tylko część tego, co trzeba mieć w głowie. Sam pomysł to za mało, wiec warto pamiętać: to nie jest krótka droga do sukcesu, lecz droga prawdziwego wojownika — kogoś, kto dla swojego pomysłu, dla swojego biznesu gotów jest poświęcić wiele. Czasem — wszystko.
Dom nie wraca w postaci ulic czy mieszkań. Te zostały tam, gdzie są, zniszczone albo zajęte przez cudze życie. Wraca w innej formie: w pytaniu „jak się masz”, w książce czytanej w ojczystym języku, w dzieciach, które uczą się żyć razem, zanim nauczą się czegokolwiek o granicach. Wraca też w kawiarni, w której barista mówi z twoim akcentem, a ty nie musisz się tłumaczyć.
Może właśnie to jest jedyna wygrana, jaką da się wywalczyć z wojną, która chciała nam odebrać dom: my mamy siebie nawzajem. I będziemy trwać przy swoim, czy to otwierając kawiarnię, czy zwyciężając w wojnie.