Jeśli zdążyliście już zapomnieć o czerwcowej fali upałów, przypominam, że pod koniec lipca mieliśmy kolejną, a i sierpień nie był wolny od tego szkodliwego zjawiska meteorologicznego. A przecież to jeszcze nie koniec lata – zostało do niego jeszcze kilka tygodni. Tegoroczne lato jest wyjątkowo trudne. W wielu europejskich krajach szaleją lub szalały na niespotykaną dotąd skalę pożary, a europejskie rzeki, takie jak Ren czy Dunaj, notowały kolejne rekordowo niskie stany. Niski poziom wód w rzekach zagrażał ciągłości pracy kolejnych elektrowni, m.in. na Węgrzech, w Serbii czy w Rumunii. Ten ostatni kraj, aby uchronić pracę swojej elektrowni, zdecydował się na niestandardowe działanie, to jest wysadzenie podwodnych skał w korycie Dunaju, tak aby zwiększyć przepływ wody w kierunku elektrowni jądrowej w Cernavodzie. Wydaje się, że łatwiej było wysadzić podwodne skały niż posadzić drzewa na Rynku w Katowicach – i o tym będzie dzisiejsza historia. Nie spodziewajcie się jednak publicznego grillowania radnych czy urzędników. Grilla nie będzie! Ale będzie propozycja zmiany. Uwierzcie: zamiast grillować publicznie prezydenta, radnego czy urzędnika miejskiego, lepiej grillować wspólnie zmiany klimatyczne! To najlepsza droga do wdrażania dobrych rozwiązań adaptacyjnych na obszarze miasta. Europa walczy z upałami, mieszkańcy Katowic z betonozą na Rynku. W czasie kiedy znaczna część Europy walczyła z kolejnymi falami upałów, mieszkańcy Katowic po raz kolejny podnieśli temat braku zieleni na katowickim Rynku, a konkretnie na placu pomiędzy Skarbkiem a Teatrem Śląskim. To już kolejny tego typu apel do władz miasta. Przypominam, że wcześniej w 2022 roku działacze partii Razem próbowali usmażyć jajecznicę na placu przed Skarbkiem. Kilka lat wcześniej, w 2019 roku, aktywiści fundacji „Napraw Sobie Miasto” mierzyli temperaturę na katowickich placach, między innymi na Rynku – wówczas płyty rozgrzały się do 41 stopni Celsjusza. Historia happeningów, wydarzeń i apeli zachęcających władze miasta do posadzenia drzew w tym miejscu ma co najmniej kilka lat, a wszystkie dotąd szły na marne. Na przeszkodzie zawsze stawały podziemne sieci lub wydarzenia organizowane w tej części Rynku. Wymówka numer jeden: sieci pod ziemią Czy faktycznie nie można pogodzić zieleni przed Skarbkiem z organizowanymi tam wydarzeniami? Oczywiście, że można! Czy podziemne sieci są problemem? Sprawdziłem, jak sytuacja wygląda na miejskim geoportalu, który prezentuje przebieg podziemnej infrastruktury – okazuje się, że zagęszczenie różnego rodzaju infrastruktury podziemnej jest bardzo duże, ale nie jest o wiele większe niż na obszarze, na którym obecnie rosną drzewa, to jest za budynkiem restauracji oraz publicznej toalety. Zresztą przełożenie infrastruktury podziemnej kolidującej z inwestycją nie jest niczym nadzwyczajnym – takie rzeczy po prostu się wykonuje, i to nie na drugim końcu świata, tylko u nas, w Katowicach. Za jeden z przykładów niech posłuży budowa zjazdu rowerowego z ulicy Chorzowskiej pod rondo im. Jerzego Ziętka. Wymówka numer dwa: jarmarki na Rynku Pozostał drugi argument, czyli organizowane wydarzenia. Największymi z nich na płycie przed Skarbkiem są jarmarki: bożonarodzeniowy, wielkanocny i urodzinowy. I tutaj warto się zastanowić, czy wydarzenia tej skali powinny być w całości realizowane na tym placu. W czasie każdego z tych trzech jarmarków Rynek jest zatłoczony, zaburzają się naturalne ciągi piesze oraz rowerowe, a dodatkowo ze względów bezpieczeństwa stawia się betonowe szykany, co jeszcze bardziej utrudnia swobodne przejście lub przejazd. A wystarczyłoby, aby te wydarzenia bardziej rozlały się na miasto. Weźmy na przykład jarmark bożonarodzeniowy: czy nie lepiej, gdyby lodowisko oraz strefa gastro lub handlowa pojawiły się na ulicy Dworcowej? To uwolniłoby przestrzeń na Rynku dla pieszych, rowerzystów i upragnionej zieleni! Podobnie przeniesienie świątecznej wioski w rejon placu kwiatowego z pewnością podniosłoby komfort korzystania z tych atrakcji. To też przestrzeń bardziej bezpieczna dla dzieci – oddzielona fizycznie i oddalona od torowiska. Czy nie byłoby wspaniale, gdyby na Rynku posadzono drzewo iglaste, które co roku stawałoby się miejską choinką? Zamiast ściętego drzewa mielibyśmy prawdziwe, żywe drzewo, które byłoby z nami cały rok! Nawet moglibyśmy je jakoś nazwać! A co z resztą wydarzeń? Mamy tyle przestrzeni na Rynku i w jego najbliższej okolicy, że plac przed Skarbkiem nie musi pełnić funkcji zajezdni dla foodtrucków czy tymczasowego boiska do koszykówki! Przypominam, że w odległości kilkuset metrów mamy niestety kolejną niezniszczalną betonozę na placu przed Spodkiem. Zresztą zazielenienie placu przed Skarbkiem nie musi być jednocześnie zmianą tej przestrzeni w park – tego nikt nie podnosi! Mieszkańcy oczekują zazielenienia, a nie metamorfozy w miejski park. Tak naprawdę sytuację zmieniłyby już nasadzenia w miejscach, gdzie nie ma kolizji z infrastrukturą podziemną, oraz pnącza na słupach trakcyjnych (podobne rozwiązania stosuje się w Warszawie). Na zasadzie odbicia zieleń mogłaby się pojawić również po drugiej stronie torowiska, to jest na placu przed Teatrem. Potańcówka w cieniu drzew? Pod świetlną girlandą umieszczoną na gałęziach? Mega klimat! Drzewa na Rynku nie tylko pozwolą ochłodzić temperaturę w jego obrębie, ale i uczynią tę przestrzeń bardziej przyjazną ludziom. Odpowiedni dobór gatunków, na przykład wiśnie piłkowane „Kanzan”, które sprawdzają się na placu kwiatowym i co roku wiosną powodują efekt WOW, mógłby znacząco podnieść walory estetyczne placu. Same drzewa mogłyby pomóc w ożywieniu okolic Rynku, bo wydarzenia na nim organizowane powinny się rozlewać na miasto, a nie być koncentrowane na jednym placu. Jak wygląda to w innych miastach? Przy okazji chciałbym się odnieść do przytaczanych przez sceptyków przykładów miast, gdzie funkcjonują place bez zieleni. Wiedeń, Rzym, Madryt, Wrocław – te wszystkie miasta są bardzo atrakcyjne turystycznie. Wszystkie łączy zabytkowa tkanka głównych placów, która w przypadku Katowic jest dość specyficzna. Mamy zabytkowy budynek Teatru oraz kamienice miejskie od strony ulicy Teatralnej, a także ikoniczną, masywną bryłę budynku DH Skarbek. Wskazane przeze mnie lokalizacje nasadzeń i zaproponowany gatunek drzew (osiąga wysokość 5–8 m) nie powinny zaburzać widoku na najważniejsze budynki na Rynku. Zresztą bądźmy poważni – oś widokową w kierunku Spodka postanowiono zaburzyć budynkiem, w którym mieści się restauracja oraz szalet, a na kolejnej ikonie katowickiego Rynku, to jest DH Zenit, przez większą część roku wiszą wielkoformatowe reklamy. W przypadku Wiednia pamiętajmy, że pod Stephansplatz mamy sieć metra (łatwiej przenieść kilka podziemnych rur, niż stację lub tunel metra), plac jest wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO (co również mocno ogranicza ingerencję w jego tkankę), dodatkowo duża część placu jest usytuowana względem stron świata, tak że przez większą część dnia można go przejść w cieniu. Przykład Madrytu i jego placu przed pałacem królewskim. To faktycznie straszna patelnia, jednak pamiętajmy, że to jedno z najważniejszych i najbardziej reprezentacyjnych miejsc w stolicy Hiszpanii (jak plac przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie) i nie jest to jednocześnie plac, przez który na co dzień przemieszczają się mieszkańcy tego miasta, nie stanowi on osi komunikacyjnej. Przytoczony przykład Wrocławia również wydaje się nie do końca trafny, ponieważ miasto planuje w obrębie Rynku nowe nasadzenia drzew. W gorącym Rzymie, gdzie każdy kamień to jakiś zabytek, mamy sieć miejskich poidełek z dostępną bezpłatnie kranówką- nie jeden czasowo ustawiony beczkowóz na placu pełnym słońca, tylko sieć punktów w których napełnimy butelkę zimną wodą nawet gazowaną. Cieszę się, że w tej dyskusji pojawiają się inne miasta, zwłaszcza takie jak Wiedeń. To znaczy, że możemy czerpać z nich wzorce. Wolałbym jednak, aby były to przykłady zmian adaptacyjnych, a nie przykłady miejsc, w których trudno tego typu zmiany wprowadzić lu…