96 procent budynków w Paryżu. 93 procent w Londynie. 98 procent w Sewilli. To nie są dane o awarii klimatyzacji. To dane o mieście, które zaprojektowano tak, żeby gotować własnych mieszkańców. Nowa analiza RMIT University objęła 5,5 miliona budynków w 25 europejskich miastach. Zapytano, czy w promieniu 60 metrów od domu rośnie wystarczająco dużo drzew, żeby chronić przed upałem. Próg to 30 procent pokrycia koronami. Jest to liczba z literatury o miejskich wyspach ciepła, nie kaprys badacza. Wynik: 84 procent budynków go nie osiąga. Najlepiej wypadają Kolonia i Hamburg, gdzie około 45 procent budynków jest chronionych, głównie dzięki niemieckim ogrodom przydomowym. Sewilla, regularnie notująca 44 stopnie, ma zaledwie 2 procent. Park trzy przecznice dalej nie chłodzi mieszkania. Dlatego miasta z niezłym ogólnym wskaźnikiem zieleni potrafią jednocześnie smażyć mieszkańców. Dane o dochodach dokładają drugą warstwę. W Hiszpanii i Francji zależność jest wyraźna: biedniejsze dzielnice są gorętsze i bardziej wybetonowane. Sewilla ma najsilniejszą korelację dochód–upał w zestawie. W Madrycie jest podobnie, bo zamożne centrum w cieniu, biedniejsze południe na słońcu. We Włoszech bywa odwrotnie: w Mediolanie to gęste, historyczne, bogate centrum jest najgorętsze. W Niemczech dochód w ogóle nie tłumaczy nierówności. Tam podział jest geograficzny, nie społeczny. Stałe zostaje jedno: gdzie mniej drzew, tam cieplej. Najciekawszy wniosek podważa popularne przekonanie o gęstej zabudowie. Przy tej samej gęstości mieszkań różnica między dzielnicą z drzewami a bez nich sięga od 4 do 10 stopni. W Paryżu to ponad 10 stopni. To nie gęstość zabudowy zabija. To brak drzew tam, gdzie ludzie mieszkają. Drzewa, które dziś chronią europejskie miasta przed 40-stopniowym upałem, zasadzono dekady temu. Nowo posadzone drzewo nie da cienia budynkowi przez 15–20 lat. Dzisiejsze upały to skutek decyzji planistycznych sprzed pokolenia. Polska nie znalazła się w tym zestawieniu 25 miast. To przewaga, nie powód do ulgi. Warszawa, Wrocław czy Katowice mogą dziś wybrać inaczej niż Sewilla czy Paryż trzydzieści lat temu. Bez utrwalonego deficytu drzew wpisanego w beton na dekady.