Za rok o tej porze będziemy już intensywnie żyć kampanią wyborczą do polskiego parlamentu. Chyba, że coś pęknie wcześniej, bo w polityce wszystko jest oczywiście możliwe. Tymczasem obserwując działania rządu Donalda Tuska można odnieść wrażenie, że finiszu kadencji wcale nie ma. Przeglądam, jak wielu złośliwych realistów, listę konkretów z ostatniej kampanii wyborczej. Wiele zostało jeszcze do zrobienia, a są i rzeczy oznaczone na zielono, a więc w domyśle zrobione, ale zawetowane przez Prezydenta - chociażby uznanie języka śląskiego za język regionalny. Jasne przeszło przez parlament, ale to się nie wydarzyło drodzy Państwo. Są zrealizowane - uwaga ironia - tak mocne punkty jak wykreślenie oceny z religii ze świadectw. Słuszny postulat, ale jeżeli będzie w osamotnieniu w gronie zrealizowanych konkretów to źle to wygląda. Można jasno uznać, że Rząd jest w narracyjnej defensywie. Ciągle więcej rządowa machina mówi o poprawianiu i rozliczaniu, niż o planie na rozwój, a jeżeli już o przyszłości to o projektach tak wielkich, że większość mieszkańców regionu, ale pewnie i kraju, nie ma jak o nich pomyśleć. Spojrzę na to przez grunt lokalny, a więc w Katowicach miało powstać już Centrum Europejskiej Agencji Kosmicznej, ale nie udało się. Teraz jest pomysł na Centrum Technologii Kosmicznych (swoją drogą podmiot o takiej nazwie istnieje już przy krakowskim AGH), które ogłosili regionalni politycy w towarzystwie Ministra Domańskiego. Mamy powstający Katowicki Hub Gamingowo-Technologiczny, który żeby jeszcze bardziej oderwać go od kontekstu lokalnych mieszkańców z Nikisza, Janowa czy Szopienic, nazwano Shaft K. Było też Ministerstwo Przemysłu z siedzibą na Śląsku, czyli kolejny konkret z listy Tuska, o którym niewielu już pamięta. Niech to pytanie wybrzmi: Co z tego Ministerstwa wyszło? Niewiele, ani jego utworzenie ani likwidacja nic poza ministerialnym uniwersum nie zmieniło. Są albo pojawiają się co jakiś czas białe słonie - projekty odległe i finansowo chłonne, które świetnie wyglądają na wizualizacjach. Wykorzystują one lokalną tożsamość, ale na poziomie budynków, które trzeba wyremontować, a zapominają o rewitalizacji społecznej. Mówię o tym, bo te projekty próbuje się wpisać w proces sprawiedliwej transformacji, ale bez ludzi mieszkających wokół tych inwestycji to to jest jedynie transformacja, bez przymiotnika "sprawiedliwa". Mamy wizje centrów nowych technologii, ale czy dojedziemy do nich transportem publicznym z Łazisk albo czy będzie możliwość zamieszkać w ludzkich warunkach w okolicy, nie podpisując z bankiem cyrografu trwalszego niż niejedno małżeństwo? Z projektów mieszkaniowych wyliczonych w wyborczych konkretach - tak realnie to niewiele się ruszyło. To może chociaż kupimy świeże i zdrowe warzywa od rolnika? Jak czytamy na stronie z konkretami: "Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi prowadzi analizę i ocenę stanu faktycznego w zakresie infrastruktury i zapotrzebowania miast na miejsca do handlu produktami rolno-spożywczymi". Konkret, okazuje się, wcześniej nie był analizowany? Litości. Jak patrzę dziś na Mateusza Morawieckiego, który bezwstydnie udaje, że on może i był premierem w rządzie PiS (ale się nie cieszył), a dziś zakłada nową partię to widzę w nim jednak dużo z dawnego Donalda Tuska. Morawiecki mimo, że daleki od mojej emocji politycznej, to jednak więcej zaczyna mówić o codziennych problemach wyborców niż koalicja rządowa, czuje ich potrzeby i mówi ich językiem. Dlaczego PiS mimo afer i bulwersujących decyzji ma nadal dość dobre notowania? Bo wielu wyborcom kojarzy się z rozwojem, z wychodzeniem z zastoju, zdobywaniem godności. To oczywiście próbuje przypisać sobie dziś Morawiecki. Tymczasem rząd Tuska rozwiązuje albo problemy na poziomie piórkowym, albo tak odrealnione, że za rok będą wyglądać nadal dobrze tylko na zdjęciach albo co gorzej - wizualizacjach.